W najnowszym wydaniu:

Łamanie ludzi

O zmianie podejścia do zasłania ust i nosa można napisać grubą księgę. Przypomnę tylko, że zaczynaliśmy od powtarzania za WHO, że maski nic nie dają, potem stopniowo wprowadzaliśmy nakaz zasłaniania ust i nos czymkolwiek (najpierw w przestrzeni zamkniętej, potem też otwartej), aż doszliśmy do momentu, w którym okazało się, że pomagają jedynie maseczki, a nie żadne inne materiały.

Jeśli ktoś wierzył w państwo, to po takich intelektualnych fikołkach powinien przestać. Zostawmy to jednak za sobą, każdy ma zapewne wyrobione zdanie na ten temat. Jak w komunizmie – stworzono problem, a następnie zaczęto go bohatersko zwalczać. Stąd niedawny okres podczas pandemii, w którym policja dokręciła obywatelom śrubę. Rozkaz zapewne poszedł od rządzących, a potem przez KGP rozniósł się po kraju. Sypnęło mandatami za nienoszenie masek lub ich złe noszenie (np. na brodzie). W wielu miejscach czepiano się także np. kominów, które przez prawie rok ratowały życie, a nagle stały się razem z szalami, przyłbicami i innymi materiałami tak samo śmiercionośne jak niezasłanianie ust i nosa.