W najnowszym wydaniu:

01
Warszawska Gazeta 01/2023

Czy Polacy się wreszcie obudzą?

Unia w końcu się zawali pod własnym ciężarem i szaleństwem klimatyzmu – tyle że wcześniej społeczeństwa zostaną doprowadzone do ruiny rosnącymi kosztami życia. Rzecz w tym, byśmy w jej upadku nie uczestniczyli i zawczasu wymiksowali się z tego obłędu, zanim okaże się, że zrobiono z nas masę żebraków, nie mających nic do powiedzenia we własnym kraju.

I. Kluczowe pytanie

Najważniejszym pytaniem z jakim wkraczamy w 2023 r. nie jest już to, czy nasz rząd wykaże się asertywnością w relacjach z Brukselą i czy będzie walczył o ocalenie naszej suwerenności. To są złudzenia, które miniony rok skutecznie rozwiał. Dziś wiemy, że premier Mateusz Morawiecki wraz ze swą kamarylą nie wykaże się twardą postawą i nie zablokuje dyktatorskich zakusów Komisji Europejskiej. Z prostego powodu – po skupionej po jego stronie rządowej większości nie ma takiej woli. Ostatecznym dowodem była zgoda na pisanie nam ustaw przez euromandarynów oraz rozpaczliwy apel Morawieckiego o „zakończenie sporu” z KE, który omówiłem przed tygodniem. Zwróćmy uwagę: tutaj już nie ma mowy nawet o prężeniu muskułów na wewnętrzny użytek, jak to wcześniej bywało – ze strony premiera mamy do czynienia z otwartym wezwaniem do bezwarunkowej kapitulacji, nieudolnie tylko maskowanym pustym sloganem o wykonaniu „ruchu konika szachowego”. Głosy sprzeciwu płyną jedynie ze strony Solidarnej Polski, która w obecnym układzie pełni rolę wewnętrznej „konstruktywnej opozycji”. Tyle że, będąc mniejszościowym koalicjantem – na dodatek nie mającym raczej szans na samodzielny sukces wyborczy – nie dysponuje odpowiednią siłą przebicia, by jej protesty zostały uwzględnione. Jest to dla mnie, przyznam, dość frustrujące, bowiem dotychczasowy rozwój wypadków niezbicie dowiódł, iż to właśnie Solidarna Polska od początku miała rację.