W najnowszym wydaniu:

Cyber-dyktatura

Pragnąłbym przypomnieć, iż w rządowej „zamrażarce” od roku leży firmowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości projekt Solidarnej Polski. Mowa o ustawie o ochronie wolności słowa w Internecie, która pod groźbą wielomilionowych kar obligowałaby cyfrowych oligarchów do poszanowania praw swych użytkowników.

I. Cenzorski kartel
W ubiegłą środę Facebook usunął konto Konfederacji – ugrupowania notującego największe internetowe zasięgi. Dość powiedzieć, że jej facebookowy profil obserwowało ponad 670 tys. użytkowników, co w polskich warunkach, jeśli chodzi o partie polityczne, jest niekwestionowanym rekordem. Lecz co tam – taka „społeczność” w oczach decydentów z Facebooka najwyraźniej się nie liczy. Tradycyjnie administracja portalu nie pofatygowała się z uzasadnieniem – bo formułka o „naruszeniu standardów społeczności” i „złamaniu regulaminu dotyczącego informacji o COVID-19” nie jest żadnym wyjaśnieniem, dopóki nie poda się, które konkretnie materiały naruszały osławione „standardy społeczności” i w jaki sposób. Zresztą, polityka spod znaku „nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi” jest cechą charakterystyczną firmy Zuckerberga (podobnie jak innych internetowych gigantów) – i to nie tylko w Polsce. Najbardziej jaskrawym jej przejawem było zbanowanie Donalda Trumpa – wówczas wciąż jeszcze urzędującego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Była to ostentacyjna manifestacja władzy – bo skoro można w ten sposób potraktować przywódcę „wolnego świata”, to znaczy, że można uczynić to z każdym.