W najnowszym wydaniu:

01

Kto chce polexitu?

Teoretycznie nikt – ani PiS, ani „totalna opozycja”, ani Bruksela. Może się jednak stać tak, że pod wpływem społecznego ciśnienia ten polexit wybuchnie wszystkim zainteresowanym w twarze niczym odbezpieczony granat. Wraz z rosnącymi kosztami życia wymuszonymi przez unijną politykę klimatyczną oraz coraz dalej posuniętymi ingerencjami w nasze wewnętrzne sprawy, do Polaków zacznie docierać, że Unia to nie jest dobry wujek, lecz bezwzględny kolonizator – a wtedy obecny euroentuzjazm stopnieje jak wiosenne śniegi.

I. Koniec tabu
Spór na linii Polska – Unia Europejska przyniósł co najmniej jeden pozytywny efekt: polexit znalazł się w centralnym punkcie publicznej debaty. Debaty prowadzonej na razie wprawdzie w skrajnie głupi sposób, ale już samo wprowadzenie kwestii dalszego członkostwa Polski w Unii Europejskiej do powszechnego obiegu jest korzystne, bowiem przełamuje tabu i „oswaja” ten temat w społecznej świadomości. Dokładnie tak samo było z brexitem – coś, co początkowo egzystowało na politycznym marginesie, z czasem przedarło się do mainstreamu i zaczęło żyć własnym życiem, by finalnie doprowadzić do wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. U nas podobnie – postulat polexitu formułowały dotąd m.in. środowiska narodowe, izolowane na politycznej scenie „kordonem sanitarnym” i etykietowane z jednej strony przez lewicowo-liberalne salony metką „faszystów”, a z drugiej okrzyknięte przez prawicową konkurencję z PiS i przychylne tej partii media mianem „ruskich agentów”. Dogmatem natomiast był prostacki manicheizm spod znaku, że jak nie Unia Europejska, to zaraz pożre nas putinowska Rosja.