W najnowszym wydaniu:

Warszawska Gazeta

Meblowanie Europy na nowo

Wielokrotnie zachęcałem moich Czytelników do zdobywania informacji o toczącej się za naszą wschodnią granicą wojnie w oparciu o to, co o niej wiedzą i o czym mówią fachowcy, a więc żołnierze czynni i emerytowani oraz byli lub obecni oficerowie wywiadów państw. Wiedza fachowców pozwala dostrzec, że Ukraina prowadzi wojnę z Rosją bardzo mądrze i coraz silniej skłaniam się ku opinii, że wojna ta została bardzo precyzyjnie zaplanowana, a jej głównym celem jest zniszczenie rosyjskiej siły militarnej na dekady po to, żeby móc całkowicie przedefiniować europejski projekt polityczny. Wbrew jazgotowi mediów niemieckich w Polsce, to do naszego kraju po prośbie udają się kluczowi politycy Zachodu. Mieliśmy peregrynacje szefa CDU/CSU Friedricha Merza, konsultacje przeprowadzili zaniepokojeni Hiszpanie z premierem Pedro Sánchezem na czele. W miarę upływu czasu robię się coraz bardziej sceptyczny co do analiz różnego rodzaju geopolitycznych think tanków.

Większość tych analiz wzięła w łeb w związku z pandemią i wojną na Ukrainie. Ukraina okazała się mieć o wiele więcej ochoty do wojny z niepokonaną Rosją, niż miała mieć, Rosja okazała się mieć o klasę gorsze siły zbrojne, niż nam to opowiadano. Na tej wojnie poległa rosyjska myśl militarna, i dotyczy to zarówno poziomu strategii, jak i taktyki. Rosja przede wszystkim jednak upadła geopolitycznie i raczej się już nie podniesie. Dzisiaj o wiele więcej w naszej części świata waży Turcja jako kraj przewidywalny. Odbiciem zmiany w rankingach była słodka zemsta Erdoğana na Putinie, któremu turecki prezydent kazał sterczeć proszalnie na oczach globalnej publiczności.

Czekaliśmy na jakiś głośny pomruk Chin, a tymczasem Chiny siedzą jak trusia i zajmują się co czas jakiś zamykaniem na głucho swoich miast, nie tyle w związku z kowidem, ale nawet wspomnieniem o nim. Sam kowid to największy geopolityczny przegrany, bo po fali najpotężniejszej fali paniki, jaką pamiętam, przyszła kowidowa amnezja; kto wie, może ta amnezja to po prostu efekt „długiego kowida”?