W wydaniu

Krzesło

Każdy ma w domu. Krzesła są dziś robione we...

Niezwykła historia sześciu rozbitków z Ata

Powieść angielskiego pisarza, laureata nagrody Nobla Williama Goldinga „Władca...

Największa tajemnica Francji – człowiek w żelaznej masce

Natychmiast po jego śmierci, całe wyposażenie celi zostało spalone,...

Średniowieczne zombiaki. Kiedy ciała wstawały z grobu

Średniowieczne źródła podają różne sposoby radzenia sobie z niespokojnymi...

Jak komuniści walczyli ze świętością

Jedna z wersji głosi, że po wystosowanym przez polskich...

ORP „Burza” na wodach II wojny

ORP „Burza” nie tylko przetrwał wojnę, ale przepłynął naprawdę...

Pociąg pancerny „Śmiały” – niezdobyta forteca polska

Pierwsze pociski „Śmiałego” trafiły w cysterny, powodując wybuchy paliwa. Zapłonęły...

Powstanie na półwyspie Shimabara, czyli japońska walka o wiarę

Doprowadzeni do ostateczności mieszkańcy półwyspu Shimabara i archipelagu Amakusa...

700 mln euro nagrody za atak na Polskę

Komisja Europejska poinformowała, że przekaże Białorusi 700 mln euro na...

O, Mława!

Do kwatery głównej Totalnej Opozycji wszedł zdyszany poseł Michał...

Kroniki tygodniowe: ziarna i plewy

Obejrzałem „Wesele 2”. Wojciech Smarzowski zrealizował film plugawy i antypolski. „Pokłosie” Pasikowskiego to przy agitce Smarzowskiego obraz delikatny i wysublimowany. Wojtek Smarzowski przestał zasługiwać na szacunek, stał się osobą pokroju Jerzego Urbana. Podobnie – trudno o szacunek dla aktorów, którzy przy tej produkcji z nim kolaborowali.

Na seans filmu „Wesele” szedłem wiedząc, czego można się spodziewać: wcześniej przeczytałem kilka recenzji i streszczeń. A jednak film mnie zaskoczył, nie wiedziałem, że można tak bardzo nienawidzić własnego narodu i tak bardzo go plugawić. Na dodatek pod względem artystycznym jest to zwyczajna chała. Jakby reżysera w ogóle nie interesowało zrobienie dobrego filmu.

Wojtek Smarzowski od samego początku pokazywał Polaków od najbrzydszej strony: wulgarnych, zanurzonych i odurzonych w morzu wódy, uprawiających zwierzęcy seks. Tak było w debiutanckim „Weselu”, tak było w kolejnych jego filmach: „Dom zły” i „Drogówka”. Problem ze Smarzowskim pozostawał taki, że jednak miał wyczucie filmowej roboty, nie jest tylko sprawnym „sieczkarzem”. A kiedy uciekał od współczesności i brał się za kino historyczne – wyszedł mu jeden dobry, poruszający, choć brutalny, film „Róża” oraz epicki fresk filmowy na miarę dzieł Jerzego Hoffmana, czyli „Wołyń”.