W najnowszym wydaniu:

Romantyczny powrót mafii

Marcin Najman to zawodnik sztuk walki, który uchodził przez lata za sportowe pośmiewisko i kogoś w rodzaju pociesznego wioskowego głupka, z którego przechwałek i następujących po nich żenujących klęsk wszyscy się serdecznie śmiali. Niestety, ten groteskowy bohater memów na naszych oczach przeistoczył się w cyniczną i naprawdę szkodliwą kanalię, usiłując publicznie budować romantyczny mit morderców, gwałcicieli, rabusiów i oszustów, czyli tak zwanej mafii pruszkowskiej.

Mafia działająca w Polsce w latach 90. była nie tylko wielkim zagrożeniem dla funkcjonowania państwa. To była zgraja bydlaków mordujących, gwałcących, okradających i szantażujących ludzi. Zabijali, handlowali narkotykami, handlowali żywym towarem, porywali w niewolę kobiety i sprzedawali je do domów publicznych, torturowali, ściągali haracze. Zastraszali zwykłych, niewinnych ludzi, grozili ich rodzinom. Rujnowali uczciwych obywateli, kradnąc im dorobek całego życia, doprowadzając firmy do upadłości, w późniejszym czasie zajęli się również na wielką skalę oszustwami podatkowymi. Mafie działające w Polsce, o czym wiele osób już nie pamięta, uprawiały swój przestępczy proceder przez długi czas niemal bezkarnie, mając wysoko postawione „wtyczki” w policji i prokuraturze oraz przekupując w czasie procesów (jeśli w ogóle do nich dochodziło) nie tylko lekarzy czy biegłych, ale również samych sędziów. Ba, jak zeznawał przywódca mafii pruszkowskiej, komuś z kancelarii Lecha Wałęsy zapłacono 150 tys. dol. za podpis prezydenta pod jego ułaskawieniem (chodziło o jednego z najgroźniejszych przestępców w Polsce, Andrzeja Zielińskiego, pseudonim „Słowik”). Czy te pieniądze z łapówki dostał sam Wałęsa (on sam temu stanowczo zaprzecza), czy też ówczesny prezydent został wykorzystany i oszukany przez własnych urzędników (podejrzewani byli ministrowie Lech Falandysz oraz Mieczysław Wachowski), którzy pieniądze zabrali dla siebie – tego pewnie nigdy się nie dowiemy.