W najnowszym wydaniu:

01
Warszawska Gazeta

Czas gorzkiej nauki dla Ukraińców

W maju „Unia” Europejska zadeklarowała 9 mld euro pomocy „makroekonomicznej” dla Ukrainy. Chodzi o to, że zniszczenia spowodowane na Ukrainie przez agresję rosyjską w zakresie infrastruktury są tak poważne, że jeśli nie podejmie się już teraz działań naprawczych, zaatakowane i niszczone systematycznie państwo utraci możliwość w miarę normalnego funkcjonowania. A wtedy nawet pomoc militarna nie pomoże.

Wojna ukraińska – mówiąc brutalnie – to dla całego świata możliwość przetestowania wszelkiej broni na największym poligonie, liczącym setki tysięcy kilometrów kwadratowych. To możliwość sprawdzenia na tym poligonie, jak będzie się można dobrać do skóry najbardziej agresywnemu i żarłocznemu państwu w historii świata: imperium rosyjskiemu – sowieckiemu – postsowieckiemu. Bo kiedyś na pewno trzeba będzie to zrobić. Rosja się nie zmieni i nie pójdzie w kierunku demokracji typu zachodniego! W tej sytuacji pomoc dla Ukrainy – wojskowa i jakakolwiek inna – nie jest aktem łaski czy dobroczynności, lecz obowiązkiem tych, co deklarują demokrację, prawa człowieka, wolność, tolerancję i Bóg wie co jeszcze. Te żałosne 9 mld euro, zważywszy na potencjał całej „unii”, nie powinny być pożyczką, lecz jednorazową pomocą – za to, że rosyjskie rakiety lecą na miasta ukraińskie, a nie do Warszawy, Kopenhagi, Sztokholmu czy Pragi. To naprawdę niewysoka cena!