W najnowszym wydaniu:

JAK TO JEST ZABIJAĆ SWOICH?

Domaganie się całkowitego immunitetu dla koncernu w przypadku NOP, to kwestia wynikająca z roztropnego planowania, doświadczenia i dbałości o interesy firmy. Ale jest tu też element perfidii. Poszkodowane społeczeństwa, zmuszone są do przyjęcia preparatu, a potem płacenia za ewentualne powikłania.

„Blade Runner 2049” przedstawia świat po kataklizmie, po „blackoucie” (burzy słonecznej, czy po prostu sztucznie wywołanym powszechnym niedoborze energii elektrycznej), świat, w którym być może istnieją jakieś formy państwowości. Lecz zdaje się, że to korporacje są główną strukturą siłową. Ich siedziby – architektoniczna manifestacja mocy – mają przytłaczać, miażdżyć niewolników marzenia o jutrze. Owi niewolnicy to oczywiście androidy. „Blade Runner 2049” rozwija i pogłębia historię sprzed prawie czterdziestu lat i czyni to w sposób zaskakujący, lecz jak najbardziej koherentny z częścią pierwszą historii. Ciągłość jest organiczna, lecz na tyle dyskretna, że mogą ją niektórzy przeoczyć, włączając w to ortodoksyjnych fanów. O ile „Blade Runner” AD 1982 opowiadał o drodze androidów ku człowieczeństwu, to jego sequel przedstawia androidy już jako istoty ludzkie, rozpaczliwie broniące swego człowieczeństwa przed ludźmi, starszymi braćmi, którym ubzdurało się być bogami. Nieprzerwane pasmo sukcesów może skutkować obłędem, nawet obłędem zbiorowym. „Blade Runner 2049” to fantastyka głębokiego rozpoznania i bliskiego zasięgu. Czyli taka, która ekstrapoluje trendy już rozpoczęte i płynące tuż pod powierzchnią lub na krawędzi naszego pola widzenia.