W najnowszym wydaniu:

01

„A to wyjątkowa gnida była”…

Z poprzedniego numeru:
„Przyjaciel kardynała Wyszyńskiego”… „Katolicki pisarz i pionier ruchu postępowych katolików, pragnących porozumienia między Kościołem i komunistami”… „Intelektualista, zniszczony przez komunę”… Taki obraz Jerzego Zawieyskiego od lat jest utrwalany w społeczeństwie. Obraz całkowicie fałszywy […]. Nazywał się Henryk Feintuch i pochodził z rodziny żydowskiej […]. Kiedy na fali „odwilży” w 1956 powstały Kluby Inteligencji Katolickiej (KIK), stanął na ich czele […]. Był gejem (wtedy mówiło się po prostu pederastą) i to bardzo aktywnym! Był erotomanem i seksoholikiem […]. Bezpieczniacy uważali, że jest absolutnie niegroźny – jako zaprzyjaźniony z komunistami. Uważał się za jednostkę wybitną, najlepszego katolickiego pisarza w Polsce! Tylko komuniści z najwyższej półki mieli takie przywileje jak on.

Należały do nich zawrotne pobory z Sejmu i Rady Państwa, piękne mieszkanie na warszawskiej Starówce, willa w Konstancinie z półhektarowym parkiem, obsługiwana przez gosposię i ogrodnika, limuzyna z szoferem, prawo do korzystania z rządowej lecznicy! Wiódł luksusowe życie! […]. Miał całą masę przeważnie młodych „kochanków”, których sprowadzał do swojej willi. Często byli to, niestety, klerycy, niekiedy duchowni. Przez łóżko Zawieyskiego przeszli młodzi, żądni kariery pisarze, kandydaci do szkół aktorskich i aktorzy, intelektualiści i kto tam się jeszcze nawinął.