W wydaniu

Czy Maciej Stuhr podbije Hollywood?

Maciej Stuhr wyraźnie zwiększył swoją celebrycką aktywność, jak gdyby...

Wyjątkowy łajdak

Nie ma już żadnych wątpliwości, że Tusk ma Polaków...

Wendeta przeciwko Polsce

Patryk Jaki dla portalu wPolityce.pl o wniosku KE do...

Więźniowie nieszczepieni

Po wprowadzeniu stanu wojennego rząd przystąpił do brutalnej rozprawy...

Imperatorowa odchodzi, imperium zostaje

W Niemczech kończy się era kanclerz Angeli Merkel, a więc...

Dwadzieścia lat po 9/11

Mając na uwadze wspomnienia z 11 września i dowody z procesów terrorystów,...

Bycie autorytetem nakłada pewne obowiązki

ks. prof. Paweł Bortkiewicz, TChr, na antenie PCh24 TV:...

To oznacza likwidację państwa polskiego

Rafał Ziemkiewicz dla portalu RadioMaryja.pl: Mimo że mamy stosowne...

Wielka Brytania wyrywa się z kowidowego szaleństwa

Co prawda jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale jest...

Kasta nadzwyczajnych kretynów

Okazuje się, że satanista Adam Darski „Nergal” może spać...

Z buta frant

Afganistan wojenny

Minister wojskowości Mariusz Błaszczak wszedł na posiedzenie rządu w hełmie czołgisty na głowie, taszcząc pod pachą koksownik.
– Po co koksownik? – zdziwił się premier Mateusz Morawiecki. – Przecież odchodzimy, a nawet uciekamy od węgla?
– Noszę się z zamiarem wprowadzenia Afganistanu wojennego – obwieścił Mariusz Błaszczak. – To, co się dzieje na polsko-afgańskiej granicy z Putinorusią, w głowach się nie mieści. A koksownik po to, żeby rozpalić w nim koks, ustawić przy płocie z drutem kolczastym i posyłać tym biednym, zmarzniętym ludziom ciepłe myśli z zachodu.
– Czekaj, kiedy chcesz wprowadzić stan wojenny? – spytał go Mariusz Kamiński.
– Najlepiej od jedenastego września do trzynastego grudnia – odparł Mariusz Błaszczak.
– A, bo już myślałem, że planujesz stan wojenny po to, żeby przesunąć wybory prezydenckie – odetchnął z ulgą Mateusz Morawiecki. – Jeśli tak, to cała total-opozycja cię zje. Będą się twardo domagali przeprowadzenia wyborów w konstytucyjnym terminie w szczycie piątej fali wirusów. Nawet jeśli wtedy żadnych wyborów ma nie być.
– Zaraz, a czy my właściwie mamy uprawnienia, żeby wprowadzić stan wojenny? – zastanawiał się Mariusz Kamiński.
– To jest bardzo prosta i szybka procedura – machnął ręką wicepremier Piotr Gliński. – Najpierw uchwałę przyjmuje rząd. Ląduje ona na biurku pana prezydenta, który podpisuje. Podpisane obwieszczenie o stanie wojennym przegłosowuje sejm. Potem trafia ono do senatu, który ma trzydzieści dni na zadumę i refleksję. Po głosowaniu senatu uchwałę o stanie wojennym zatwierdza Sąd Najwyższy. Z sądu trafia ono do pierwszej prezes Trybunału Konstytucyjnego, która orzeka o zgodności uchwały z polskim prawem. To orzeczenie kierowane jest pod obrady Zgromadzenia Narodowego, które w głosowaniu tajnym daje zielone światło na wprowadzenie stanu wojennego. Uchwała Zgromadzenia Narodowego wraca na biurko marszałka sejmu, który niezwłocznie kieruje ją do publikacji w Monitorze Polskim. Następnie kurierzy rozwożą świeże numery Monitora do wszystkich urzędów wojewódzkich. I jak już dowiozą, to na koniec minister spraw wewnętrznych wydaje uchwałę stwierdzającą prawidłowe wprowadzenie stanu wojennego.
– To nie potrwa przypadkiem ciut za długo? – niepokoił się Mariusz Kamiński.
– A ty chciałbyś tak od razu?! – oburzył się Piotr Gliński. – Przecież musimy dać czas naszym byłym sojusznikom Amerykanom, żeby do nas dolecieli i nam pomogli.
– Będą jakieś ograniczenia praw i wolności? – zapytał Michał Dworczyk.
– Głupszych niż za pandemii być nie może – odpowiedział mu Zbigniew Ziobro. – Wtedy nakazaliście, że w trosce o troskę połowa miejsc w transporcie ulicznym ma być wolna i dlatego co drugi motocykl musiał jeździć bez kierowcy. Skoro takie idiotyzmy naród przeżył, to stan wojenny nie będzie mu groźny.
– To znaczy, że stan wojenny mógłbym wprowadzić kiedy chcę i kiedy uznam za stosowne? – upewniał się premier.
– Pewnie – poklepał go po ramieniu Piotr Gliński. – A wprowadzaj go kiedy chcesz i kiedy uznasz!
– Kiedy Usnarz? – powtórzy premier Morawiecki, po czym dodał: – No to jeśli to jest takie proste, to działamy!
– Szefie… – odezwał się Piotr Gliński. – Ale jak dojdzie co do czego, to ty będziesz musiał samemu jako pierwszy wystąpić w telewizji, ogłaszając wprowadzenie stanu wojennego.
– Co? Znowu ja w telewizji? – wystraszył się premier. – Nie lubię stawać przed kamerami, bo tam wali po oczach mocne światło z reflektorów.
– Co się przejmujesz silnym światłem? – Wzruszył ramionami Piotr Gliński. – Nic ci nie będzie. Generalnie założysz czarne okulary i ogłosisz stan wojenny.