W wydaniu

Czy Maciej Stuhr podbije Hollywood?

Maciej Stuhr wyraźnie zwiększył swoją celebrycką aktywność, jak gdyby...

Wyjątkowy łajdak

Nie ma już żadnych wątpliwości, że Tusk ma Polaków...

Wendeta przeciwko Polsce

Patryk Jaki dla portalu wPolityce.pl o wniosku KE do...

Więźniowie nieszczepieni

Po wprowadzeniu stanu wojennego rząd przystąpił do brutalnej rozprawy...

Imperatorowa odchodzi, imperium zostaje

W Niemczech kończy się era kanclerz Angeli Merkel, a więc...

Dwadzieścia lat po 9/11

Mając na uwadze wspomnienia z 11 września i dowody z procesów terrorystów,...

Bycie autorytetem nakłada pewne obowiązki

ks. prof. Paweł Bortkiewicz, TChr, na antenie PCh24 TV:...

To oznacza likwidację państwa polskiego

Rafał Ziemkiewicz dla portalu RadioMaryja.pl: Mimo że mamy stosowne...

Wielka Brytania wyrywa się z kowidowego szaleństwa

Co prawda jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale jest...

Kasta nadzwyczajnych kretynów

Okazuje się, że satanista Adam Darski „Nergal” może spać...

23 miliardy na gąsienicach

Polski rząd zamierza sfinalizować największy w historii naszego kraju kontrakt wojskowy i kupić od Amerykanów 250 czołgów marki Abrams za astronomiczną kwotę 23 miliardów złotych. Nie negując konieczności wzmacniania sił obronnych kraju, należy sobie jednak zadać podstawowe pytanie: czy czołgi są naprawdę naszą najpilniejszą potrzebą?

O tym, że polski rząd toczy tajne negocjacje o kupnie czołgów Abrams, było od pewnego czasu wiadomo, ale dopiero w zeszłym tygodniu karty zostały odkryte, a prezes Jarosław Kaczyński poinformował o możliwym kontrakcie na Abramsy M1A2. Ta informacja wzbudziła spore poruszenie, zarówno z punktu widzenia politycznego, ekonomicznego, jak i czysto wojskowego. I reakcje na nią ciężko nazwać entuzjastycznymi. Poniższy tekst ma za zadanie nie definitywnie oceniać, ale raczej stawiać pytania i pokazywać wątpliwości. Są to zresztą wątpliwości oraz pytania, jakie stawiają rządowi dziesiątki wojskowych oraz ekspertów, przyglądających się kontraktowi na Abramsy raczej ze zdziwieniem i konsternacją niż z zadowoleniem.