W wydaniu

Katolicki wielki reset

Ostatnio przeprowadziłem kilka rozmów ze znajomymi księżmi z różnych środowisk....

Wiara w czasach zarazy

Czy za kilka, kilkadziesiąt lat będzie jeszcze komu chodzić...

NACJONALISTA KONTRA PROROK, CZYLI WYBÓR UKRAINY

Zapewne inaczej potoczyłaby się historia narodu ukraińskiego i stosunków...

Wrzawa nie tylko na Bliskim Wschodzie

Spoglądając na mapę obszaru postsowieckiego, ciężko nie dostrzec poszarpanych...

Łamanie ludzi

O zmianie podejścia do zasłania ust i nosa można napisać grubą...

AFA – Abstrakcyjny Felieton Aktualny

Dziś kurs ich – ściąć miliardy z UE!Wściek wsysa Borysa i rozpieraBudka...

Sędziowską Kastę toczy gangrena

Trzeba bić na alarm, ponieważ weszliśmy w Polsce w taki czas,...

Wielki Reset – teoria spiskowa czy agenda globalistów?

Wszelkie głosy mówiące o Wielkim Resecie, a więc w...

Wezwani do tablicy

Nie wiem, czy Państwo zauważyli, ale w ostatnim czasie zdecydowanie...

Kultura amerykańska wyklucza chrześcijan?

Przedmiotem ataków stały się chrześcijańskie organizacje charytatywne, w tym agencje...
Strona głównaPolska NiepodległaHistoriaKomuniści uhonorowani za życia

Komuniści uhonorowani za życia

Żeby zostać patronem ulicy jeszcze za swojego życia, nie trzeba było być wybitnym człowiekiem. W komunistycznej Polsce wystarczyło być członkiem kierownictwa władz komunistycznych. Chociaż i nawet za komuny zdarzało się, że żyjący patron tracił ulicę swego imienia.
To, że w czasach stalinowskich w wielu polskich miastach pojawiły się ulice nazwane pseudonimem największego zbrodniarza XX wieku, nie dziwi. Plac Stalina bądź też ul. Stalina były smutnym świadectwem podległości Polski Związkowi Radzieckiemu. Ulice wytypowane do tego, by nosić imię zbrodniarza wszech czasów, musiały być reprezentacyjnymi arteriami, a place najczęściej centralnymi placami w danym mieście. Przykładowo w Koninie mianem placu Stalina nazwano plac Zamkowy. Zdarzało się też, że Józef Stalin zostawał patronem tego samego placu, któremu kilka lat wcześniej patronował Adolf Hitler, jak to było w przypadku placu Kościuszki w Bytomiu.

Kult Stalina był odgórnie narzucony. I pewnie był on swego rodzaju wzorcem i wskazówką dla radnych miejskich rad narodowych, którzy kolejne ulice w swoich miastach nazywali od nazwisk krajowych dygnitarzy komunistycznych.
Takiego zaszczytu doczekał się chociażby Michał Rola-Żymierski, nazywany po wojnie marszałkiem Polski, żyjący w latach 1890-1989. Jego imieniem nazwana została jedna z reprezentacyjnych ulic w Siedlcach. Żymierski miał też swoje ulice m.in. w Pile, w Piechowicach czy też mniejszych miastach na Ziemiach Odzyskanych. Przetrwały one aż do czasu realizacji w 2017 r. słynnych przepisów dekomunizacyjnych, egzekwowanych przez Instytut Pamięci Narodowej, który wskazał Żymierskiego jako człowieka niegodnego upamiętnienia. IPN wskazywał, że Żymierski był agentem sowieckiego wywiadu, a po wojnie odpowiadał za deportację polskich patriotów do ZSRR.
Po ulicach swojego imienia mógłby się przechadzać, gdyby tylko chciał, Stanisław Radkiewicz (1903-1987), szef bezpieki w latach 1944-1954, a przez kolejne dwa lata minister Państwowych Gospodarstw Rolnych. Ulica Radkiewicza znajdowała się m.in. w Brzegu, a w jednym z budynków miało tam siedzibę miejscowe Towarzystwo Przyjaciół Żołnierza. W Dzierżoniowie szef bezpieki patronował wychodzącej z rynku ulicy, wiodącej w kierunku Piławy Dolnej i Ząbkowic Śląskich. Obecnie to ul. Ząbkowicka. W przypadku tego patrona nie trzeba było czekać na ustawę dekomunizacyjną. Po 1956 r. towarzysz Radkiewicz popadł w niełaskę i bez większego rozgłosu utracił patronat nad swoimi ulicami.
Jedną z czterech ulic przecinających w Kołobrzegu rzekę Parsętę jest ul. ppor. Edmunda Łopuskiego. Łączy ona kołobrzeską starówkę z częścią miasta położoną na lewym brzegu rzeki. Przy ulicy tej znajduje się kołobrzeski szpital oraz kryta pływalnia. W czasach Polski Ludowej była to ul. Józefa Cyrankiewicza (1911-1989), długoletniego premiera w latach 1952-1954 oraz 1954-1970.

Ciekawe informacje przynosi „Słownik nazw miejskich Jeleniej Góry”, który opracował Ivo Łaborewicz. Okazuje się, że w granicach obecnej Jeleniej Góry swoje ulice mieli m.in. w latach 1945-1951 Michał Rola-Żymierski, a także Edward Osóbka-Morawski w latach 1945-1948. Ten drugi w listopadzie 1948 r. musiał ustąpić Armii Czerwonej. Od 1993 r. jest to natomiast ul. Armii Krajowej.
Szczególnie uhonorowany był w tym mieście prezydent Bolesław Bierut. Od 27 lipca 1945 r. aż do lutego 1989 r. istniał w Jeleniej Górze pl. Bolesława Bieruta, przemianowany potem na pl. Niepodległości. Wcześniej, co niekoniecznie musi być zaskoczeniem, był to przez piętnaście lat Adolf-Hitlerplatz. Ale, na co warto zwrócić uwagę, oprócz placu Bieruta w Jeleniej Górze w latach 1945-1948 istniała także ulica nazywająca się ni mniej, ni więcej, tylko ul. Przy Placu Bolesława Bieruta. Formalnie włączona została potem do tego placu.
Nawiasem mówiąc w XX wieku oprócz Hitlera czy Bieruta za życia swoją ulicę w Jeleniej Górze otrzymał pisarz Czesław Miłosz. Stało się to w 1991 r., tuż przed jego 80. urodzinami. Była to jednak nowa ulica, więc nikt na tym nie stracił.
Przypadki, aby za życia pozbawiać komunistycznych dygnitarzy posiadania własnej ulicy, zdarzały się niezbyt często. O Radkiewiczu w Dzierżoniowie i o Żymierskim w Jeleniej Górze była już mowa. W ramach rozliczeń ze stalinizmem doświadczył też tego Konstanty Rokossowski (1896-1968), marszałek Polski i ZSRR, dwukrotny Bohater Związku Radzieckiego, a w czasach stalinowskich poseł na sejm PRL i wiceprezes Rady Ministrów. W 1956 r. jednak Rokossowski stracił stanowisko ministra obrony narodowej PRL i wkrótce wyjechał do swojej drugiej ojczyzny ‒ do Związku Radzieckiego. Do tego czasu był on patronem kilku reprezentacyjnych ulic w dużych polskich miastach. W Poznaniu ul. Rokossowskiego w 1956 r. przemianowana został na ul. Głogowską. To do dzisiaj jedna z najważniejszych ulic stolicy województwa wielkopolskiego. Zanim nadano jej imię Rokossowskiego, była to ul. marszałka Focha.

Najsłynniejszy deptak Sopotu, czyli ul. Bohaterów Monte Cassino, zwana jest potocznie Monciakiem. Mało kto już pamięta, że po II wojnie światowej aż do 1956 r. była to ul. Konstantego Rokossowskiego. Także w Gdańsku w 1956 r. pozbyto się ze spisu ulic peerelowsko-sowieckiego marszałka. Arterii nadano neutralnie brzmiącą nazwę Zwycięstwa, co mogło być kojarzone zarówno ze zwycięstwem komunizmu nad hitleryzmem, jak i z ówczesnym małym triumfem nad stalinizmem. Z ul. Rokossowskiego rozstał się też za komuny Białystok. Przemianowano ją na ul. Akademicką, gdyż powrót do dawnej nazwy, czyli ul. Wersalskiej, nie wchodził w grę ze względu na negatywne skojarzenia z francuską monarchią.
Nie wszędzie z Rokossowskim pożegnano się już w 1956 r., w będących wówczas samodzielnym miastem Cieplicach Śląskich usunięto go ze spisu ulic w 1958 r., ustanawiając w jego miejsce ul. Teatralną. Rokossowski był patronem tamtej ulicy przez siedem lat. Obecnie jest to Park Zdrojowy w Jeleniej Górze.
Ciekawa sytuacja miała miejsce w Wałbrzychu, gdzie komuniści stali się patronami kilku ulic tuż po II wojnie światowej, ale jeszcze przed nastaniem stalinizmu pozbawiono ich tych zaszczytów. Jak podawała ówczesna prasa, na początku lipca 1947 r. na plenarnym posiedzeniu Miejskiej Rady Narodowej w Wałbrzychu przemianowano ul. Michała Roli-Żymierskiego na ul. Świerczewskiego, ul. Osóbki-Morawskiego na ul. Bohaterów Getta, a pl. Bieruta na pl. Mieczysława Niedziałkowskiego. Co ciekawe, wydarzyło się to niedługo po wizytach Żymierskiego i Bieruta w Wałbrzychu. Ten pierwszy odwiedził stolicę zagłębia wałbrzyskiego 18 stycznia 1947 r., a Bierut 8 kwietnia 1947 r.

Czy uchwała odbierająca trzem komunistom ich wałbrzyskie ulice została wtedy wykonana? Być może nie, skoro gazeta „Słowo Polskie” w numerze z 31 stycznia 1948 r. podawała, że dworzec autobusowy PKS w Wałbrzychu znajdował się u wylotu ulic Słowackiego i Osóbki-Morawskiego. Przy okazji można wspomnieć o tym, że niewiele wcześniej, bo 5 lipca 1946 r. decyzją Miejskiej Rady Narodowej w Bytomiu przemianowany został ówczesny plac Czerwony, który odtąd stał się placem gen. Władysława Sikorskiego. W odróżnieniu jednak od moskiewskiego placu Czerwonego nie jest to reprezentacyjna przestrzeń, lecz miejski dworzec tramwajowy, skąd odchodzą tory w kilku kierunkach.