W wydaniu

Polska kontra Bruksela decydujące starcie

Na dłuższą metę nasza „suwerenność” jest z obecnością w...

U KRÓLA JANA NA PODWÓRKU

Na dziedzińcu Zamku Królewskiego na Wawelu piwa raczej nie...

Imposybilizm, czyli państwo ogólnej niemożności

Skoro jakieś mechanizmy się nie sprawdzają, przepisy są nieżyciowe...

Co z reparacjami od Niemiec?

Przeszło 60 proc. Polaków, popierających domaganie się reparacji wojennych od...

Katolicki wielki reset

Ostatnio przeprowadziłem kilka rozmów ze znajomymi księżmi z różnych środowisk....

POGOŃ LWÓW: LEGENDA I WSPÓŁCZESNOŚĆ

Żeby Pogoń Lwów miała zabezpieczony spokojny byt i działanie...

Nadchodzi kontrrewolucja w edukacji? Koniec dominacji lewicy!

W ostatnim czasie jesteśmy świadkami narodzin wielu projektów, które inicjują...

Gdzie żołnierzy naszych kwiat?

Jednym z kilku problemów, które – według moich zawiedzionych głęboko nadziei...

Wiara w czasach zarazy

Czy za kilka, kilkadziesiąt lat będzie jeszcze komu chodzić...

Latający Cyrk Monty Owsiaka

Trudno zrozumieć „fenomen Owsiaka” i jego Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy...
Strona głównaPolska NiepodległaPolska kontra Bruksela decydujące starcie

Polska kontra Bruksela decydujące starcie

Na dłuższą metę nasza „suwerenność” jest z obecnością w UE nie do pogodzenia i pora wreszcie przyjąć to do wiadomości. Zmontowanie sojuszu niepodległościowych ugrupowań w PE może obecną tendencję co najwyżej opóźnić i dać nam chwilę na przygotowanie się do polexitu, ale odbudowa „Europy Ojczyzn” jest mrzonką – i to również należy wreszcie sobie uświadomić. Czas na powstrzymywanie federalistów był wcześniej, teraz możemy co najwyżej myśleć, jak wymiksować się z eurokołchozu możliwie najmniejszym kosztem. Im dłużej będziemy się łudzić, że uda się w Unii pozostać, nie stając się kolonią, tym ten koszt będzie większy.

I. Sześć lat wojny hybrydowej
„Chcesz zostać w Unii – szykuj polexit!” – tak można by, trawestując słynną rzymską maksymę, podsumować optymalną strategię, jaka powinna (i to od dawna) z naszej strony kształtować relacje na linii Warszawa–Bruksela. Nie chwaląc się, już ładnych kilka lat temu pisałem na łamach „Polski Niepodległej” (a także w zaprzyjaźnionych „Warszawskiej Gazecie” i „Gazecie Finansowej”), że federacyjne tendencje, narastający ideologiczny obłęd oraz pogarszający się bilans finansowy i gospodarczy mogą sprawić, że dalsze członkostwo Polski w Unii Europejskiej może stać się zwyczajnie nieopłacalne, nie mówiąc już o związanych z wymienionymi wyżej procesami fundamentalnych zagrożeniach dla naszej suwerenności. Dlatego też apelowałem o przygotowanie zawczasu „mapy drogowej” na wypadek konieczności polexitu. Nie jest to może wielki tytuł do chwały, bo branie pod uwagę ewentualności, że z Unią trzeba będzie się pożegnać, było oczywistością dla każdego zdroworozsądkowo myślącego obserwatora – szczególnie po lekcji brexitu.