W wydaniu

Sędziowską Kastę toczy gangrena

Trzeba bić na alarm, ponieważ weszliśmy w Polsce w taki czas,...

Wielki Reset – teoria spiskowa czy agenda globalistów?

Wszelkie głosy mówiące o Wielkim Resecie, a więc w...

Wezwani do tablicy

Nie wiem, czy Państwo zauważyli, ale w ostatnim czasie zdecydowanie...

Kultura amerykańska wyklucza chrześcijan?

Przedmiotem ataków stały się chrześcijańskie organizacje charytatywne, w tym agencje...

Czy potrafimy złamać hegemonię Niemiec

To jest ten moment, kiedy decyduje się przyszły, tym...

Wybory z czerwca 1989

Nie całkiem wolne wybory, które doprowadziły do nie całkiem...

Europejski fundusz odbudowy Niemiec

Przykład grecki należy potraktować jako poligon doświadczalny, a wyciągnięte z tego...

Lotnictwo Rosji – samolot Su-27

Obecnie podstawowym samolotem bojowym Rosji jest Su-27 oraz jego...

ULICA POHULANKA

Pohulanka – ta nazwa ma w sobie coś figlarnego i dynamicznego zarazem....

KAPLICA BARCZEWSKICH W REMONCIE

Nareszcie. Trwa remont kaplicy grobowej rodziny Barczewskich, zwanej również...
Strona głównaPolska NiepodległaLewacka mitologiaKultura amerykańska wyklucza chrześcijan?

Kultura amerykańska wyklucza chrześcijan?

Przedmiotem ataków stały się chrześcijańskie organizacje charytatywne, w tym agencje adopcyjne, szpitale katolickie i ośrodki doradcze, służące kobietom w ciąży. Coraz częściej obywatele Ameryki boją się wyrażać swoje poglądy religijne, „coś nowego wkradło się do naszego życia społecznego: podstępna nietolerancja religijna, na którą nie ma miejsca w kraju opartym na wolności religijnej”.

Odsetek dorosłych Amerykanów, którzy twierdzą, że wierzą w Boga, choć wciąż jest niezwykle wysoki w porównaniu z innymi rozwiniętymi krajami uprzemysłowionymi, spadł nieznacznie z około 92 proc. do 89 proc., od czasu gdy przeprowadzono pierwsze badanie religijności w USA w 2007 r. – informowało w 2015 r. Centrum Badawcze Pew, amerykański ośrodek studiów problemów, poglądów i tendencji kształtujących społeczeństwa na całym świecie.

Coraz mniej chrześcijan w USA?
Religijny krajobraz Stanów Zjednoczonych zmienia się w szybkim tempie. W ankietach telefonicznych Pew, przeprowadzonych w 2018 i 2019 r., 65 proc. dorosłych Amerykanów na pytanie o swoją religię określa siebie jako chrześcijan, co oznacza spadek o 12 punktów procentowych w ciągu ostatniej dekady. Tymczasem odsetek ludności składający się z osób, które określają się jako ateiści, agnostycy lub „bezwyznaniowi”, wynosi obecnie 26 proc. w porównaniu z 17 proc. w 2009 r.


Jak wynika z cytowanych badań, zmiany zachodzące w amerykańskiej religijności mają szeroki zakres. Wyraźną tendencją jest spadek liczby chrześcijan w całej populacji, a „bezwyznaniowi”, czyli osoby wierzące w ogólnie pojętą ideę Boga, ale nieidentyfikujące się z żadnym konkretnym wyznaniem, pojawili się w wielu grupach demograficznych: wśród białych, czarnoskórych i Latynosów; mężczyzn i kobiet; we wszystkich regionach kraju; oraz wśród absolwentów szkół wyższych i osób o niższym poziomie wykształcenia. Liczba religijnie „bezwyznaniowych” rośnie szybciej wśród demokratów niż republikanów, chociaż wzrost ten jest obecny w obu partiach czy raczej obozach politycznych. I chociaż liczba niezrzeszonych religijnie rośnie zarówno wśród młodszych ludzi, jak i w większości grup starszych, to zjawisko to jest najbardziej zauważalne wśród młodych dorosłych.
Ponadto dane wskazują na dużą różnicę między starszymi Amerykanami, określanymi mianem baby boomers (osoby z powojennego wyżu demograficznego lat 1945-1964) i członkami tzw. silent generation (ciche pokolenie, urodzeni w latach 1928-1945), a milenialsami (osoby urodzone w latach 80. i 90. XX w.) pod względem poziomu przynależności religijnej. Ponad ośmiu na dziesięciu członków silent generation określa siebie jako chrześcijanie (84 proc.), podobnie jak trzy czwarte baby boomers (76 proc.). Z kolei tylko połowa milenialsów (49 proc.) uważa się za chrześcijan; czterech na dziesięciu to „bezwyznaniowi” religijnie, a jeden na dziesięciu milenialsów identyfikuje się z wyznaniami niechrześcijańskimi.
Tylko około jeden na trzech milenialsów przyznaje, że uczestniczy w nabożeństwach przynajmniej raz lub dwa razy w miesiącu. Mniej więcej dwie trzecie milenialsów (64 proc.) uczestniczy w nabożeństwach kilka razy w roku lub rzadziej, w tym około czterech na dziesięciu twierdzi, że rzadko lub nigdy nie chodzi do kościoła. Tyle samo milenialsów, twierdzi, że „nigdy” nie uczęszcza na nabożeństwa (22 proc.), ile deklaruje, że chodzi przynajmniej raz w tygodniu (22 proc.).

Efekt wojny kulturowej
Co sprawia, że naród, który zbudował swój kraj „z Biblią w ręku”, i mając przed oczami dekalog zapewnił mu siłę i bezpieczeństwo oraz niebywały rozwój kulturalny, intelektualny i cywilizacyjny, obecnie w sposób zauważalny osłabł w wierze?
Nie stanowi wielkiej tajemnicy fakt, że od ponad pół wieku Ameryka drenowana jest od środka z życiodajnych soków przez marksizm kulturowy. Jest on tym dla ducha, czym marksizm w wersji moskiewskiej dla gospodarki, dla rozwoju ekonomicznego. Tam, gdzie się pojawi, niszczy osiągnięcia cywilizacyjne, często owoce pracy wielu pokoleń, pozostawiając duchowe zgliszcza bądź, w najlepszym razie, umysłową tandetę.
Chrześcijańska Ameryka od dziesięcioleci przegrywa wojnę kulturową wydaną jej przez lewactwo, najbardziej zamordystyczną i bezrozumną siłę, bezczelnie określającą siebie jako liberalną, wyzwoleńczą, prowolnościową. Czerwoni zawsze mieli tupet. „Niezłomny jest związek republik swobodnych”, głosił hymn Związku Radzieckiego w czasach, gdy całe narody, w tym Polaków, władza komunistyczna poddawała szykanom: zabójstwom, więzieniom, zsyłkom.

Amerykańscy chrześcijanie od dawna przegrywają w wojnie rozpętanej za sprawą lewactwa: o szkolną modlitwę, małżeństwa osób tej samej płci, aborcję, eutanazję i szereg innych kwestii ideowych. Niektóre decyzje, wydane ostatnimi laty przez Sąd Najwyższy, w tym decyzja uchylająca ograniczenia Teksasu dotyczące funkcjonowania klinik aborcyjnych, wzmocniła przekonanie, że możliwości eksponowania wrażliwości religijnej są coraz bardziej ograniczane, pisała w „Time” Mary Eberstadt, eseistka, autorka książek poruszających problematykę społeczną. Jedna z tych prac zatytułowana „It’s Dangerous to Believe: Religious Freedom and Its Enemies” (Niebezpiecznie jest wierzyć: wolność religijna i jej wrogowie) została wydana w 2016 r.
„Ten nowy wojujący sekularyzm wprowadził do głównego nurtu kpiny z chrześcijaństwa i innych form religijnego tradycjonalizmu i wyznaczył nowy poziom tego, co liczy się jako dozwolona krytyka przekonań najbardziej przez ludzi cenionych. W niektórych rejonach i środowiskach »wiara naszych ojców« stała się, jak nigdy dotąd, sprawą kontrowersyjną”. Purytańska Ameryka nie istnieje od dawna. Chrześcijańska – zdaje się zanikać.

Co sprawia, że naród, który zbudował swój kraj „z Biblią w ręku”, i mając przed oczami dekalog zapewnił mu siłę i bezpieczeństwo oraz niebywały rozwój kulturalny, intelektualny i cywilizacyjny, obecnie w sposób zauważalny osłabł w wierze?
Na zdjęciu: Purytanin – posąg z brązu wykonany przez rzeźbiarza Augustusa St. Gaudensa w Springfield w stanie Massachusetts. Stał się tak popularny, że został odtworzony w ponad 20 innych miastach, muzeach, uniwersytetach i prywatnych kolekcjonerach na całym świecie.

Zbyt pobożni, aby dać im spokój
Chrześcijanie zaczynają płacić wysoką cenę za wyrażanie swych przekonań religijnych. „The Christian Post” informował, że w New Jersey nauczyciel został zawieszony na okres roku szkolnego za to, że przekazał uczniowi egzemplarz Biblii i przeprowadził z nim rozmowę na temat wersetu z Pisma Świętego podczas dyżuru. Zarząd Okręgu Szkolnego w Phillipsburgu zdecydował, że nauczyciel Walter Tutka był winny złamania zasad obowiązujących pracowników edukacji. Według lokalnych mediów Tutka zacytował św. Mateusza 20:16 („Więc ostatni będzie pierwszy, a pierwszy ostatni”) uczniowi, który był ostatni w kolejce. Gdy uczeń zapytał, skąd pochodzi to zdanie, Tutka wyjął swój egzemplarz Nowego Testamentu i wskazał mu stosowny wers. Następnie pożyczył chłopcu Pismo Święte, które uczeń później zwrócił nauczycielowi. Zgodnie z decyzją rady szkolnej Tutka naruszył politykę szkolną, dotyczącą rozpowszechniania literatury religijnej wśród uczniów oraz zasadę neutralności nauczycieli w kwestiach religijnych.
Z kolei asystent trenera futbolu amerykańskiego w liceum z okolic Seattle w stanie Waszyngton został wysłany na urlop za odmówienie modlitwy na boisku pod koniec meczu. Już wcześniej dochodziło do takich „incydentów”, za co mężczyzna dyscyplinowany był przez okręg szkolny. Tym razem nie skończyło się na upomnieniu. „Asystent trenera liceum w Bremerton Joe Kennedy, którego zawieszenie nastąpiło dzień przed ostatnim regularnym meczem sezonu, nie może wznowić swojej pracy, dopóki nie zrezygnuje z publicznej modlitwy podczas pełnienia obowiązków trenera”, poinformował w oficjalnym piśmie Zarząd Okręgu Szkolnego w Bremerton.
Trudno w tym wypadku orzec, czy w Zarząd został opanowany przez ciotki rewolucji obyczajowej, czy też sterroryzował go strach przed konsekwencjami prawnymi. Bowiem, jak wynika z cytowanego listu, dystrykt doceniał wkład ukaranego trenera w rozwój futbolu w regionie, ale jednocześnie wyraził obawę, że „Postępowanie Kennedy›ego stworzy ryzyko pociągnięcia Okręgu do odpowiedzialności za naruszenie federalnych i stanowych praw konstytucyjnych studentów lub innych osób”. Modlitwa według „The Timesa” brzmiała następująco: „Panie, dziękuję Ci za te dzieci i błogosławieństwo, którym nas obdarzyłeś. Wierzymy w grę, wierzymy w rywalizację i w to, że możemy wyjść na boisko jako rywale i zejść z niego jako bracia”. Ale to wyraźnie było już za dużo dla amerykańskich ciotek (ciot?) rewolucji obyczajowej i ideologicznej, którym władze szkoły uległy. Z własnej woli lub złamane strachem.
W Atlancie szef straży pożarnej został zwolniony za opublikowanie książki, w której bronił chrześcijańskiej nauki moralnej. Czarnoskóry mężczyzna poświęcił służbie dobru publicznemu 34 lata! Był doświadczonym, oddanym swojej pracy obywatelem, który awansował nie ze względu na „parytety”, ale dzięki pracy, poświęceniu, zdolnościom i predyspozycjom do obranej służby. Jednak dla „obrońców sprawiedliwości społecznej” nie miało to żadnego znaczenia. Kelvin Cochran, bo tak nazywa się zwolniony z pracy strażak, popełnił niewybaczalny w oczach marksistów czyn – wyraził w książce, którą napisał dla męskiej grupy studiującej Biblię w swoim baptystycznym kościele, pogląd oparty na chrześcijańskiej nauce moralnej na temat manifestowania zaburzeń seksualnych oraz lansowania ich jako „normę”. Książka Kelvina Cochrana nie była wymierzona w ludzi cierpiących na wzmiankowane schorzenie, ale w subkulturę pederastyczn,ą zwaną przez jej twórców „LGBT”.
Zaburzonym na tle seksualnym nie spodobały się dwa wątki zawarte w książce. Jeden rozważający problem nieczystości obyczajowej, w którym Cochran piętnował zarówno rozwiązłość heteroseksualną, jak też aktywny homoseksualizm i inne perwersje płciowe. Drugi, krytykujący mężczyzn „dążących do spełnienia seksualnego poprzez stosunki cielesne z wieloma osobami – zarówno płci żeńskiej, jak przeciwnej do niej, oraz poprzez wiele innych podłych, wulgarnych i niewłaściwych sposobów, kalającymi ich ciało ‒ świątynię Boga”.

Instytucje sprawujące nadzór nad szkolnictwem zaczęły kwestionować możliwość udzielenia akredytacji flagowym szkołom ewangelickim, takim jak Gordon College w Massachusetts i Kings College w Nowym Jorku. Niektórzy świeccy argumentują, że szkoły chrześcijańskie nie zasługują na akredytację.

Przykład idzie z góry
Przytoczone przykłady to niewielki wycinek problemu, któremu na imię odgórna, zorganizowana, siłowa dechrystianizacja Ameryki. „The Week” zauważył, że od dawna prominentni przedstawiciele Partii Demokratycznej coraz śmielej i coraz bardziej otwarcie „dolewają paliwa do tego pożaru”. Kandydat demokratów na prezydenta Beto O’Rourke apelował jesienią 2019 r., aby cofnąć zwolnienia podatkowe dla instytucji religijnych, które nie potwierdzają małżeństw homoseksualnych. O’Rourke, cytowany przez magazyn „Vox”, powiedział na spotkaniu zorganizowanym przez Human Rights Campaign i CNN: „Nie może być nagrody, korzyści, ulgi podatkowej dla tych, którzy negują pełne prawa człowieka i pełne prawa obywatelskie każdego z nas”. Polityk demokratów zapowiedział, że w przypadku zwycięstwa w wyborach do Białego Domu „powstrzymamy tych, którzy naruszają prawa człowieka naszych rodaków”. Mówiąc o „powstrzymaniu”, oczywiście miał na myśli wszystkie instytucje i osoby kierujące się w sprawach obyczajowych chrześcijańskim kodeksem moralnym.


Wprawdzie ostatecznie kierownictwo Partii Demokratycznej uznało, że jeszcze za wcześnie na taki radykalizm społeczny, a kolega O’Rourkego, burmistrz South Bend, Pete Buttigieg stwierdził nawet: „Nie jestem pewien, czy [O’Rourke] rozumiał konsekwencje tego, co mówił” ‒ stąd koniec końców zrezygnowano z poparcia jego kandydatury. Ale pomysł został rzucony i prędzej czy później znajdzie kogoś, kto będzie chciał wcielić go w życie per fas et nefas.
Amerykańscy aktywiści antychrześcijańscy rzucają oszczerstwami, nienawidząc tych, którzy wyznają tradycyjne poglądy na temat małżeństwa i oskarżają chrześcijan przeciwnych aborcji o prowadzenie rzekomej „wojny z kobietami”. A ludzi przyznających się do wiary w Chrystusa nazywają „bigotami”.
Autorka wspomnianej pracy „It’s Dangerous to Believe” pisze o presji, jakiej poddawane są niektóre instytucje chrześcijańskie, aby dopasowały się do ideologii sekularystycznej.
Instytucje sprawujące nadzór nad szkolnictwem zaczęły nawet kwestionować możliwość udzielenia akredytacji flagowym szkołom ewangelickim, takim jak Gordon College w Massachusetts i Kings College w Nowym Jorku. Niektórzy świeccy argumentują, że szkoły chrześcijańskie nie zasługują na akredytację. A dyskusja nad tym to zwykła strata czasu. Popularne w USA nauczanie domowe ma coraz większą liczbę przeciwników, rekrutujących się z lewackich aktywistów politycznych. Głoszą oni, że ten rodzaj nauki przyczynia się do utrzymywania w narodzie amerykańskich „chrześcijańskich zabobonów”. Aktywiści tacy jak ateista Richard Dawkins i inni domowe nauczanie nazwali nawet „znęcaniem się nad dziećmi”.
Chrześcijańskie grupy studenckie jak InterVarsity Christian Fellowship zostały usunięte z kampusów. Przedmiotem ataków stały się chrześcijańskie organizacje charytatywne, w tym agencje adopcyjne, szpitale katolickie i ośrodki doradcze, służące kobietom w ciąży. Coraz częściej obywatele Ameryki boją się wyrażać swoje poglądy religijne, „coś nowego wkradło się do naszego życia społecznego: podstępna nietolerancja religijna, na którą nie ma miejsca w kraju opartym na wolności religijnej”.

Nie wszyscy przejmują się sekularyzacją Ameryki
Cytowana przez brytyjski lewicowy „The Guardian” Alison Gill, wiceprezes ds. prawnych i politycznych w organizacji Amerykańskich Ateistów, autorka raportu na temat narastania chrześcijańskiego ekstremizmu w USA, ostrzegła, że spadek przywiązania do religii w Ameryce może pobudzić działania „prawicowych ekstremistów”, mające na celu obronę ich „przywilejów”. Pani Gill powołuje się na wyniki ankiet przeprowadzonych wśród osób, które identyfikują się z „chrześcijańskimi przekonaniami nacjonalistycznymi”. Według niej badania konsekwentnie pokazują, że ta grupa czuje się bardziej dyskryminowana i marginalizowana niż jakakolwiek inna grupa społeczna, w tym muzułmanie, Murzyni, ateiści i Żydzi. „Odczuwają utratę znaczenia w kulturze amerykańskiej jako niedopuszczalny atak na ich przekonania i to napędza wiele wysiłków, jakie podejmują, aby utrzymać się przy władzy, podważać demokrację i walczyć o ochronę »wolności religijnej«, która ma zastosowanie tylko do nich”.
Gill powiedział też w „The Guardian”, że wpływ religii na politykę w USA nadal jest ogromny. „Ameryka postrzega siebie jako społeczeństwo w przeważającej mierze religijne, nawet jeśli fakty nie potwierdzają tego poglądu. Politycy często czują się zobowiązani do deklarowania swych przekonań religijnych. A kiedy tego nie robią, są atakowani”.
Chociaż, jak podkreśla brytyjski dziennik, niebezpieczeństwo prawicowej reakcji jest realne, Annie Laurie Gaylor, współzałożycielka Fundacji Wolność od Religii powiedziała, że najnowsze dane na temat spadku religijności wśród Amerykanów, zwłaszcza młodych, sugerują, że Stany Zjednoczone zmierzają w dobrym kierunku. „W Ameryce mamy konstytucyjny rozdział kościoła i państwa, a nasza konstytucja mówi, że nie można poddać się religijnemu testowi kandydując na urząd publiczny, a mimo to, aby zostać wybranym, praktycznie trzeba obnosić się ze swoją wiarą” ‒ powiedziała Gaylor. Jednak „W narodzie zachodzą zmiany [odejście od religii] i jesteśmy po prostu zachwyceni, widząc to. Uważamy, że to wspaniale, że Amerykanie wreszcie się budzą”.
W tym kontekście jasno widać, jak wielkim tryumfem dla pań Gill i Gaylor był wynik jesiennych wyborów prezydenckich w USA. Jaką klęską dla nadal większości obywateli tego kraju.