W wydaniu

Jeszcze nie przekreślajmy profesorzyny Środziny

Razem z haniebnym wyrokiem TK zaczynamy być krajem barbarzyńskim zależnym...

Czwarta fala loterii

Przebywający na przymusowych wakacjach w Polsce emerytowany premier Donald Tusk...

23 miliardy na gąsienicach

Polski rząd zamierza sfinalizować największy w historii naszego kraju...

Największe ofiary „pandemii”

Nawet kraje przodujące w histerii pandemicznej zaczynają nieśmiało zauważać,...

Wychowywać dobrych księży

ks. Henryk Zieliński w tygodniku „Idziemy”: Skąd brać księży? To...

Świńska rura nie Tusk!

W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” niemiecki polityk Herr Donald...

Niemiec może więcej niż Polak?

Już dzień po wyroku polskiego TK, który orzekł wyższość...

Pandemiczno-panikarska narracja się sypie

Skoro najbardziej wyszczepione społeczności Izraela i Wielkiej Brytanii przechodzą wzmożenie...

Świat po wielkim resecie

Temat wielkiego resetu oraz takich postaci jak Klaus Schwab...

PRAWDA NAS JESZCZE ZADZIWI

Ci, którzy już w roku 2018, przygotowując się do...
Strona głównaZakazana HistoriaŻywe torpedy – szalone bohaterstwo

Żywe torpedy – szalone bohaterstwo

Wzywamy wszystkich tych Polaków, co chcą niezwłocznie oddać życie za Ojczyznę, jednak nie w szeregach armji razem ze wszystkimi, lecz w charakterze żywych torped z łodzi podwodnych, żywych bomb z samolotów, w charakterze żywych min przeciwpancernych i przeciwczołgowych.

Na japońskich lotniskowcach wyglądało to podobno tak: wszyscy marynarze w pełnym umundurowaniu, na pokładzie stolik przykryty czystym obrusem, na stoliku czarki z sake. Młodzi chłopcy – piloci w nienagannych mundurach wypijali czarkę sakę, salutowali dowódcy, siadali do samolotu i odlatywali w stronę zachodzącego słońca, żegnani okrzykiem na cześć cesarza. Na śmierć. Kamikaze lub kamikadze, jak spolszczono nazwę ich formacji. Ich nazwa oznaczała „boski wiatr”. Oddanie życia w samobójczym ataku na jednostki nieprzyjaciela było w Japonii uznawane za najwyższy rodzaj poświęcenia. Utrwalił się mit, że młodzi kamikaze fanatycznie wielbili cesarza, że byli elitą elit i sami wybierali swój los. Nieprawda. – Nie chcę umierać za cesarza… Tak zadecydowano za mnie – wyznawał jeden z nich w liście do ojca przekazanym bez wiedzy dowódcy. Byli traktowani inaczej niż zwykli żołnierze. Jeśli udało im się przeżyć, trafiali do obozów reedukacyjnych, gdzie w różny sposób upokarzano ich. I chociaż z całą pewnością, wśród japońskich żołnierzy byli i prawdziwi kamikaze, poczytujący swoją misję za zaszczyt, to pamiętniki większości kamikadze burzą mit o dobrowolnych samobójcach, chociaż przypadków, gdy w uniesieniu walki żołnierz wolał śmierć niż przegraną, nie brakuje (zwłaszcza w historii Polski). Pomiędzy tymi bohaterami a japońskimi kamikaze była jednak zasadnicza różnica – celem ich życia i walki nie było samobójstwo. Samobójstwo było konsekwencją złożenia przysięgi – powstrzymać wroga lub zginąć, ale nie celem samym w sobie.
Czyś jeszcze innym były tzw. żywe torpedy, zastosowane zarówno podczas I, jak i podczas II wojny światowej nie tylko przez Japonię, ale także przez Włochy, Wielką Brytanię i Niemcy. Co to takiego? Najprościej rzecz ujmując – żywa torpeda to pojazd podwodny z ładunkiem wybuchowym, sterowany przez jednego, dwóch ludzi (płetwonurków), przeznaczony do niszczenia celów (okrętów) w atakach o charakterze często samobójczym. Załogi żywych torped od kamikaze przynajmniej teoretycznie odróżniało to, że miały minimalne szanse na przeżycie ataku. W praktyce jednak załogi żywych torped albo ginęły, albo dostawały się do niewoli.