W wydaniu

Czy Maciej Stuhr podbije Hollywood?

Maciej Stuhr wyraźnie zwiększył swoją celebrycką aktywność, jak gdyby...

Wyjątkowy łajdak

Nie ma już żadnych wątpliwości, że Tusk ma Polaków...

Wendeta przeciwko Polsce

Patryk Jaki dla portalu wPolityce.pl o wniosku KE do...

Więźniowie nieszczepieni

Po wprowadzeniu stanu wojennego rząd przystąpił do brutalnej rozprawy...

Imperatorowa odchodzi, imperium zostaje

W Niemczech kończy się era kanclerz Angeli Merkel, a więc...

Dwadzieścia lat po 9/11

Mając na uwadze wspomnienia z 11 września i dowody z procesów terrorystów,...

Bycie autorytetem nakłada pewne obowiązki

ks. prof. Paweł Bortkiewicz, TChr, na antenie PCh24 TV:...

To oznacza likwidację państwa polskiego

Rafał Ziemkiewicz dla portalu RadioMaryja.pl: Mimo że mamy stosowne...

Wielka Brytania wyrywa się z kowidowego szaleństwa

Co prawda jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale jest...

Kasta nadzwyczajnych kretynów

Okazuje się, że satanista Adam Darski „Nergal” może spać...
Strona głównaWarszawska GazetaKrajPiotr Szubarczyk komentuje:

Piotr Szubarczyk komentuje:

Interrex

Niedzielna beatyfikacja Stefana kardynała Wyszyńskiego jest dla mnie czymś zupełnie wyjątkowym, nieporównywalnym z innymi, podobnymi aktami. To jest jak pośmiertna koronacja na króla Polski!

Nazywaliśmy go słusznie interreksem. To słowo w Rzeczypospolitej Obojga Narodów oznaczało męża stanu, który po śmierci króla sprawował władzę do czasu koronowania nowego króla lub jego wyboru w wyniku wolnej elekcji. Prymas Stefan Wyszyński był naszym interrexem, a nie jakimś tam regentem, którego to słowa używa się w podobnym znaczeniu (stąd w roku 1918 Rada Regencyjna, która przekazywała władzę komendantowi Józefowi Piłsudskiemu). Z jednej strony było to nawiązanie przez analogię do interrexa w latach 1572-1764, którym był każdorazowo prymas Polski. Z drugiej strony mieliśmy świadomość „królewskości” (rex) Stefana Wyszyńskiego, jego szczególnego majestatu. Co ciekawe, nie był on człowiekiem naznaczonym przez stary ród arystokratyczny, tak jak jego mistrz, legendarny arcybiskup krakowski Adam kardynał Sapieha. Należałoby go raczej nazwać przywódcą ludu polskiego, którego życie dobrze znał, albo przywódcą robotników, bo zawsze zajmował się ich losem i interesował się rolą związków zawodowych w środowisku robotniczym. Był z nas, a jednocześnie miał w sobie charyzmę przywódczą, która onieśmielała nawet jego wrogów. Robił rzeczy, na które nikt inny nie mógłby sobie pozwolić bez szwanku na wizerunku w oczach Polaków. Podpisał umowę z państwem komunistycznym (1950), w której potępiono bohaterów tragicznego, powojennego Powstania Antykomunistycznego, żołnierzy „wyklętych”, a jednak każdy Polak rozumiał, że to tylko sprawa taktyki, bo inaczej się nie da, a prymas ma tych „wyklętych” i tak w sercu. Mówił o nich językiem ezopowym w roku 1963, gdy w 100-lecie powstania styczniowego rozwijał kult jego bohaterów, a Romualda Traugutta widział wśród błogosławionych, co zapewne kiedyś się stanie. W pamiętnym kazaniu w kościele św. Krzyża w Warszawie mówił o „wyklętych” XIX wieku, ale myśmy dobrze wiedzieli, że ogarnia sercem także tych bliższych nam w czasie. W sierpniu 1980 roku studził nasze rozgrzane głowy, nawiązując do roztropności, ale takie jest przecież powołanie króla. Jego cnotą jest aurea mediocritas – złoty środek, umiar w poczuciu odpowiedzialności za jego państwo. Prymas w sierpniu 1980 roku widział już oczyma wyobraźni i doświadczenia stan wojenny i ostrzegał przed prowokacjami.

Zapamiętamy na zawsze historyczne homagium w poniedziałek 22 października 1978 roku na placu św. Piotra. Jan Paweł II wiedział najlepiej z nas, jaka była rola Prymasa Tysiąclecia w historii Polski. Papież złożył wzajemne homagium swojemu kardynałowi! Za służbę Kościołowi, ale chyba przede wszystkim za służbę Ojczyźnie w czasach wielkiej opresji.