W wydaniu

Sędziowską Kastę toczy gangrena

Trzeba bić na alarm, ponieważ weszliśmy w Polsce w taki czas,...

Wielki Reset – teoria spiskowa czy agenda globalistów?

Wszelkie głosy mówiące o Wielkim Resecie, a więc w...

Wezwani do tablicy

Nie wiem, czy Państwo zauważyli, ale w ostatnim czasie zdecydowanie...

Kultura amerykańska wyklucza chrześcijan?

Przedmiotem ataków stały się chrześcijańskie organizacje charytatywne, w tym agencje...

Czy potrafimy złamać hegemonię Niemiec

To jest ten moment, kiedy decyduje się przyszły, tym...

Wybory z czerwca 1989

Nie całkiem wolne wybory, które doprowadziły do nie całkiem...

Europejski fundusz odbudowy Niemiec

Przykład grecki należy potraktować jako poligon doświadczalny, a wyciągnięte z tego...

Lotnictwo Rosji – samolot Su-27

Obecnie podstawowym samolotem bojowym Rosji jest Su-27 oraz jego...

ULICA POHULANKA

Pohulanka – ta nazwa ma w sobie coś figlarnego i dynamicznego zarazem....

KAPLICA BARCZEWSKICH W REMONCIE

Nareszcie. Trwa remont kaplicy grobowej rodziny Barczewskich, zwanej również...
Strona głównaPolska NiepodległaKrajAmantadyna i lampki kontrolne na desce rozdzielczej samochodu

Amantadyna i lampki kontrolne na desce rozdzielczej samochodu

Gdy po zajęciu miejsca za kierownicą samochodu przekręcamy kluczyk w stacyjce, zapala się deska rozdzielcza. Pojawia się tam wtedy mnóstwo różnych, kolorowych lampek, najczęściej żółtych i czerwonych, które mają postać mniej lub bardziej zrozumiałych symboli i ikon. To, że tak się dzieje, nie jest przypadkowe. Jest to sposób na sprawdzenie systemu. Kontrola systemów kontrolnych. Jeżeli te wszystkie światełka się zapaliły, to znaczy, że system kontroli działa i sprawne są źródła światła. I jeśli po chwili zgasną, to znaczy, że prawidłowo działają systemy kontrolowane przez lampki. I wtedy wiadomo, że póki lampka ciśnienia oleju pozostaje zgaszona, ciśnienie oleju jest w porządku.


Kontrola działania systemów, podwójne zabezpieczenia są niezwykle istotnym elementem w badaniach naukowych, na przykład w medycynie. Nie wystarczy stwierdzić jakiś fakt, na przykład to, że po zastosowaniu leku coś się stało lub coś się nie stało. Trzeba po pierwsze sprawdzić, jak dana substancja działa na dużą grupę ludzi, porównać wyniki z próbą kontrolną. To jest coś takiego, jak zapalenie się lampek, świadczące o sprawności systemu. Tylko że w medycynie sprawa jest nieco bardziej skomplikowana.
Pomijając tu i teraz istotne problemy etyczne, związane z testowaniem leków na ludziach, koncentrując się tylko na metodologii badania, rozwiązanie jest dość oczywiste. Pewną liczbę pacjentów, im większą tym lepiej, leczymy nowym lekiem, a drugiej grupie – podobnej ilościowo i jakościowo, podajemy placebo. Placebo to zupełnie neutralna substancja, która – co oczywiste – pod względem formy nie może różnić się od leku. Jest tak po to, by leczeni ludzie nie wiedzieli, czy są leczeni nowym preparatem, czy nie. Taka technika nosi nazwę ślepej (albo zaślepionej) próby. Celem stosowania takiej techniki jest wyeliminowanie wpływu poddanych doświadczeniu ludzi na jego wynik. Najlepiej, żeby badani w ogóle nie wiedzieli, że są badani. Gdybyśmy na przykład chcieli zbadać, czy granie w komputerowe gry wojenne wpływa na poziom agresji, należy skonstruować badanie tak, by gracze nie wiedzieli w jakim eksperymencie biorą udział, by nie byli świadomi tego, co będzie oceniane, bo mogliby mniej lub bardziej świadomie wpłynąć na wyniki eksperymentu.
I dlatego właśnie, świadectwa ludzi, którzy mówią, że zostali wyleczeni amantadyną, nie są miarodajne…
Ale idźmy dalej. Pojedyncze zaślepienie próby to jeszcze mało. Należy podwoić zaślepienie. Nie tylko poddani badaniu pacjenci nie mogą wiedzieć wszystkiego. Również prowadzący eksperyment nie powinni wiedzieć tego i owego. Ponieważ oni też, mniej lub bardziej świadomie, specjalnie lub przez przypadek, mogą wpływać na wynik badania. Na przykład przez dobór pacjentów, gdy mowa o badaniu leku. Albo przez sugerowanie odpowiedzi ankietowanym, gdy mowa o badaniu agresji u graczy. Naukowiec przeprowadzający badanie nie może wiedzieć za dużo. Ma tylko przeprowadzić określone czynności i przekazać zebrane dane do kogoś innego, kto zajmie się ich analizą statystyczną i uzyska wyniki. To się nazywa podwójnie ślepa (albo podwójnie zaślepiona) próba.
I dlatego właśnie świadectwa lekarza, który podawał ludziom amantadynę i jest jej gorącym orędownikiem, też nie jest wiele warte…
Bardzo ważne, żebyście Szanowni Czytelnicy nie myśleli, że ja twierdzę, iż amantadyna nie działa. Ja nie mówię, że nie działa. Ja mówię, że nie wiem, czy działa i że dopóki nie zostanie to porządnie zbadane, nikt tego nie wie.
Zanim zakończymy, gwoli dziennikarskiej rzetelności powiem jeszcze, że znane też jest pojęcie potrójnie ślepej (albo zaślepionej) próby, gdy nawet ten naukowiec, który dokonuje analizy danych, nie wie, o co chodzi w badaniu. Robi się tak, by wyeliminować również jego wpływ na uzyskane wyniki, na przykład poprzez nieobiektywny dobór metod analizy statystycznej.
Wiele lat temu jechałem jako pasażer samochodem z moim kolegą ze studiów. Był to, rzadko już dziś spotykany, ale wtedy bardzo popularny na polskich drogach fiat 126p, zwany „maluchem”. Wracaliśmy z gór, był niedzielny wieczór. Do domu mieliśmy około 100 kilometrów. Gdy wsiadłem do autka, zauważyłem, że wskaźnik poziomu paliwa leży poziomo, bardzo zbliżony do zera. Zwróciłem na to uwagę kierowcy. Kolega odpowiedział, że też to widzi, ale lampka kontrolna, której zadaniem jest zaalarmować o niskim poziomie paliwa, jeszcze się nie pali. W miarę upływu kilometrów strzałka opadała coraz niżej i niżej, ale lampka dalej ani mrugnęła. Było to, jak napisałem, dawno temu. W czasach, w których stacje benzynowe nie były tak gęsto rozmieszczone jak dziś. Do najbliższej z nich mieliśmy jeszcze spory kawałek, gdy kolega uświadomił sobie, że…
Osobiście kilka dni wcześniej wyjął żaróweczkę z tego konkretnego miejsca na desce rozdzielczej i przełożył w inne, uznając, że o poziomie paliwa poinformuje go wskaźnik…
Do stacji dojechaliśmy „na oparach”. Pomijając roztargnienie kolegi, który zapomniał, że sam wymontował nieszczęsną żaróweczkę, to żeby sprawdzić, czy tam jest, czy działa, wystarczyło przecież zwrócić uwagę, czy zapala się ona na momencik, tuż po przekręceniu kluczyka w stacyjce. Po to właśnie wymyślono ten system. Dla sprawdzenia. By niknąć pomyłek. Tak samo jak ślepe, podwójnie i potrójnie zaślepione próby.