W najnowszym wydaniu:

01
Warszawska Gazeta

W rękach monopolu albo o potrzebie uboju sanitarnego

Nie trzeba będzie szkolić i zatrudniać nadzorców; sami dla siebie będziemy bezwzględnymi nadzorcami, co przetestowano w ciągu dwu lat „pandemii”, dając hipochondrykom, sadystom, tchórzom, ludziom prymitywnym, niewychowanym w żadnym dającym się rozpoznać tego słowa znaczeniu, pozór wyższości moralnej i szlachetności ich zachowań.

Nie chodzi o monopol spirytusowy, choć zapewne pojęcie to pojawiło się w świadomości wielu Czytelników pamiętających czasy Peerelu, i funkcjonujące powszechnie określenie utożsamiające monopol ze sklepem, w którym dominującym, jeśli nie jedynym, towarem była wódka. Ewentualnie jeszcze piwo i wina „patykiem pisane”. W tej sytuacji „w rękach monopolu” oznaczałoby wpaść głęboko, z niewielką nadzieją na wyleczenie, w nałóg alkoholowy. Jednak, jak wspomniałem, nie o ten rodzaj monopolu chodzi, tylko o inny – medialno-informacyjny. Choć efekt uzależnienia się od niego jest bardzo podobny do skutków „choroby alkoholowej”.