W najnowszym wydaniu:

Warszawska_Gazeta_04_2023

Nikt nie da ci tyle, ile obieca…

Drodzy Czytelnicy, szykuje się prawdziwy przełom w służbie zdrowia. Podczas ostatniego występu w mediach społecznościowych Szymon Hołownia obiecał, że jeżeli Polska 2050 dojdzie do władzy, to nastąpi prawdziwa rewolucja w kontaktach na linii pacjent-lekarz. To już nie my, wstając rano, będziemy się zastanawiali nad tym, jak się dzisiaj czujemy. To nie my w razie jakichkolwiek dolegliwości będziemy szukali kontaktu z lekarzem. Jak zapowiedział słynny szołmen z TVN:
– Każdy z was będzie miał lekarza odpowiedzialnego, w którego interesie będzie dzwonić do was i sprawdzać, czy jesteście zdrowi, a nie, że wy będziecie dzwonić do niego i opowiadać, że jesteście chorzy. To on będzie dzwonił, zlecał wam badania profilaktyczne, będzie was kierował do specjalistów. To jego zadaniem będzie umówienie tej wizyty u specjalisty, który powinien być blisko domu! W domu zdrowia, który w powiecie się organizuje i w którym powinny być zebrane wszystkie usługi: z laboratorium analitycznym, z lekarzami specjalistami, z podstawową, nocną, świąteczną opieką zdrowotną.
Ale to jeszcze nie koniec. Dzięki anonimowemu informatorowi, dotarłem do kolejnych obietnic z programu Szymona Hołowni, a tam aż roi się od sensacji, które odmienią nasze życie. Okazuje się, że to nie my będziemy składali zeznania podatkowe, bo każdy będzie miał swojego urzędnika fiskusa odpowiedzialnego za kontakt z nami. W jego interesie będzie dzwonić do nas i zapytać, czy nie zgodzilibyśmy się, aby to skarbówka zapłaciła za nas należny podatek. To jeszcze nie wszystko. Każdy z nas będzie pod opieką funkcjonariusza policji, który z samego rana powiadomi nas telefonicznie, czy możemy bezpiecznie wyjść z domu i jakie czyhają na nas zagrożenia w ciągu dnia. W razie jakiegokolwiek niebezpieczeństwa, oczywiście, będzie nam towarzyszył.
I teraz pytanie: czy to wszystko zadziała? Uwierzę, jeżeli w pilotażowej próbie tego programu do domu Hołowni wkroczy psychiatra w towarzystwie policjanta i wyprowadzą go w kaftanie bezpieczeństwa wprost do karetki odjeżdżającej na sygnale.