W wydaniu

Sędziowską Kastę toczy gangrena

Trzeba bić na alarm, ponieważ weszliśmy w Polsce w taki czas,...

Wielki Reset – teoria spiskowa czy agenda globalistów?

Wszelkie głosy mówiące o Wielkim Resecie, a więc w...

Wezwani do tablicy

Nie wiem, czy Państwo zauważyli, ale w ostatnim czasie zdecydowanie...

Kultura amerykańska wyklucza chrześcijan?

Przedmiotem ataków stały się chrześcijańskie organizacje charytatywne, w tym agencje...

Czy potrafimy złamać hegemonię Niemiec

To jest ten moment, kiedy decyduje się przyszły, tym...

Wybory z czerwca 1989

Nie całkiem wolne wybory, które doprowadziły do nie całkiem...

Europejski fundusz odbudowy Niemiec

Przykład grecki należy potraktować jako poligon doświadczalny, a wyciągnięte z tego...

Lotnictwo Rosji – samolot Su-27

Obecnie podstawowym samolotem bojowym Rosji jest Su-27 oraz jego...

ULICA POHULANKA

Pohulanka – ta nazwa ma w sobie coś figlarnego i dynamicznego zarazem....

KAPLICA BARCZEWSKICH W REMONCIE

Nareszcie. Trwa remont kaplicy grobowej rodziny Barczewskich, zwanej również...

Wybory z czerwca 1989

Nie całkiem wolne wybory, które doprowadziły do nie całkiem wolnej Polski

Dopuszczenie opozycji do wzięcia udziału w wyborach parlamentarnych było jednym z postanowień wypracowanych podczas posiedzeń okrągłego stołu. Trwały one od 6 lutego do 5 kwietnia 1989 roku i odbywały się między przedstawicielami komunistycznej władzy i pozytywnie nastawionej do układów opozycji. Ze względu na to, iż koncepcja wyborów z 1989 roku została wypracowany w ramach powyższego porozumienia, nazywa się je też wyborami kontraktowymi. Oprócz tego podczas obrad okrągłostołowych ustalono, że utworzony zostanie senat, a także przywrócony urząd prezydenta. Komunistyczne władze zgodziły się też na ponowną legalizację Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność” (nastąpiła ona 17 kwietnia) i NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność” (jego legalizację przeprowadzono 20 kwietnia).
Jeśli chodzi o wybory, ustalono, że będą one częściowo wolne, tzn. że opozycja będzie mogła co prawda zdobyć wszystkie miejsca w senacie, ale już tylko 161 (z 460) w sejmie. Władze uzgodniły, że pierwsza tura odbędzie się szybko, bo już 4 czerwca, mając tym samym nadzieję, że opozycji nie uda się zmobilizować swoich sympatyków i poniesie wyborcze fiasko. Komitet Wyborczy Wyborców „Solidarność” ochoczo przystąpił jednak do działania i sprawnie zorganizował kampanię. Jej prowadzenie powierzył utworzonemu przez siebie Komitetowi Obywatelskiemu, który z kolei posiłkował się powoływanymi na bieżąco komitetami regionalnymi. 8 kwietnia 1989 roku „Solidarność” podjęła ważną i jak miało się okazać bardzo korzystną decyzję, dotyczącą liczby wystawianych kandydatów. Otóż postanowiono, iż na każdy dostępny mandat KWW „Solidarność” wystawi tylko jednego kandydata, co pozwoli na nierozpraszanie głosów. Kompletne listy kandydatów przeznaczone dla poszczególnych okręgów wyborczych zostały zatwierdzone już 23 kwietnia. Publiczne ogłoszenie nazwisk kandydatów KWW „S” nastąpiło 8 maja – zostały one opublikowane na łamach pierwszego numeru „Gazety Wyborczej”.


Samego wyboru głosujący dokonywać mieli poprzez skreślenie nazwisk kandydatów, którzy im nie odpowiadali, a pozostawieniu jedynie tych, na których chcą głosować. Wyboru dokonywano na kilku kartach wyborczych, których liczba zależała od okręgu. Wybrany zostawał ten kandydat, który uzyskał więcej niż 50 proc. głosów; jeśli nikt nie osiągnął takiego wyniku, odbywała się
II tura. Ustanowiono 108 okręgów wyborczych dla wyborów do sejmu i 49 do senatu.
Fakt, że wybory nie miały być zupełnie wolne, a ich warunki ustalane były w porozumieniu z komunistami, nie wszystkim jednak odpowiadał. Sprzeciw wobec nich, a co za tym idzie także rezygnację z udziału w wyborach ogłosiły m.in. Solidarność Walcząca, Federacja Młodzieży Walczącej, Liberalno-Demokratyczna Partia „Niepodległość” i PPS-Rewolucja Demokratyczna. Organizacje te poszły ponadto o krok dalej i wyzywały społeczeństwo do nieuczestniczenia w wyborach i kontynuowania walki o zupełnie (a nie tylko częściowo) wolną ojczyznę.
W tym czasie Komitet Obywatelski „Solidarność” organizował niezwykle sprawną kampanię wyborczą swoich kandydatów. Wydrukowano mnóstwo ulotek i plakatów – strzałem w dziesiątkę okazały się zdjęcia kandydatów z Lechem Wałęsą, a także poparcie udzielane przez zachodnie gwiazdy, takie jak Jane Fonda czy Stevie Wonder. KO „S” udało się także uzyskać dostęp (co prawda w ograniczonym zakresie) do radia, a nawet audycji telewizyjnej. Bardzo popularne były też wiece wyborcze, które często odbywały się w przyparafialnych salkach. W czasie kampanii „Solidarność” nie tylko informowała o swoich postulatach i kandydatach, ale także udzielała wskazówek co do samego, trzeba przyznać, dość skomplikowanego sposobu głosowania. Bardzo pomocne okazały się w tym tzw. ściągi, czyli karteczki, na których przedstawiano sposób wykreślania kart tak, aby w sposób ważny zagłosować na kandydatów „Solidarności”.

Upoważnienie dla męża zaufania  –  mężowie zaufania ze strony KO odgrywali istotną rolę kontrolną w trakcie prac komisji wyborczych.


Jeśli chodzi o stronę rządową, to wystawiała ona do wyborów przedstawicieli Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego, w skład którego wchodziły następujące twory polityczne: Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, Zjednoczone Stronnictwo Ludowe, Stronnictwo Demokratyczne, Stowarzyszenie „Pax”, Unia Chrześcijańsko-Społeczna i Polski Związek Katolicko-Społeczny. Oprócz tego władze komunistyczne zdecydowały się wystawić członków niektórych ogólnokrajowych organizacji społecznych i zawodowych. Koalicja rządząca miała także krajową listę wyborczą, czyli listę z kandydatami, którzy wystawiani byli na terenie całego kraju. Znaleźli się na niej np.: Czesław Kiszczak, Mieczysław Rakowski, Stanisław Ciosek, Florian Siwicki, Stanisław Kania czy Jerzy Kawalerowicz. Zwycięstwo kandydatów z tej listy traktowano jako pewnik, dlatego też nie przewidziano sytuacji awaryjnej, kiedy to widniejący na niej działacze nie dostaną się do sejmu w I turze. Rząd wydawał się więc być zupełnie pewny zwycięstwa, chociaż przyznać trzeba, że nie wszyscy jego przedstawiciele byli takimi optymistami. Mieczysław Rakowski w swoim dzienniku zanotował bowiem:
16 maja, wtorek. Narada z udziałem wojewodów. Główny temat: wybory. Jest źle. W wielu miejscowościach Kościół stanął jednoznacznie po stronie opozycji, ta zaś nie przebiera w środkach. Atakuje całe 40-lecie oraz wszystko, co obecnie robimy. Dość powszechnie opozycja nawołuje do skreślenia listy krajowej. Inna rzecz, że są na niej nazwiska, które w partii nie budzą zachwytu – Barcikowski, Czyrek, Ciosek. Ciekaw jestem, jak wyjdziemy z tej opresji. Jeśli 10 mln ludzi posłucha wezwań opozycji, to wszyscy przepadniemy.
18 maja, piątek. (…) W terenie atakują nas bez pardonu. W istocie rzeczy mamy do czynienia z walką o władzę. A co na to partia? Partia jest nadal w defensywie. Nie ulega już dziś wątpliwości, że nie jest przygotowana do walki. Złożyło się na to wiele przyczyn. 45 lat sprawowania władzy bez opozycji rozleniwiło PZPR. Inną przyczyną jest brak wiary w jej przyszłość, a w gruncie rzeczy w socjalizm. Osłabła także dyscyplina wewnątrz partii.
Wreszcie nastał 4 czerwca, a wraz z nim I tura tak wyczekiwanych wyborów, które pomimo swoich ograniczeń niosły za sobą nadzieję na zmianę rzeczywistości i osłabienie pozycji komunistycznych władz. Trzeba jednak przyznać, że „Solidarność” nie miała wielkich nadziei na zwycięstwo – zdawała sobie sprawę bowiem z wciąż jeszcze silnej pozycji komunistów i ciągle oddziałującego na społeczeństwo wpływu uprawianej przez nich propagandy. Sprawy nie ułatwiały też podziały w samej opozycji antykomunistycznej, której część członków nie zgadzała się na układy z sowieckimi pachołkami. Jak już wspomnieliśmy, władze PRL-u również były przekonane, że „Solidarność” osiągnie słaby wynik, o czym najlepiej świadczy brak przygotowanych rozwiązań na wypadek porażki kandydatów z listy krajowej. Wybory okazały się zaskoczeniem dla obydwóch stron. Zacznijmy od tego, że zarówno władza, jak i działacze KWW „S” spodziewali się wysokiej frekwencji, ona tymczasem wyniosła zaledwie 62 proc., co świadczyło o uchyleniu się od udziału w wyborach znacznej części społeczeństwa. Jednakże same wyniki również przyniosły niespodziankę. Okazało się bowiem, że „Solidarność” zyskała miażdżącą przewagę nad koalicją rządową, której udało się uzyskać tylko 3 z 299 przysługujących im mandatów. Najbardziej dotkliwy dla komunistów był jednak fakt, że do sejmu nie dostało się 33 (z 35) kandydatów znajdujących się na liście krajowej. Jeśli chodzi o wybory do senatu, w I turze zwyciężyło 95 kandydatów solidarnościowych (na 100 miejsce w senacie).
Tak spektakularny sukces opozycji był oczywiście szeroko komentowany na posiedzeniu Sekretariatu KC PZPR, które odbyło się następnego dnia po I turze wyborów Przeciwnik ostro walczył od początku do końca, posługując się różnymi środkami – mówił wtedy Czesław Kiszczak. – My działaliśmy w białych rękawiczkach, nie wykorzystując nawet ewidentnych okazji. Wyniki wyborów przeszły oczekiwania opozycji. Zaszokowały, nie wie, jak się zachować. Wybory do Senatu to nasza całkowita klęska.
Na tym samym posiedzeniu Stanisław Ciosek dopowiadał:
Nie rozumiem przyczyn porażki. Partia musi za nią zapłacić, nie poszła za nami. To gorzka lekcja. Odpowiedzialni będą musieli ponieść konsekwencje. Obecnie sprawą najważniejszą wybór prezydenta, do czego potrzeba 35 mandatów – które przepadły. O tym rozmawiać już z opozycją, bo prezydent to zabezpieczenie całego systemu, to nie tylko nasza wewnętrzna sprawa, to sprawa całej socjalistycznej wspólnoty, nawet Europy.

Upoważnienie dla męża zaufania – mężowie zaufania ze strony KO odgrywali istotną rolę kontrolną w trakcie prac komisji wyborczych.


„Solidarność”, jak słusznie zauważył Kiszczak, rzeczywiście była przytłoczona rozmiarami swojego zwycięstwa. Chociaż niewątpliwie cieszyła się z wyniku wyborów i ogromnego poparcia, jednak starała się tonować nastroje swoich sympatyków. Obawiano się bowiem, że tak wielka przegrana obozu rządowego doprowadzi do zerwania wypracowanego porozumienia i zastosowania wobec opozycji rozwiązanie siłowego. Komuniści zaś skwapliwie skorzystali z tego przeświadczenia części „Solidarności” i na tym nastroju postanowili ugrać, ile jeszcze się dało. Aby podtrzymać niepewność opozycji, 6 czerwca ogłoszono nawet stan podwyższonej gotowości. Dzięki takiemu posunięciu strona solidarnościowa była bardziej uległa w układach i nie śmiała żądać więcej, niż ustalono w czasie porozumień okrągłostołowych. Częściowo tę atmosferą strachu należy tłumaczyć postawę przedstawicieli „Solidarności”, którzy 8 czerwca – wobec zdumienia i rozczarowania części swoich członków – poszli komunistom na rękę i zgodzili się na zmianę ustalonej wcześniej ordynacji wyborczej w taki sposób, aby umożliwić im obsadzenie 33 mandatów z listy krajowej podczas II tury. Na podstawie tego porozumienia 12 czerwca Rada Państwa dokonała formalnej zmiany ordynacji wyborczej.
II tura wyborów odbyła się 18 czerwca i jak można było przewidzieć, cieszyła się dużo mniejszym zainteresowaniem społeczeństwa – frekwencja wyniosła zaledwie 25 proc. W jej trakcie „Solidarność” ugruntowała swoją pozycję zwycięzcy. Zdobyła kolejne 7 mandatów w senacie i jeden, którego brakowało jej do kompletu w sejmie. Rozkład wszystkich 460 miejsc w sejmie przedstawiał się następująco: PZPR – 173 posłów, KO „S” – 161, ZSL – 76, SD – 27, „PAX” – 10, UchS – 8, PZKS – 5. W senacie 99 mandatów uzyskał KO „S”, a 1 powędrował do osoby niezrzeszonej.
Ostatnim etapem ustalania władzy był wybór prezydenta. Miało go dokonać Zgromadzenie Narodowe, czyli połączone izby sejmu i senatu – kandydat miał zostać przegłosowany większością głosów. Koalicja rządowa wysunęła na to stanowisko gen. Wojciecha Jaruzelskiego i chociaż teoretycznie miała większość, to wybór ich kandydata wcale nie był taki pewny. Ostatecznie jednak sprawa ta zakończyła się dla komunistów pozytywnie. Pierwszym prezydentem III Rzeczypospolitej został Wojciech Jaruzelski. Trzeba też przyznać, że i na samym okrągłostołowym „kontrakcie” z przedstawicielami „Solidarności” nie wyszli ostatecznie źle, ponieważ chociaż teoretycznie stopniowo tracili władzę, to w praktyce zapewnili sobie „miękkie lądowanie” w nowej rzeczywistości.

Źródła:
https://www.tvp.info/42 928 790/30-lat-temu-odbyly-sie-czesciowo-wolne-wybory-parlamentarne
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wybory_parlamentarne_w_Polsce_w_1989_roku
https://muzhp.pl/pl/c/1097/24-rocznica-wyborow-4-czerwca-1989
https://ipn.gov.pl/pl/historia-z-ipn/100 851,Wybory-4-czerwca-1989-Kleska-komuny-i-triumf-Solidarnosci.html
https://ipn.gov.pl/pl/multimedia-1/72 550,4-czerwca-1989-Z-nadzieja-ku-wolnosci-Infografiki-na-temat-wyborow-parlamentarny.html
https://historia.wprost.pl/10 222 686/wybory-4-czerwca-1989-roku-historia-wielkiego-zwyciestwa-solidarnosci.html