W wydaniu

Zdrajców mamy dzisiaj podanych na tacy

Całkiem niedawno pisałem, że jedynym plusem wojny hybrydowej wydanej...

Zemsta Berlina

Premier Mateusz Morawiecki rozpoczął posiedzenie rządu, siedząc wygodnie w fotelu...

Wojna w Las Vegas

W tym tygodniu Polska była rozpolitykowana do granic możliwości,...

Czas do wariatkowa, profesorku Sadurski

Profesorek Wojciech Sadurski w swoim lewackim móżdżku ubzdurał sobie, że...

Kto chce wojny secesyjnej w USA?

Czyż nie jest głupotą krzyczenie, że muszą się zaszczepić,...

TO NIE JEST BAJKA…

Nie wszystkie nastolatki chcą się pogodzić z racjami rodziców....

Uwaga, dywersant!

Bartosz T. W. przedstawia się jako „wicenaczelny” brudnej gazety....

Wielki wstęp do tyranii

Nie ma już znaczenia, jaki pretekst zostanie wybrany do...

Koniec polityki ustępstw?

Do Brukseli powinien pójść sygnał: albo się cofniecie, albo...

Wielki Kabaret Październikowy

Niedziela jak niedziela, plac Zamkowy jak plac Zamkowy, bez...
Strona głównaWarszawska GazetafelietonyNIEMIECKI ZAKONNIK, POLSKI BŁOGOSŁAWIONY

NIEMIECKI ZAKONNIK, POLSKI BŁOGOSŁAWIONY

Błogosławiony Anicet Kopliński (Koplin) był jednym z cichych pomocników Pana Boga. Świat usłyszał o nim za sprawą świętego dziś papieża Jana Pawła II, który beatyfikował go obok innych 106 męczenników II wojny.

Ziemskie życie Wojciecha – takie imię otrzymał Anicet podczas chrztu – rozpoczęło się w 1875 r. w granicznej miejscowości Prus Wschodnich Preußisch-Friedland (dziś Debrzno).

Spełnione śluby
Był najmłodszym z dwanaściorga rodzeństwa. Wychował się w rodzinie katolickiej, co było powodem częstych kontaktów rodziny z zamieszkującą okolicę polską wspólnotą. We wczesnej młodości zapadł na zagrażającą życiu chorobę. Ślubował wtedy Bogu, że jeśli wyzdrowieje, zostanie zakonnikiem. 23.10.1893 r. wstąpił do nowicjatu Braci Mniejszych Kapucynów w Sigolsheim w Alzacji. Otrzymał imię Anicet (Niezwyciężony). Śluby wieczyste złożył w 1897 r., a święcenia kapłańskie przyjął trzy lata później. Swoją kapłańską posługę rozpoczął o. Anicet w Dieburgu, a kontynuował w zagłębiu Ruhry, gdzie był m.in. z racji znajomości j. polskiego opiekunem pracujących tam Polaków. W 1918 r. przełożeni poprosili o. Aniceta o pomoc w reorganizacji zakonu w Warszawie i odbudowie życia duchowego. W zniszczonym zaborami kraju było to trudne zadanie, głównie za sprawą dużej liczby ludzi ubogich i bezdomnych, potrzebujących pomocy.

Jałmużnik Warszawy
Tej misji podjął się o. Anicet i stał się jałmużnikiem Warszawy. Widywali go ludzie, jak boso lub w sandałach wędrował od domu do domu, prosząc o datek. Wiedzieli, że nigdy nie prosił dla siebie. Wkrótce nazywano go „Świętym Franciszkiem z Warszawy”. W 1928 r. posługiwał o. Anicet ok. 11 tys. bezrobotnym i bezdomnym, osiedlonym przez władze w podstołecznym Annopolu. Warszawscy kapucyni zorganizowali dla nich kuchnię, która wydawała dziennie 8 tys. posiłków. Środki na jej funkcjonowanie pozyskiwał o. Anicet według specjalnego systemu: datki rzeczowe i pieniężne od stałych ofiarodawców, zdeklarowanych na darowizny: raz w tygodniu lub raz w miesiącu. Miał też dobrodziejów wśród wysokich urzędników państwowych, znanych aktorów, malarzy. W celu pozyskania środków nie wahał się wykorzystać swojej siły fizycznej – od dzieciństwa dwa razy dziennie trenował podnoszenie ciężarów. Podczas zabaw ludowych podnosił ciężkie stoły, po czym zbierał do swojej piuski pro pauperibus. Ojciec Anicet nigdy nie odmówił posługi umierającym. Ubogim zmarłym organizował pogrzeb, prowadził kondukt. Potrafił przy tym tak zanurzyć się w modlitwie, że mijał wejście na cmentarz, podczas kiedy orszak skręcał do grobu.

Spowiednik biskupów
Ojciec Anicet, choć lubił głosić kazania, wolał spowiadać. Posługiwał w konfesjonale przed i po porannej Mszy św. oraz wieczorem, po kweście. Kapłanów pouczał nie po polsku, a po łacinie. Był spowiednikiem wielu biskupów, m.in.: Gawliny, kard. Kakowskiego, nuncjusza apostolskiego Achillesa Ratti, późniejszego Piusa XI. Częstą pokutą, którą zadawał, było złożenie datku na rzecz ubogich. Kard. Kakowskiemu polecił np. ofiarować ubogiej rodzinie wóz węgla. Znana była historia warszawskiego policjanta, którego o. Anicet spowiadał. Mężczyzna, mimo kilku nauk nie zaprzestał agresji wobec żony i dzieci. Ojciec zastosował wobec niego niestandardową, ale skuteczną terapię. Po kolejnej spowiedzi, zaprowadził go do zakrystii, złapał za pasek od spodni, uniósł w górę i krzyknął: „Widzisz, co ja mogę z tobą zrobić? A co dopiero zrobi ci Bóg, jeśli nie przestaniesz być tak porywczy?”.

Polski męczennik
Ojciec Kopiński był obywatelem Niemiec, jednak w latach 30. przyjął obywatelstwo polskie i spolszczył swoje nazwisko. Zrobił to w geście solidarności z Polakami, przeciw polityce Hitlera. W drugim tygodniu wojny wrócił o. Anicet do posługi ubogim, świadom, że z każdym dniem przybywa potrzebujących, także szukających schronienia Żydów. Pomagał wszystkim. W czerwcu 1940 r. wezwany został wraz z gwardianem o. Innocentym Hańskim na gestapo. Przesłuchujący ojca SS-man zapytał, czy ktoś w klasztorze czyta prasę podziemną. Zakonnik odpowiedział twierdząco i dodał: „po tym, co Hitler robi w Polsce, wstydzę się, iż jestem Niemcem”. 28 czerwca 1941 r. Niemcy weszli do klasztoru. Aresztowali o. Aniceta i jego 20 współbraci. Zawieziono ich na Pawiak, skąd po bestialskim śledztwie 3 września 1941 r. przewieziono do KL Auschwitz. Ojciec Kopliński cierpiał w milczeniu i modlitwie. Zginął śmiercią męczeńską 16 października 1941 r., prawdopodobnie zasypany w dole z wapnem. Z dwudziestu aresztowanych w Warszawie ojców kapucynów zginęło w Auschwitz jedenastu.