W wydaniu

Ciasno we łbie, przestronno w gębie

Ciężko jest pisać krytycznie o osobie tak doświadczonej przez życie...

Limity WC

Na posiedzeniu rady ministrów członkowie rządu otoczyli ministra kowidu...

Unia Europejska – superpaństwo neomarksizmu, biurokracji i wyzysku

Jaka przyszłość czeka Polskę w Unii Europejskiej? Najkrócej mówiąc: malowana...

Kiedy lewica ściemnia

Chodzi im o „przewrócenie wszystkiego do góry nogami”. Rasa...

KTO PO DUDZIE?

Najważniejszym zadaniem prawicy w najbliższych latach będzie utrzymanie w...

CHCĄ WPROWADZIĆ RZĄD ŚWIATOWY

Od miesięcy nasze życie zdominowała pandemia i związane z nią utrudnienia....

Panie Premierze, sięgajmy do przyczyn!

Podziwiam premiera Mateusza Morawieckiego, jego pracowitość, nieustanny wysiłek, by...

CZY MOREL BYŁ W AUSCHWITZ? WYJAŚNIENIE

Salomon Morel, sadystyczny komendant komunistycznego obozu koncentracyjnego w Świętochłowicach-Zgodzie,...

Antypolonita Jan Tomasz Gross – siewca antysemityzmu

Na tle Niemiec, Holandii i paru innych państw, antysemityzm w Polsce...

Trwać i nie pękać

Czwarta Rzesza powstaje na naszych oczach. Oparta ma być...
Strona głównaWarszawska GazetaTeoria SpiskuPartii Demokratycznej droga do socjalizmu

Partii Demokratycznej droga do socjalizmu

Jedno z naczelnych haseł rzuconych przez nowych marksistów w 1968 r. mówiło o „marszu przez instytucje”. Aby socjalizm mógł opanować świat, najpierw należy zdobyć dla sprawy rewolucji instytucje zarządzające świadomością ludzi i kształtujące postawy społeczne. I za ich pomocą przeprowadzić głębokie przekształcenia w ludzkiej mentalności w duchu socjalistycznym. Ten koncept wyrósł z doświadczeń rewolucji bolszewickiej, która nie w pełni się udała, nie zdoławszy opanować całego świata, ale tylko jego część. I to część peryferyjną. Ku wielkiemu rozczarowaniu marksistów na Zachodzie robotnicy w tych krajach woleli się bogacić, zasilając szeregi mieszczaństwa, niż walczyć na barykadach. Komuniści tacy jak Antonio Gramsci oraz marksiści, skupieni w szkole frankfurckiej, uznali na przełomie lat 20. i 30. XX w., że winę za to ponosi nie ideologia marksistowska, ale sposób jej wprowadzania – przez zmianę własności środków produkcji, a nie przez zmianę świadomości społecznej. Dlatego aby pokonać system kapitalistyczny, należy jego elicie odebrać władzę nad umysłami, sprawowaną za pośrednictwem instytucji. W ciągu kilkudziesięciu lat aktywistom ruchów antykulturowych, wyrosłych na gruncie buntu młodych z ‚68 roku, udało się zrealizować swoje zamysły. Opanowali wszystkie najważniejsze instytucje, mające wpływ na naszą świadomość: szkoły, uczelnie, kino, teatr, show business. Nawet Kościoły i partie polityczne. Dziś trudno jest odróżnić partie chadeckie od partii socjaldemokratycznych. Kościoły coraz częściej posługują się „postępową” nowomową. Również w USA doszło do wrogiego przejęcia partii politycznych. Szczególnie widoczny jest ów proces w Partii Demokratycznej.

Apetyt na demokratów
Co najmniej od czasów Nowego Ładu, reform ekonomiczno-społecznych prezydenta Franklina Delano Roosevelta w latach 1933-1939, kiedy zorganizowani robotnicy uzyskali solidny instytucjonalny przyczółek w Partii Demokratycznej, aktywiści lewicowi proponowali, aby „siły ludowe” mogły w sposób oddolny i demokratyczny przejąć tę partię. Gdyby lewica mogła to osiągnąć, wówczas przekształciłaby tę poważną strukturę polityczną w narzędzie „postępowych zmian społecznych”, pisał Lance Selfa w International Socialist Review.
Można przeto powiedzieć, że plany przejęcia Partii Demokratycznej pojawiły się wraz z powstaniem po drugiej stronie Atlantyku pod koniec lat 20. XX w. koncepcji „marszu przez instytucje”, głośno i wyraźnie wyartykułowanej na falach entuzjazmu rewolucyjnego w 1968 r.