W wydaniu

Zdrajców mamy dzisiaj podanych na tacy

Całkiem niedawno pisałem, że jedynym plusem wojny hybrydowej wydanej...

Zemsta Berlina

Premier Mateusz Morawiecki rozpoczął posiedzenie rządu, siedząc wygodnie w fotelu...

Wojna w Las Vegas

W tym tygodniu Polska była rozpolitykowana do granic możliwości,...

Czas do wariatkowa, profesorku Sadurski

Profesorek Wojciech Sadurski w swoim lewackim móżdżku ubzdurał sobie, że...

Kto chce wojny secesyjnej w USA?

Czyż nie jest głupotą krzyczenie, że muszą się zaszczepić,...

TO NIE JEST BAJKA…

Nie wszystkie nastolatki chcą się pogodzić z racjami rodziców....

Uwaga, dywersant!

Bartosz T. W. przedstawia się jako „wicenaczelny” brudnej gazety....

Wielki wstęp do tyranii

Nie ma już znaczenia, jaki pretekst zostanie wybrany do...

Koniec polityki ustępstw?

Do Brukseli powinien pójść sygnał: albo się cofniecie, albo...

Wielki Kabaret Październikowy

Niedziela jak niedziela, plac Zamkowy jak plac Zamkowy, bez...

Czerwone psy Albionu

Najgłośniejszym wydarzeniem ubiegłego tygodnia było aresztowanie na lotnisku Heathrow i odesłanie do Polski publicysty oraz pisarza Rafała Ziemkiewicza. Aresztowanie to nie było spowodowane popełnieniem czynu zabronionego prawem, ale przeprowadzono je na skutek donosu, że Ziemkiewicz ma niewłaściwe poglądy polityczne. Tak, tak, takich właśnie czasów dożyliśmy, że państwo szczycące się Hyde Parkiem, nie wpuszcza pisarza oskarżonego przez neomarksistów o myślozbrodnię.

Ostatnio obliczyłem, że z Rafałem Ziemkiewiczem znamy się już 45 lat, bo chodziliśmy jeszcze do tej samej klasy w szkole podstawowej. Potem należeliśmy razem do klubu miłośników fantastyki, zakładaliśmy grupę literacką „Trust” oraz będący jej następcą „Klub Tfurcuf”, spędziliśmy dziesiątki godzin na dyskusjach o fantastyce i, szerzej, o literaturze, ale także o sprawach społecznych i politycznych. Rafał, zawsze od kiedy pamiętam, miał poglądy nie tylko patriotyczne i katolickie, ale przede wszystkim zdroworozsądkowe. Warto przecież przypomnieć, że przez całe lata ściśle współpracował z Januszem Korwinem-Mikke w czasach kiedy, dawno, dawno temu, Korwin-Mikke był czymś więcej, niż jest dzisiaj, a więc czymś więcej niż tylko oszalałym „strasznym dziaduniem”, wygłaszającym peany na cześć pedofili, obrażającym kobiety, niepełnosprawnych czy ofiary przestępstw. W czasach kiedy Ziemkiewicz pełnił ważne funkcje w Unii Polityki Realnej i był jednym z najbardziej popularnych publicystów „Najwyższego Czasu”, należał do środowiska najtrzeźwiej patrzącego na dokonujące się w Polsce zmiany, niedającego się zwodzić ekonomicznym i politycznym bajkom oraz walczącym z wszechpotężną cenzurą, starającą się wykluczyć z dyskusji publicznej każdego, kto nie prezentował poglądów tak zwanego salonu (w skrócie mówiąc: środowiska wydawnictwa Agora). Po napisaniu kilku książek z gatunku nazywanego social fiction, Ziemkiewicz poświęcił się już niemal wyłącznie publicystyce politycznej. Napisał kilka znakomitych książek w tym niezapomniane „Michnikowszczyznę” oraz „Polactwo” (a tytuł tej ostatniej wszedł już na stałe do języka potocznego). Rafał przy całej ostrości widzenia spraw społeczno-politycznych oraz umiejętności mocnego i jasnego wyrażania opinii, nigdy i w najmniejszym stopniu nie stawał na pozycjach antysemickich, nie mówiąc już o sprzyjaniu faszyzmowi. Sam zresztą mówił, że umieszczenie go przez neomarksistów na „czarnej liście” polskich antysemitów było dla niego wyróżnieniem, ponieważ do tej pory środowiska nacjonalistyczne umieszczały go na „czarnych listach” Żydów…