W najnowszym wydaniu:

Ludobójstwo przed ołtarzem

UWAGA! Bardzo drastyczne treści!!!
Kościół katolicki w Polsce nigdy nie obchodził rocznicy zburzenia (spalenia) świątyń katolickich na ziemiach wschodnich II Rzeczpospolitej w latach 1943-1945, połączonego z okrutnym wymordowaniem około 250 tysięcy bezbronnej ludności polskiej. Cerkiew czyni starania, aby błogosławionym został ojciec jednego z największych zbrodniarzy połowy XX w. Natomiast błogosławionym został arcykapłan, który biernie przyglądał się, jak jego greckokatolickie owieczki wyrzynają ćwierć miliona polskich katolików.

Etymologia słowa „kościół” wywodzi się z języka greckiego i oznacza „Dom Pana”, czyli Dom Boga. Dla chrześcijanina kościół, jako świątynia, jest miejscem uświęconym, miejscem świętym. Kościoły na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej obróciła w ruinę w latach 1943-1945 barbarzyńska fala ukraińskiego nacjonalizmu. Zagładzie uległy nie tylko budynki, ale także Kościół jako społeczność katolicka. Ludność polska była mordowana w okrutny sposób nie tylko w swoich domach, zagrodach, podczas ucieczki i ukrywania się, ale we wnętrzu kościołów, przed ołtarzem, w tym podczas Mszy Świętej. A zbrodni nie dokonały jakieś średniowieczne hordy pogańskie, nie bezbożne hordy bolszewickie, ale „bracia chrześcijanie”, często najbliżsi sąsiedzi, tyle że narodowości ukraińskiej (w tym w większości świeżo po „inicjacji narodowościowej” z „rusińskiej” lub „tutejszej”) oraz wyznania greckokatolickiego lub prawosławnego.