W wydaniu

Zdrajców mamy dzisiaj podanych na tacy

Całkiem niedawno pisałem, że jedynym plusem wojny hybrydowej wydanej...

Zemsta Berlina

Premier Mateusz Morawiecki rozpoczął posiedzenie rządu, siedząc wygodnie w fotelu...

Wojna w Las Vegas

W tym tygodniu Polska była rozpolitykowana do granic możliwości,...

Czas do wariatkowa, profesorku Sadurski

Profesorek Wojciech Sadurski w swoim lewackim móżdżku ubzdurał sobie, że...

Kto chce wojny secesyjnej w USA?

Czyż nie jest głupotą krzyczenie, że muszą się zaszczepić,...

TO NIE JEST BAJKA…

Nie wszystkie nastolatki chcą się pogodzić z racjami rodziców....

Uwaga, dywersant!

Bartosz T. W. przedstawia się jako „wicenaczelny” brudnej gazety....

Wielki wstęp do tyranii

Nie ma już znaczenia, jaki pretekst zostanie wybrany do...

Koniec polityki ustępstw?

Do Brukseli powinien pójść sygnał: albo się cofniecie, albo...

Wielki Kabaret Październikowy

Niedziela jak niedziela, plac Zamkowy jak plac Zamkowy, bez...

Wojna w Las Vegas

W tym tygodniu Polska była rozpolitykowana do granic możliwości, a Tusk i dowodzona przez niego zgraja dorzucali wyjątkowo gorliwie do kotła plemiennej nienawiści. Na przekór temu, postanowiłem dzisiaj opowiedzieć Państwu o boksie. I to nie o takim politycznym, ale o prostym, zwyczajnym i poczciwym, w którym dwóch facetów wypuszczonych na ring zawzięcie okłada się po twarzach.

Od czasów triumfów Andrzeja Gołoty każdy Polak jest specjalistą od wagi ciężkiej, tak jak od czasów epidemii koronawirusa każdy Polak stał się specjalistą od wirusologii, genetyki i mikrobiologii (zwłaszcza ci, którzy nauki pobierali na uniwersytecie Google’a, a profesurę zrobili na YouTubie). Jako Polska nie jesteśmy niestety bokserską potęgą w wadze ciężkiej, jednak nazwiska, takie jak wzmiankowany już Gołota czy jak Tomasz Adamek powinien kojarzyć każdy. Ci, którzy interesują się sportem nieco bardziej, mogą znać również Izu Ugonoha, Artura Szpilkę, Mariusza Wacha lub Adama Kownackiego. I właśnie Kownacki był ostatnimi dniami w centrum zainteresowania rodzimych kibiców, gdyż co prawda nie bił się o żadne trofeum, ale miał do stoczenia poważny pojedynek z poważnym rywalem, który to pojedynek mógł albo leciutko odemknąć mu furtkę do wielkiej kariery, albo furtkę tę zatrzasnąć. Niestety sympatyczny Polak dostał straszliwy łomot od Roberta Heleniusa, fińskiego zawodnika, nazywanego Nordyckim Koszmarem. Porażka była tym przykrzejsza, że po pierwsze miała miejsce na wielkiej gali, oglądanej na całym świecie, po drugie była to kolejna klęska z tym samym bokserem. W dodatku Helenius nigdy nie był wielkim mistrzem, najlepsze bokserskie lata ma za sobą i w zasadzie wybierał się już na emeryturę.