W wydaniu

Czy Maciej Stuhr podbije Hollywood?

Maciej Stuhr wyraźnie zwiększył swoją celebrycką aktywność, jak gdyby...

Wyjątkowy łajdak

Nie ma już żadnych wątpliwości, że Tusk ma Polaków...

Wendeta przeciwko Polsce

Patryk Jaki dla portalu wPolityce.pl o wniosku KE do...

Więźniowie nieszczepieni

Po wprowadzeniu stanu wojennego rząd przystąpił do brutalnej rozprawy...

Imperatorowa odchodzi, imperium zostaje

W Niemczech kończy się era kanclerz Angeli Merkel, a więc...

Dwadzieścia lat po 9/11

Mając na uwadze wspomnienia z 11 września i dowody z procesów terrorystów,...

Bycie autorytetem nakłada pewne obowiązki

ks. prof. Paweł Bortkiewicz, TChr, na antenie PCh24 TV:...

To oznacza likwidację państwa polskiego

Rafał Ziemkiewicz dla portalu RadioMaryja.pl: Mimo że mamy stosowne...

Wielka Brytania wyrywa się z kowidowego szaleństwa

Co prawda jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale jest...

Kasta nadzwyczajnych kretynów

Okazuje się, że satanista Adam Darski „Nergal” może spać...
Strona głównaWarszawska GazetaKrajMogła być królową życia, przez krzyż doszła do nieba

Mogła być królową życia, przez krzyż doszła do nieba

O matce Elżbiecie Czackiej, wynoszonej na ołtarze wspólnie w kard. Wyszyńskim, o jej życiu i dziełach, z siostrą Radosławą Podgórską, (na zdjęciu po prawej) franciszkanką od 1983 roku ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża rozmawiała Aldona Zaorska.

Róża Maria Czacka miała niesamowite możliwości – zdolna, bogata, mogła być królową życia. Dzieciństwo i wczesna młodość przyszłej matki Elżbiety zapowiadały bajkowe życie…

Rzeczywiście, Róża Maria Czacka urodziła się w 1876 r. w rodzinie ziemiańskiej w Białej Cerkwi, gdzie jej ojciec administrował majątkiem Branickich. Do 6 roku życia z rodzicami i trójką starszego rodzeństwa mieszkała właśnie w Białej Cerkwi, potem rodzina przeprowadziła się do Warszawy i zamieszkała w Pałacu Krasińskich na Krakowskim Przedmieściu. Mieszkała tam też babcia Róży – Pelagia Czacka, która wprowadzała ją w życie duchowe. Rodzina uczestniczyła w życiu arystokracji Warszawy. Młodziutka, wszechstronnie uzdolniona Róża bywała na balach, zresztą bardzo lubiła tańczyć, ale jednocześnie bardzo męczyły ją rozmowy „o wszystkim i o niczym”. W rozmowach już wtedy wolała podejmować poważne tematy. „Bajka” skończyła się, gdy Róża w wieku 18 lat zaczęła tracić wzrok, a ostatecznym ciosem był upadek z konia. Róża uwielbiała jeździć konno i gdy wyjeżdżała z rodzeństwem do majątków rodzinnych do Porycka czy do Koniuch, gdzie były stadniny pięknych koni, z zapałem oddawała się swojej pasji. Z czasem, jej rodzeństwo zauważyło, że coś się dzieje, bo Róża jadąc konno nie oceniała dobrze odległości od przeszkód, ale to bagatelizowali. Nadszedł dzień, kiedy Róża źle oceniła odległość przed przeszkodą, za późno podcięła konia, ten stanął dęba i młoda dżokejka spadła. Nastąpiło najprawdopodobniej odklejenie siatkówek, co przyspieszyło utratę wzroku. W wieku 22 lat Róża zaniewidziała całkowicie. Jej piękne życie, mówiąc po ludzku, zostało przekreślone.

Jak to przyjęła?
Rodzicom było bardzo trudno zaakceptować, że ich córka traci wzrok, bo jakże to tak – ich wypieszczona, zdolna, piękna córka niewidoma? Samej Róży też nie było łatwo. Przełomem była rozmowa z lekarzem. Po licznych zabiegach, które miały za zadanie uratować wzrok i które nie przynosiły żadnych pozytywnych rezultatów, jeden z młodych lekarzy warszawskich, dr Bolesław Ryszard Gepner, syn znanego okulisty Bolesława Gepnera miał w sobie tyle odwagi, by jej powiedzieć, że nie będzie już widzieć i zamiast odwiedzać kolejnych lekarzy, lepiej zrobi zajmując się sprawą niewidomych w Polsce, którymi nikt się nie zajmuje. Po usłyszeniu tej wiadomości Róża zamknęła się w pokoju i przez trzy dni nie chciała z nikim rozmawiać. Po tych trzech dniach wyszła i powiedziała swojej garderobianej, żeby spakowała walizki, bo jadą poznawać ośrodki dla niewidomych w Europie.