W wydaniu

Polska kontra Bruksela decydujące starcie

Na dłuższą metę nasza „suwerenność” jest z obecnością w...

U KRÓLA JANA NA PODWÓRKU

Na dziedzińcu Zamku Królewskiego na Wawelu piwa raczej nie...

Imposybilizm, czyli państwo ogólnej niemożności

Skoro jakieś mechanizmy się nie sprawdzają, przepisy są nieżyciowe...

Co z reparacjami od Niemiec?

Przeszło 60 proc. Polaków, popierających domaganie się reparacji wojennych od...

Katolicki wielki reset

Ostatnio przeprowadziłem kilka rozmów ze znajomymi księżmi z różnych środowisk....

POGOŃ LWÓW: LEGENDA I WSPÓŁCZESNOŚĆ

Żeby Pogoń Lwów miała zabezpieczony spokojny byt i działanie...

Nadchodzi kontrrewolucja w edukacji? Koniec dominacji lewicy!

W ostatnim czasie jesteśmy świadkami narodzin wielu projektów, które inicjują...

Gdzie żołnierzy naszych kwiat?

Jednym z kilku problemów, które – według moich zawiedzionych głęboko nadziei...

Wiara w czasach zarazy

Czy za kilka, kilkadziesiąt lat będzie jeszcze komu chodzić...

Latający Cyrk Monty Owsiaka

Trudno zrozumieć „fenomen Owsiaka” i jego Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy...
Strona głównaPolska NiepodległaEuropejski fundusz odbudowy Niemiec

Europejski fundusz odbudowy Niemiec

Przykład grecki należy potraktować jako poligon doświadczalny, a wyciągnięte z tego eksperymentu wnioski posłużyły za podstawę do skonstruowania podobnego „pakietu pomocowego”, tyle że już na ogólnoeuropejską skalę – tak jak udział jednostek Wehrmachtu w wojnie domowej w Hiszpanii dał asumpt do udoskonalenia doktryny blitzkriegu. Formalnie Fundusz Odbudowy posłużyć ma postawieniu na nogi gospodarek wyniszczonych lockdownami (zwłaszcza bazujących na turystyce krajów Południa). Faktycznie zaś doprowadzi do ich postępującego ubezwłasnowolnienia, dalszej federalizacji Unii Europejskiej oraz wzmocnienia niemieckiej dominacji politycznej i gospodarczej.

I. Grecki poligon doświadczalny
Aby wyjaśnić genezę i rzeczywistą funkcję europejskiego Funduszu Odbudowy, warto cofnąć się o kilka lat – dokładnie, do momentu, gdy zbankrutowała Grecja, przygnieciona ciężarem długów i globalnego kryzysu finansowego. Zacząć zaś należy od tego, że praprzyczyną jej problemów była strefa euro, która w obecnym kształcie nie powinna była nigdy powstać, łączy bowiem w sobie zbyt wiele kompletnie nieprzystających do siebie gospodarek, znajdujących się na różnych poziomach rozwoju. W efekcie to, co służy jednym (lepiej rozwiniętym państwom Północy, ze szczególnym uwzględnieniem Niemiec), w stosunku do pozostałych (europejskiego Południa i krajów postkomunistycznych) stało się narzędziem kolonialnego drenażu. Objęcie jak największej części Europy wspólnym obszarem walutowym nie miało nic wspólnego z gospodarczym zdrowym rozsądkiem, za to bardzo wiele z ideologią i polityką oraz interesami największych graczy na kontynencie. Stąd też brała się nieustanna presja wywierana na kolejne kraje, by te jak najszybciej przyjmowały euro. Jak powiedział w chwili szczerości cytowany tu już niejednokrotnie ówczesny prominentny euromandaryn Romano Prodi (nota bene były agent KGB), euro nie jest projektem ekonomicznym, lecz politycznym. Jest to po prostu kolejne narzędzie „pogłębiania integracji”, czyli tworzenia europejskiego superpaństwa. Dlatego też przymykano oczy na przeszkody teoretycznie uniemożliwiające przystąpienie do euro-zony, takie jak zbyt wysoki deficyt i dług publiczny oraz tolerowano różne księgowe sztuczki (np. swapy walutowe udzielane przez Goldman Sachs), mające zatachlować realną kondycję finansową kandydatów – tak w przypadku Grecji, jak i chociażby Włoch.