W wydaniu

Jeszcze nie przekreślajmy profesorzyny Środziny

Razem z haniebnym wyrokiem TK zaczynamy być krajem barbarzyńskim zależnym...

Czwarta fala loterii

Przebywający na przymusowych wakacjach w Polsce emerytowany premier Donald Tusk...

23 miliardy na gąsienicach

Polski rząd zamierza sfinalizować największy w historii naszego kraju...

Największe ofiary „pandemii”

Nawet kraje przodujące w histerii pandemicznej zaczynają nieśmiało zauważać,...

Wychowywać dobrych księży

ks. Henryk Zieliński w tygodniku „Idziemy”: Skąd brać księży? To...

Świńska rura nie Tusk!

W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” niemiecki polityk Herr Donald...

Niemiec może więcej niż Polak?

Już dzień po wyroku polskiego TK, który orzekł wyższość...

Pandemiczno-panikarska narracja się sypie

Skoro najbardziej wyszczepione społeczności Izraela i Wielkiej Brytanii przechodzą wzmożenie...

Świat po wielkim resecie

Temat wielkiego resetu oraz takich postaci jak Klaus Schwab...

PRAWDA NAS JESZCZE ZADZIWI

Ci, którzy już w roku 2018, przygotowując się do...

Pomysłowi chasydzi

Życie Żydowskie 26.07.1907 Warszawa, Rok 2, Nr 31

W organie chasydów „Hakol” przed kilkoma dniami ukazała się wzmianka, zasługująca na uwagę. Chodzi mianowicie o przystosowanie się do prawa o odpoczynku niedzielnym. Stwierdzając ogólne przygnębienie, jakie zapanowało w handlu żydowskim z powodu przymusowego święcenia niedzieli, pomysłowy a nabożny reformator „Hakol’a” zastanawia się nad sposobami, umożliwiającemi otwieranie sklepów żydowskich w sobotę, bez obrazy boskiej. A że religja zabrania Żydowi nietylko osobistego przekroczenia soboty, lecz i korzystania w tym celu z usług chrześcijanina, pomysłowy ten jegomość proponuje wprost oszukać trochę naiwnego Boga, i jąć się sposobu, praktykowanego dotychczas jedynie podczas świąt wielkanocnych, a stale przez karczmarzy żydowskich w soboty, mianowicie fikcyjnego odprzedania sklepu na sobotę chrześcijaninowi. W ten sposób i Pan Bóg otrzyma swoje i kieszeń przedsiębiorcy swoje.
Nie zależy nam, naturalnie, na ścisłem przestrzeganiu pewnej formy religijnej. Troskę tę pozostawiamy postępowym wolnomyślicielom polskim lub ich żydowskim epigonom z pp. Niemojewskim, Wassercugiem i redakcją chasydzkiego „Hako’la” włącznie. Ale projekt „Hakol’a”, w razie przyjęcia go przez ogół kupiecki, grozi klęską dziesiątkom tysięcy rodzin żydowskich. Zrozumiałem jest bowiem, że o ile fikcyjne odprzedanie sklepu raz na rok na Wielkanoc, kiedy sklep ten faktycznie zostaje zamknięty, nie stanowi trudności, to stałe odprzedawanie go co tydzień chrześcijaninowi, celem osadzenia tegoż chrześcijanina w sklepie na sobotę dla prowadzenia handlu, pociągnąć musi za sobą przyjęcie go za stałego subjekta, a co za tem idzie, usunięcie odpowiedniej, a znacznej liczby subjektów i sklepowych żydowskich. Analogiczne zjawisko faktycznie spostrzegamy u żydowskich karczmarzy, którzy ze względu na sobotę utrzymują wyłącznie subjektów chrześcijaninów. Następstwem pomysłowego więc projektu „Hakol’a” będzie wyparcie Żydów ze średniego i drobnego handlu. I oto dzięki wyjątkowemu położeniu oraz naturalnej dążności przedsiębiorców do napełnienia kies stoimy przed widmem nowej klęski: rozciągnięciem zjawiska, panującego dotychczas tylko w wielkim przemyśle, na średni i drobny handel, – przed zjawiskiem niezatrudniania żydowskich pracowników przez kapitał żydowski. Rady „Hakol’a” niepodobna traktować zlekka, bowiem i bez niej kupcy żydowscy, zagrożeni stratą zysków wobec przymusowego świętowania niedzieli, prędzej czy później naturalną drogą dojść muszą do tej samej decyzji. Charakterystycznem jest tylko że organ, stojący na grucie klerykalnym, zawsze pierwszy formułuje myśli, dążące do celu sprzecznego z interesami mas ludowych narodu. I to niezależnie od tego, czy go będą redagowali „postępowi” asymilatorzy, jak „Izraelitę” lub „Jedność”, czy reakcyjni chasydzi, jak „Hakol”.