W wydaniu

Polska kontra Bruksela decydujące starcie

Na dłuższą metę nasza „suwerenność” jest z obecnością w...

U KRÓLA JANA NA PODWÓRKU

Na dziedzińcu Zamku Królewskiego na Wawelu piwa raczej nie...

Imposybilizm, czyli państwo ogólnej niemożności

Skoro jakieś mechanizmy się nie sprawdzają, przepisy są nieżyciowe...

Co z reparacjami od Niemiec?

Przeszło 60 proc. Polaków, popierających domaganie się reparacji wojennych od...

Katolicki wielki reset

Ostatnio przeprowadziłem kilka rozmów ze znajomymi księżmi z różnych środowisk....

POGOŃ LWÓW: LEGENDA I WSPÓŁCZESNOŚĆ

Żeby Pogoń Lwów miała zabezpieczony spokojny byt i działanie...

Nadchodzi kontrrewolucja w edukacji? Koniec dominacji lewicy!

W ostatnim czasie jesteśmy świadkami narodzin wielu projektów, które inicjują...

Gdzie żołnierzy naszych kwiat?

Jednym z kilku problemów, które – według moich zawiedzionych głęboko nadziei...

Wiara w czasach zarazy

Czy za kilka, kilkadziesiąt lat będzie jeszcze komu chodzić...

Latający Cyrk Monty Owsiaka

Trudno zrozumieć „fenomen Owsiaka” i jego Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy...

Wezwani do tablicy

Nie wiem, czy Państwo zauważyli, ale w ostatnim czasie zdecydowanie zamilkli tak zwani artyści. Oto mam wrażenie, że niemal cała dyskusja na tematy bieżące prowadzona jest między politykami oraz wynajętymi przez polityków dziennikarzami, gdy natomiast chodzi o głos wspomnianych artystów, na placu boju pozostała właściwie już tylko wraz ze swoim facebookowym kontem Manuela Gretkowska, no a poza tym to już chyba tylko ledwo zipie jeszcze jeden pisarz Andrzej Stasiuk. Gdy chodzi natomiast o przedstawicieli branży aktorskiej czy muzycznej, które dotychczas zadawały szyku na scenie społeczno-politycznej, mamy dramatyczną posuchę. Człowiek rozgląda się oraz nastawia ucha, by usłyszeć co na interesujące nas tematy mają do powiedzenia Daniel Olbrychski, Agnieszka Holland, Maja Komorowska, stary Stuhr wraz z synem, że już nie wspomnę o Januszu Gajosie czy muzyku Zbigniewie Hołdysie, a tu kompletna cisza. Przepraszam bardzo za sianie defetystycznych klimatów, ale czy to przypadkiem nie oznacza, że oni już się tylko czają, aż minister Gliński raczy im sypnąć jakimś choćby najskromniejszym groszem?