W wydaniu

Sędziowską Kastę toczy gangrena

Trzeba bić na alarm, ponieważ weszliśmy w Polsce w taki czas,...

Wielki Reset – teoria spiskowa czy agenda globalistów?

Wszelkie głosy mówiące o Wielkim Resecie, a więc w...

Wezwani do tablicy

Nie wiem, czy Państwo zauważyli, ale w ostatnim czasie zdecydowanie...

Kultura amerykańska wyklucza chrześcijan?

Przedmiotem ataków stały się chrześcijańskie organizacje charytatywne, w tym agencje...

Czy potrafimy złamać hegemonię Niemiec

To jest ten moment, kiedy decyduje się przyszły, tym...

Wybory z czerwca 1989

Nie całkiem wolne wybory, które doprowadziły do nie całkiem...

Europejski fundusz odbudowy Niemiec

Przykład grecki należy potraktować jako poligon doświadczalny, a wyciągnięte z tego...

Lotnictwo Rosji – samolot Su-27

Obecnie podstawowym samolotem bojowym Rosji jest Su-27 oraz jego...

ULICA POHULANKA

Pohulanka – ta nazwa ma w sobie coś figlarnego i dynamicznego zarazem....

KAPLICA BARCZEWSKICH W REMONCIE

Nareszcie. Trwa remont kaplicy grobowej rodziny Barczewskich, zwanej również...
Strona głównaPolska NiepodległaKrajSędziowską Kastę toczy gangrena

Sędziowską Kastę toczy gangrena

Trzeba bić na alarm, ponieważ weszliśmy w Polsce w taki czas, w którym skandaliczne i niesprawiedliwe wyroki sądów powszechnych nie są już czymś sensacyjnym, niebywałym, wyjątkowym i bezprecedensowym.

Niemal natychmiast po wyborach z 2015 r. zakończonych podwójnym zwycięstwem PiS-u „kasta nadzwyczajnych ludzi”, za jakich uważają się sędziowie, wszczęła histeryczną batalię, wymierzoną przeciwko reformie sądownictwa, a mówiąc wprost, przeciwko jakimkolwiek zmianom. Jest to kolejne zdeprawowane środowisko, domagające się w myśl hasła Agnieszki Holland, „żeby było tak, jak było”. Krytykując środowisko sędziowskie, niemal wszyscy publicyści używają swoistej preambuły, w której za konieczne uważają poprzedzenie tej krytyki wstępem mówiącym o tym, jak to wielu mamy wspaniałych i rzeczywiście niezawisłych sędziów, a opinię psuje im jakaś niewielka garstka upolitycznionych krzykaczy. Skoro tak, to ja zapytam, dlaczego głosu tych sprawiedliwych w III RP nigdy nie słyszałem? Nie będę rozpisywał się o tym, jak to „ci sprawiedliwi sędziowie” III RP pozwolili umrzeć spokojnie we własnych łóżkach takim zdrajcom i zbrodniarzom jak Jaruzelski i Kiszczak. Dla mnie wielkim symbolem zdrady tej szulerni w togach z orłami na piersi jest historia zwykłej, szarej Polki sponiewieranej przez samozwańcze sędziowskie elity w sędziowskich togach.


5 maja 2011 roku zmarła śp. pani Janina Stawisińska, mama 21 letniego Janka Stawisińskiego zabitego przez snajpera ZOMO podczas pacyfikacji kopalni „Wujek”. Przez piętnaście lat w różnych relacjach z procesu sprawców i zleceniodawców tej zbrodni przewijała się postać dzielnej pani Janiny, która nie opuściła ani jednej rozprawy. Przez te piętnaście lat spędzonych na sądowych korytarzach, salach rozpraw i w pociągach relacji Koszalin ‒ Katowice obserwowałem na ekranie, jak z eleganckiej postawnej i dumnej kobiety w sile wieku z roku na rok stawała się coraz bardziej zgarbioną, pomarszczoną, zgorzkniałą i coraz biedniej odzianą staruszką. Pani Janina do końca i niestety naiwnie wierzyła w sprawiedliwość wymierzoną przez przedstawicieli tej „kasty ludzi nadzwyczajnych”. W III RP szybciej niż sprawiedliwość przyszła starość i w końcu śmierć. Dlatego krew się we mnie burzyła, kiedy sprzeciwiająca się reformie sędziowska kasta ustami swojego ówczesnego rzecznika, sędziego Waldemara Żurka gardłowała na temat reformy sądownictwa: Najgorsze, że w perspektywie dla obywatela może to oznaczać absolutnie podległy polityce sąd. 

Krew się we mnie burzyła, kiedy sprzeciwiająca się reformie sędziowska kasta ustami swojego ówczesnego rzecznika, sędziego Waldemara Żurka gardłowała na temat reformy sądownictwa: Najgorsze, że w perspektywie dla obywatela może to oznaczać absolutnie podległy polityce sąd. 

Przecież przez te wszystkie lata tłumaczono nam bezkarność zdrajców i oprawców polskiego narodu tym, że niestety po ‘89 roku nie było woli politycznej, by ich osądzić i skazać. Więc jak to jest, niezawisła, niezależna i apolityczna sędziowska kasto? Jak to się stało, że poddaliście się woli politycznej okrągłostołowej sitwy? Czy to nie zakrawa na jakiś kiepski żart, kiedy Żurek straszył, że po reformie będziemy mieli „absolutnie podległy polityce sąd”, podczas gdy przez niemal trzydzieści lat sądy poddawały się woli politycznej zbrodniarzy i kolaborantów, którzy w Magdalence podzielili się Polską? Otóż prawda jest taka, że umów z Magdalenki nie dałoby się dotrzymać, gdyby sądy były w Polsce niezależne, niezawisłe i apolityczne. To sądy przypieczętowały ostatecznie bezkarność przedstawicieli czerwonej zarazy, poddając się całkowicie obowiązującej niemal przez trzy dekady woli politycznej, której symbolami byli trzej pierwsi prezydenci: TW „Wolski” (Jaruzelski), TW „Bolek” (Wałęsa) i TW „Alek” (Kwaśniewski). Tak więc, nadzwyczajna kasto, te wasze bajeczki, rejtanowskie gesty i głodne kawałki o trójpodziale władzy, niezawisłości, niezależności, apolityczności i demokracji mają za cel mieszanie Polakom w głowach. Polska potrzebuje wielkiego narodowego sądu nad okrytymi hańbą sądami III RP.  
Żeby wszystkim uzmysłowić, do jakiej zapaści, patologii i degrengolady doprowadzili władzę sądowniczą przedstawiciele „kasty nadzwyczajnych ludzi”, przytoczę jeden tylko artykuł Konstytucji RP
Art. 178.

  1. Sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji oraz ustawom.
  2. Sędziom zapewnia się warunki pracy i wynagrodzenie odpowiadające godności urzędu oraz zakresowi ich obowiązków.
  3. Sędzia nie może należeć do partii politycznej, związku zawodowego ani prowadzić działalności publicznej nie dającej się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów.
To sądy przypieczętowały ostatecznie bezkarność przedstawicieli czerwonej zarazy, poddając się całkowicie obowiązującej niemal przez trzy dekady woli politycznej, której symbolami byli trzej pierwsi prezydenci: TW „Wolski” (Jaruzelski), TW „Bolek” (Wałęsa) i TW „Alek” (Kwaśniewski).

Chyba nikt o zdrowych zmysłach nie zaprzeczy, że część sędziów od wyborów z 2015 roku prowadzi działalność publiczną i polityczną niedającą się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Takie zachowania są nagminne i niestety polskie państwo pod rządami PiS nie ma odwagi, aby z takimi sędziami się ostatecznie rozprawić.
Weźmy pierwszy przykład z brzegu, czyli publiczne występy zakały polskiego sądownictwa, Igora Tuleyi. Już trzykrotnie nie stawiał się na wezwania do prokuratury, ale za każdym razem w wyznaczonych terminach pojawiał się przed budynkiem prokuratury, organizując tam antyrządowe polityczne briefingi. Pojawił się nawet przed sądem, w którym orzekał, zanim pozbawiono go immunitetu, ale nie był sam. Towarzyszył mu redaktor naczelny niemieckiego „Newsweeka” Tomasz Lis, znany ze swego wielkiego zaangażowania po stronie antyrządowej totalnej opozycji. Przecież wszyscy pamiętamy, że to właśnie Tomasz Lis uważany był przez byłego już sędziego Wojciecha Łączewskiego za osobę, z którą wspólnie powinni wypracować sposób na obalenie legalnego rządu.
Tuleyi najwidoczniej wyznaczono rolę harcownika, który demonstrując swoje sympatie polityczne oraz antyrządowe nastawienie, poprzez ignorowanie wezwań na przesłuchanie do prokuratury, wymusi doprowadzenie go siłą. Wówczas stanie się wymarzoną ofiarą „kaczystowskiego reżimu” i podobnie jak była prezes TK Małgorzata Gersdorf będzie mógł liczyć na ordery i medale, którymi obsypie go Berlin. Co w takim razem powinno zrobić państwo polskie? Okazać słabość i zostawić prowokatora Tuleyę w spokoju? A może doprowadzić go siłą do prokuratury tak, jakby to uczyniono ze zwykłym Kowalskim? Ja opowiadam się za tą drugą opcją.
W sprawie reformy sądownictwa władza mimo odważnej i twardej retoryki wykazała się uległością i tchórzostwem. Najpierw, zabiegając o głosy prawicowego elektoratu, prezydent Andrzej Duda mówił: Wiem, że wprowadzane przez rząd PiS reformy napotykają na ostry sprzeciw dotychczasowych elit. Ale chcę powiedzieć wyraźnie, nie zatrzymamy się, nie zatrzyma nas żaden jazgot. No, ale kiedy przyszło już co do czego, przestraszywszy się jazgotu stwierdził: Z Prawem i Sprawiedliwością różnimy się, co do metod, ale nie co do celów. Zmiana musi być głęboka, ale nie musi być rewolucyjna. Nieprzypadkowo ja zawsze byłem w PiS politykiem umiarkowanym. To „umiarkowanie” prezydenta rozochociło tylko sędziowską kastę, Brukselę i Berlin, ponieważ słusznie odczytano tę kakofonię dobiegającą ze szczytów polskich władz jako brak wystarczającej determinacji do tego, aby zrobić z sądami takie porządki, jakie po zjednoczeniu zrobili Niemcy z sądami i sędziami w NRD.
Jak wiemy, wielkim obrońcą polskiej sędziowskiej kasty jest Berlin. To tamtejsze media i politycy nieustannie troszczą się o niezawisłość sędziów w Polsce i załamują ręce, kiedy któremuś z nich prokuratura stawia zarzuty, a Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego uchyla immunitety. Jak wygląda to w Niemczech? W kwietniu tego roku niemiecka prokuratura dokonała przeszukania w mieszkaniu jednego z sędziów, rekwirując jego telefon. Powód? Otóż ów sędzia ośmielił się wydać wyrok, który nie spodobał się niemieckim władzom. Zadecydował, że noszenie maseczek, zakrywających nos i usta, nie jest zgodne z prawem i na wniosek złożony przez rodziców zniósł nakaz noszenia maseczek w dwóch szkołach w Turyngii. Co na to szefowa KE Niemka Ursula van der Leyen i jej rodaczka z PE Katarina Barley – pomysłodawczyni zagłodzenie Polski za „naruszenia praworządności”? Nic, kompletna cisza i brak jakichkolwiek reakcji. Może dlatego, że obie wymienione panie pochłonięte są całkowicie walką o praworządność oraz niezawisłość sędziów w Polsce? To by również wyjaśniało kompletne milczenie wymienionych unijnych sióstr na temat listu 2,5 tys. sędziów z Hiszpanii alarmujących o łamaniu praworządności i niezależności sędziów przez lewacki rząd w Madrycie. Tylko wyjątkowy ślepiec może nie zauważać, że tocząca się w UE walka o praworządność i niezawisłe sądownictwo w Polsce to jeden wielki pic i bajeczka dla wyjątkowo głupich i naiwnych. Co ciekawe, nikt z sędziowskiej „kasty nadzwyczajnych ludzi” nie wyraził solidarności z szykanowanym i atakowanym niemieckim sędzią oraz sędziami z Hiszpanii. Dlaczego milczą stowarzyszenia sędziów Iustitia i Themis? Czyżby bały się urazić swojego wielkiego protektora z Berlina, przed którym szorują kolanami po korytarzach i gabinetach w Berlinie i Brukseli? Dlaczego nie wznoszą alarmu i nie drą szat nad losem niemieckich sędziów, którzy na dodatek nie mają żadnych immunitetów? Oto cała prawda o tej zakłamanej i obłudnej szajce szkodników odzianych w sędziowskie togi. Oni cynicznie podpinają się pod wszystkie organizowane przez totalną opozycję i ośrodki zagraniczne protesty i ze słowem „praworządność” na załganych gębach walczą o coś zupełnie innego. Oni przez praworządność rozumieją wyłącznie obronę własnych korporacyjnych wpływów i interesów oraz walkę o utrzymanie wszystkich przywilejów, jakich dochrapali się w III RP, unikając poddania się dekomunizacji i rzetelnej lustracji. Powtórzę jeszcze raz: na dzisiaj hasło Polaków powinno brzmieć: Sądy III RP pod sąd!
Czas bić na alarm, ponieważ weszliśmy w Polsce w taki czas, w którym skandaliczne i niesprawiedliwe wyroki sądów powszechnych nie są już czymś sensacyjnym, niebywałym, wyjątkowym i bezprecedensowym. Niestety, stały się one czymś niemal już powszechnym. 2 marca 2021 r. w Sądzie Rejonowym w Płocku zapadł wyrok uniewinniający trzy kobiety, które sprofanowały wizerunek Madonny z Dzieciątkiem Jezus, umieszczając na nim sześciokolorowy symbol środowisk LGBT i rozklejając go na ulicach, śmietnikach i przenośnych toaletach. Dlaczego do tej profanacji i aktu bluźnierstwa doszło akurat w Płocku? Otóż w czasie Triduum Paschalnego w kościele św. Dominika w Płocku przy Grobie Pańskim pod krzyżem z napisem „Zachowaj nas od ognia niewiary” umieszczono symboliczne kamienie z wypisanymi grzechami, wśród których wymieniono gender i LGBT.
Ktoś może powiedzieć, że to jeden z wielu podobnych bulwersujących wyroków, ale według mnie ten wyrok to coś znacznie więcej. I nie chodzi tylko oto, że wydająca wyrok sędzia Agnieszka Warchoł nawet nie powołała biegłego, który mógłby ocenić, czy umieszczanie zbezczeszczonego wizerunku Marki Boskiej w miejscach niegodnych, takich jak śmietniki czy toaleta, obraża uczucia chrześcijan czy nie. Nie chodzi o to, że nie wzięła w ogóle pod uwagę dowodów przedstawionych przez oskarżenie. Przecież sędzia miała do tego prawo, decydując, iż sama jest w stanie ocenić materiał dowodowy, wykorzystując do tego tak ważne w przypadku każdego sędziego doświadczenie życiowe. A jakie jest doświadczenie życiowe sędzi Agnieszki Warchoł? Okazało się, iż jest ona konkubiną działacza pro-LGBT, radnego Koalicji Obywatelskiej w Płocku, aktora Mariusza Pogonowskiego, który bez sukcesu kandydował na posła do Sejmu RP z listy Platformy Obywatelskiej.
I teraz czas wyjaśnić, dlaczego uważam, że ten wyrok jest wyjątkowy nie tylko z powodu „wyjątkowego doświadczenia życiowego” sędzi Warchoł. Otóż tym wyrokiem sąd dostarczył lewactwu i wszystkim wrogom chrześcijaństwa oręża i de facto uznał, że katolików można karać za ich wiarę i poglądy poprzez publiczne opluwanie i bezczeszczenie wszystkiego, co dla nich święte. Sąd w Płocku wystosował dla lewackich prowokatorów i bluźnierców zaproszenie do kolejnych tego typu prowokacji. Jednak paradoksalnie jest też wielki pozytyw płynący z tego wyroku oraz jego ustnego uzasadnieni, a przypominającego feministyczną nowomowę. Poprzez ten wyrok Opatrzność mówi do nas: Przebudźcie się i twardo stańcie w obronie katolickiej wiary oraz tradycji kraju, w którym mieszkacie. Nie pozwólcie się obrażać, ośmieszać i dyskryminować.
Jeżeli uzmysłowimy sobie, że władza sądownicza obok władzy ustawodawczej i wykonawczej jest jedną z podstawowych władz państwowych, to zrozumiemy, że mamy w Polsce duży problem. Jeżeli uprzytomnimy sobie, że mylnie nazywany tęczą sześciobarwny symbol już nie tylko odnosi się do środowisk LGBT+, ale do całej neobolszewickiej rewolucji, to ten problem staje się już naprawdę wielki. Jest tylko kwestią czasu, kiedy sądy opowiadające się po stronie wrogów cywilizacji chrześcijańskiej i dążące do obalenia legalnej władzy wywołają w Polsce anarchię. Mamy do czynienia z bardzo niebezpieczną sytuacją i szczerze mówiąc przy bardzo dużej nadwrażliwości obecnej władzy na poczynania „ulicy i zagranicy” nie bardzo widzę szansę, czy choćby maleńkie światełko w tunelu, zwiastujące wyjście z tego lewackiego uścisku i rozbicie mafijno-kumoterskich układów, jakimi obrósł nasz kraj po 1989 roku. Cały ten mafijny, szkodniczy układ nigdy nie kierował i nie kieruje się interesem Polski, a jedyna rzecz, która ich interesuje, to władza, utrwalanie patologicznych układów, bezkarność i zapewnienie sobie przychylności ośrodków zagranicznych, które w zamian za całkowite podporządkowanie się obcym stolicom z Berlinem na czele, będą przymykały oczy na patologie władzy w Polsce. Dzisiaj, kiedy totalna opozycja nie potrafi zwyciężyć w demokratycznych wyborach, wszystkie siły rzucone zostały na pierwsza linię frontalnego ataku, którego strategicznym celem jest wywołanie w państwie kompletnej anarchii przy wsparciu zagranicznych mocodawców, które śmiało możemy nazwać niekończącym się szczuciem na Polskę. Najbardziej skandaliczne i bulwersujące jest to, że w anarchizację państwa polskiego włączyła się jako główna siła właśnie sędziowska kasta, czyli przedstawiciele władzy sądowniczej. Wypowiedzieli oni posłuszeństwo państwu polskiemu i tak naprawdę żadna kosmetyczna reforma niczego już nie zmieni, a jedynym rozwiązaniem jest wprowadzenie „opcji zero”. Bez niej kasta dla zachowania swoich przywilejów, pozycji oraz bezkarności gotowa jest oddać Polskę w łapy międzynarodówki neomarksistowskich rewolucjonistów.
W pamiętnej uchwale ze stycznia 2020 roku Sąd Najwyższy bezczelnie zakomunikował obecnej władzy i Polakom, że wbrew zapisom Konstytucji RP to przedstawiciele sędziowskiej kasty, a nie sejm, rząd i prezydent, mają decydować o nominacjach sędziowskich oraz ustroju sądownictwa w Polsce. Warto w tym miejscu przypomnieć fragment uzasadnienia wyroku Trybunału Konstytucyjnego, odczytanego przez sędzię TK prof. Krystynę Pawłowicz: Sąd Najwyższy swoją styczniową uchwałą trzech izb arbitralnie zakwestionował prawotwórcze kompetencje Sejmu, właściwość TK, prerogatywę prezydenta i inne zasady ustrojowe RP. (…) Sąd Najwyższy swą uchwałą zignorował także fakt, że sędziowie w RP wydają wyroki, jako polscy sędziowie w imieniu RP i z jej symbolem na piersi, tj. z wizerunkiem polskiego orła, a nie jako sędziowie unijni oznaczeni emblematami Unii Europejskiej. (…) Argumentacja Sądu Najwyższego w znacznej części ma charakter pozaprawny i odnosi się do politycznych ocen wprowadzanych w Polsce reform. (…) SN przyjął radykalną, sprzeczną z polską konstytucją, tezę o nadrzędności prawa unijnego nad prawem polskim i tezą tą motywował treść uchwały z 23 stycznia. W polskim porządku prawnym nie ma żadnych przepisów, które powierzałyby Sądowi Najwyższemu kompetencje w przedmiocie oceny skuteczności powołania sędziego i określenia warunków skuteczności powołania sędziego przez prezydenta.
Żeby lepiej zrozumieć genezę, treść i przesłanie wyroku Sądu Rejonowego w Płocku, wydanego przez Agnieszkę Warchoł, przypomnę dwie wypowiedzi. Pierwsza jest autorstwa przedstawicielki środowiska prawniczego, prof. prawa z Uniwersytetu Warszawskiego i lewaczki Moniki Płatek, która podczas konferencji zorganizowanej przez finansowaną przez Sorosa „Fundację Batorego” stwierdziła wprost: My wszyscy chcemy zemsty i powiedzmy to sobie otwarcie, kiedy żądamy sądów i sprawiedliwości. Podczas tej samej konferencji sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego Irena Kamińska, autorka słynnego już określenia „nadzwyczajna kasta ludzi” bez żadnych ceregieli i hamulców wyznała: Ja będę szczera, ja pragnę zemsty. Przekonujemy się naocznie, że te głośne zapowiedzi zemsty nie były tylko czczymi pogróżkami, a płocki sądowy finał można było przewidzieć. Oto na początku tego roku podczas rozprawy przed Sądem Okręgowym w Gdańsku protokolantka wystąpiła w maseczce z błyskawicą symbolizującą „Strajk Kobiet”, czyli ruch polityczny, którego celem jest obalenie legalnej władzy w Polsce. Mimo to sędzia przewodniczący uznał, że protokolantka może dalej wykonywać swoje obowiązki. Mieliśmy więc do czynienia z jawną prowokacją, polegającą na manifestowaniu przez sąd poglądów i sympatii politycznych podczas rozprawy.
Teraz zastanówmy się przez chwilę, które wydarzenia i skandale najbardziej przyczyniły się do utraty władzy przez koalicje PO‒PSL? Niewątpliwie były to słynne „taśmy kelnerów”, ujawnione przez tygodnik „Wprost” i związane z ich ujawnieniem wtargnięcie do siedziby redakcji funkcjonariuszy ABW. Do dziś zarejestrowane zza okna amatorskie nagranie z tego wydarzenia jest koronnym dowodem zamachu na wolność słowa, dokonanego przez poprzednia ekipę rządową. Nie tak dawno temu dowiedzieliśmy się, że dziennikarz tygodnika „Wprost” Michał Majewski został skazany prawomocnym wyrokiem za obronę tajemnicy dziennikarskiej. Na filmie z tego wydarzenia widać wyraźnie, jak uniemożliwia funkcjonariuszom ABW siłowe przejęcia laptopa, na którym znajdowały się zarejestrowane kompromitujące rozmowy polityków PO oraz dane informatorów dziennikarzy.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił decyzję komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji w sprawie kamienicy przy Noakowskiego 16 (tzw. kamienicy Waltzów). Jakie były przyczyny tego uchylenia? Otóż ustalono, że panie z sędziowskiego składu orzekającego są członkiniami walczących z rządem PiS-u stowarzyszeń sędziów „Themis” i „Iustitia”.

Drugim skandalem, który mocno uderzył w Platformę Obywatelską i walnie przyczynił się do utraty władzy przez koalicję PO‒PSL, była złodziejska reprywatyzacja w Warszawie. A co na to żądna zemsty sędziowska kasta? Oto Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uchylił decyzję komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji w sprawie kamienicy przy Noakowskiego 16 (tzw. kamienicy Waltzów). Rodzina byłej prezydent Warszawy i prominentnej polityk PO była beneficjentem tej złodziejskiej reprywatyzacji, zaś akt własności kamienicy, co udowodniono ponad wszelką wątpliwość, został sfałszowany po wojnie przez szmalcowników, co wykazały prace komisji. Dzisiejszy wiceminister sprawiedliwości i ówczesny członek komisji weryfikacyjnej, Sebastian Kaleta na Facebooku napisał: Wyrok szokuje z dwóch powodów. Z jednej strony nie ma drugiej takiej sprawy, z którą przez lata nie były sobie w stanie poradzić organy ścigania czy sądy, a Komisji udało się dotrzeć do dokumentacji, która schowana w ciemnych archiwach Sądu Okręgowego w Olsztynie skrywała przez ponad 60 lat prawdę o Noakowskiego 16. Z drugiej strony w tak kluczowej sprawie związanej z reprywatyzacją sąd zdecydował się rozstrzygnąć ją za zamkniętymi drzwiami, bez rozprawy, nie informując nawet po wydaniu wyroku o motywach swojego rozstrzygnięcia. Wydanie tego haniebnego wyroku było policzkiem, wymierzonym poczuciu sprawiedliwości i splunięciem w twarz wszystkim ludziom pokrzywdzonym przez mafię reprywatyzacyjną. Jakie były jego przyczyny? Otóż ustalono, że panie z sędziowskiego składu orzekającego są członkiniami walczących z rządem PiS-u stowarzyszeń sędziów „Themis” i „Iustitia”.
Na naszych oczach polskie sądy, które w poważnych państwach powołane są do stosowania prawa, owszem stosują prawo, ale rozumiane jako prawo do wielokrotnie zapowiadanej zemsty i szykan wobec tych, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do upadku poprzedniej ekipy, symbolizującej wszystkie patologie III RP. Sądy w Polsce są immanentną częścią tej szkodliwej dla państwa i narodu patologii, a obecny rząd nie ma pomysłu, a przede wszystkim odwagi, aby z tą patologią skończyć. Przypominam, że tak zwana opcja zero nie jest tylko chwytliwym hasełkiem. Jest ona możliwa do przeprowadzenia na podstawie art. 180 ust. 5 konstytucji, który mówi: W razie zmiany ustroju sądów lub zmiany granic okręgów sądowych wolno sędziego przenosić do innego sądu lub w stan spoczynku z pozostawieniem mu pełnego uposażenia.
Rządzący stoją przed następującą alternatywą. Albo przeprowadzą odważnie „opcję zero” i przyjmą na klatę międzynarodową lewacką nagonkę, albo nie zrobią nic i wcześniej czy później padną ofiarą zemsty. Zaznaczam, że ta zemsta może być bardzo bolesna, bo jak wiemy z historii, bolszewicy jeńców raczej nie biorą. O tym, co może czekać PiS, jeżeli zaniecha radykalnej reformy sądownictwa, niech świadczy wpis sędziego Tomasza Krawczyka z Sądu Okręgowego w Łodzi, który na Twitterze napisał: Wyczynami pewnego gremium nie ma co się przejmować. Ani tym kto nim w danym momencie kieruje. Po zmianie ekipy będzie trzeba po prostu wyczyścić to wszystko od podstaw.
Jarosław Kaczyński wielokrotnie zapewniał, że reforma sądownictwa będzie kontynuowana. Niestety, póki co nigdzie w cywilizowanym świecie sędziowie nie cieszą się tak szerokim immunitetem jak w Polsce. Kiedy władza ustawodawcza i wykonawcza sprawowana jest kadencyjnie i zależy od woli wyborców, sędziowie stali się samozwańczą magnaterią cieszącą się przywilejami i bezkarnością sięgającą aż po grób. Panie prezesie Kaczyński, tu nie chodzi tylko o utrzymanie władzy przez PiS. Bez wprowadzenia „opcji zero” i wyczyszczenia tej stajni Augiasza oni wyczyszczą nie tylko was, ale na pastwę neobolszewickiej rewolucji wydadzą Polskę i Polaków. Stanie się dokładnie tak, jak zapowiedział to sędzia Krawczyk. Nie czas na paktowanie z wrogiem, kiedy wypowiedziano nam wojnę, a na Płock spadła potężna bomba z opóźnionym zapłonem.

Na podstawie orzecznictwa sądów i opowiedzenia się po stronie totalnej opozycji ukuta została „doktryna Neumanna”, zawarta w tych dwóch cytatach autorstwa tego prominentnego polityka PO. Sądy dzisiaj – ja ci gwarantuję – nie rozstrzygną żadnej sprawy przed wyborami. Żadnej. Przez rok nie zrobią kurwa nic. Będą prowadzić sprawy – i chuj.
Sąd to może wypierdolić w kosmos, może to prowadzić trzy lata – bez znaczenia to jest.


Zastanawiam się, czy wśród sędziów należących do kompletnie skompromitowanych polityczną i antypaństwową działalnością stowarzyszeń Iustitia i Themis są i tacy, których stać na jakąś głębszą refleksję. Czy zdają sobie sprawę, że szkodliwa działalność sędziowskiej kasty zagraża funkcjonowaniu państwa polskiego? Przecież oba stowarzyszenia zrzeszają blisko 40 procent wszystkich sędziów w Polsce. Czy nie uważają, że ich mocno rozemocjonowani politycznie koleżanki i koledzy, wydając wyroki tylko w oparciu o własne sympatie polityczne i wyznawany światopogląd, działają tak naprawdę kryminogennie? Przecież to na podstawie ich orzecznictwa i opowiedzenia się po stronie totalnej opozycji ukuta została „doktryna Neumanna”, zawarta w tych dwóch cytatach autorstwa tego prominentnego polityka PO.
Sądy dzisiaj – ja ci gwarantuję – nie rozstrzygną żadnej sprawy przed wyborami. Żadnej. Przez rok nie zrobią kurwa nic. Będą prowadzić sprawy – i chuj.
Sąd to może wypierdolić w kosmos, może to prowadzić trzy lata – bez znaczenia to jest.

Przecież można sobie wyobrazić, że część uwikłanych w korupcję i różne przekręty polityków nie popełniłaby tych przestępstw, gdyby nie czuła wyraźnego wsparcia sędziowskiej kasty. W Polsce doszło do niebywałego i niebezpiecznego paradoksu, polegającego na tym, że to sędziowie zamiast wymierzać sprawiedliwość, swoimi skandalicznymi wyrokami i decyzjami sprzyjają popełnianiu przestępstw przez polityków, z którymi wyraźnie sympatyzują. W takiej sytuacji rzeczywiście nie ma mowy o żadnej praworządności w Polsce, a jedynym rozwiązaniem i ratunkiem – parafrazując słowa Neumanna – będzie takie działanie, które pozwoli zbuntowanych sędziów wyp… w kosmos.
Przypomnę jeszcze słowa, które po wyjściu z aresztu wygłosił „bohaterski opozycjonista i więzień polityczny” Sławomir Nowak: Władza czeka na każde moje potknięcie, teraz każde słowo niefortunnie może powiedziane, dlatego, że nie będę na razie się do tego odnosił, przyjdzie czas na prawdę, na odwojowanie tego wszystkiego, pewnych rzeczy mi już nie zwrócą.
Skąd tyle pesymizmu i braku wiary w polskie sądy, panie Sławku? Przecież jest olbrzymia szansa, że znajdzie się jakaś Domańska, Morawiec, Warchoł, Perdion-Kalicka, Chłopecka czy inna Tuleya, która uzna, że pewne rzeczy trzeba panu koniecznie zwrócić. Choćby te przeszło cztery miliony złotych w różnych walutach skitrane w pańskich konspiracyjnych skrytkach, że posłużę się złodziejskim slangiem. Przecież sąd może uznać, że każdy bojownik o demokrację, opozycjonista i więzień polityczny ma prawo gromadzić, a więc i posiadać ukryte środki przeznaczone na patriotyczną, niepodległościową działalność, wymierzoną w „krwawy kaczystowski reżim”. Kto wie, czy po kilku kolejnych wycieczkach sędziów z Iustitii do Brukseli oraz ich roboczych spotkaniach z europosłami EPL, Parlament Europejski nie okrzyknie pana Wielkim Bohaterem Europy, który wyszedł spod skrzydeł innego politycznego herosa, Donalda Tuska?