W najnowszym wydaniu:

01
Warszawska Gazeta

Co każdy Polak wiedzieć powinien

Niezależnie od tego, kto stoi na czele rządu w Berlinie, stosunek do Polski jest niezmienny. Nie ma żadnego znaczenia, czy kanclerz jest z CDU, czy z SPD. Tak wczoraj, jak i dziś Niemcy robią wszystko, aby Polska nie stała się w pełni suwerennym państwem.

W 2005 r., wygłaszając orędzie o stanie państwa, Putin oświadczył, że:

– Rozpad ZSRR był nie tylko największą katastrofą geopolityczną XX w., ale również prawdziwym dramatem dla Rosjan.

Szczególnie dzisiaj, kiedy trwa wojna na Ukrainie, tamte słowa Putina są dosyć często przypominane jako dowód na neoimperialne zakusy Kremla i konsekwentne dążenie do odbudowy rosyjskiego imperium. Tyle że trzeba w tym kontekście cały czas przypominać, że nie tylko Putin uważał i uważa rozpad ZSRR za katastrofę. Niewiele osób wie, że także po drugiej stronie „żelaznej kurtyny”, gdzie podobno istniał tak zwany wolny świat pragnący nas wyzwolić spod kurateli Kremla, istniało państwo, które podzielało zdanie wygłoszone przez Putina w 2005 r. Z ujawnionych dokumentów niemieckiego MSZ pochodzących z 1991 r. i opublikowanych przez „Der Spiegel” jasno wynika, że ówczesny kanclerz Niemiec Helmut Kohl również upadek Związku Radzieckiego nazywał „katastrofą”. Mało tego, Kohl za wszelką cenę dążył do zapobieżenia ekspansji NATO na wschód. Oznacza to, że nie chciał, aby państwa byłego bloku wschodniego wybiły się na pełną suwerenność. Znając te fakty, trzeba sobie dzisiaj jasno powiedzieć, że symbol polsko-niemieckiego pojednania, jakim miały być odprawiona 12 listopada 1989 r. msza św. w Krzyżowej oraz uściski Kohla i Mazowieckiego po słowach „przekażcie sobie znak pokoju”, to był starannie wyreżyserowany propagandowy teatrzyk dla naiwnych.