W najnowszym wydaniu:

01

Ostatni żołnierze cichociemnego majora „Zapory” odeszli na wieczną wartę

Wracali do domów szczęśliwi, że wreszcie przestali być „bandytami”. Wznoszone przez młodych ludzi na ich cześć okrzyki „Cześć i chwała bohaterom” uznali za największą nagrodę za ich niezłomną walkę o Polskę. Bo jeśli w Polsce, mimo komunizmu, wyrosło tak piękne pokolenie młodych – mówili – to znaczy, że wygrali i zostawiają Polskę w dobrych rękach.

Niespełna miesiąc temu zmarł emerytowany pracownik KGHM Stanisław Rusek ps. „Tęcza”, ujawniony w roku 1960 żołnierz oddziałów AK majora Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. Parę dni temu, w niedzielę 13 czerwca, odszedł do Pana inny zaporczyk – Marian Pawełczak „Morwa”.
Odwiedziłam go ledwie kilka dni temu. Nie mówiliśmy, ale oboje wiedzieliśmy, że po niemal trzydziestu latach znajomości i współpracy, nadeszła pora pożegnania. Wiedział, że niedługo stanie przed Panem i stanie przed swoim dowódcą „Zaporą”. Rozmawialiśmy o wspólnych początkach odkłamywania powojennej historii oddziałów cichociemnego majora „Zapory”, o przeciwnościach i procesie, ale główna myśl była jedna, że się udało.
– Udało się, pani Ewo. Zapora zawsze zastanawiał się, czy ktoś będzie o nas pamiętał, że walczyliśmy o Polskę i nie byliśmy bandytami – powiedział po raz nie wiadomo który i podziękował mi, a ja podziękowałam jemu. To prawda, gdyby nie zaufanie, jakim obdarzyli mnie trzydzieści lat temu „Zaporczycy”… Dzięki temu zaufaniu, dzięki jego własnej decyzji… „Morwa” obiecał mi, że wkrótce zamelduje swemu komendantowi, że się udało.