W najnowszym wydaniu:

01
Warszawska Gazeta

Unijne superpaństwo – sen wariata albo powrót totalitaryzmu

Co jakiś czas powracają idee i postulaty stworzenia Unii Europejskiej jako swoistego superpaństwa: z jedną walutą, jednym bankiem centralnym, nadrzędnością Parlamentu Europejskiego i Komisją Europejską jako swoistym superrządem. Jest to albo sen wariata, albo – a wiele na to wskazuje – projekt wprowadzenia tylnymi drzwiami nowego lewackiego totalitaryzmu.

Największą wartością dla narodu jest posiadanie własnego, wolnego i niepodległego państwa. Prawdziwości tej tezy dowodzi zarówno historia, jak i teraźniejszość. Upadek komunistycznego totalitaryzmu i Związku Sowieckiego to w jakimś sensie festiwal radości z odzyskiwania i uzyskiwania suwerenności wielu państw. Na mapie Europy pojawiły się nowe kraje, których niezależność i tożsamość tłamsiło przez prawie pół wieku Imperium Zła.

Nad Bałtykiem niepodległość odzyskały trzy małe kraje: Litwa, Łotwa i Estonia. I nikt tam nie myślał ani przez chwilę o utworzeniu ich federacji albo budowie wspólnego państwa, choć być może z powodów ekonomicznych albo strategicznych byłoby to korzystne. Na podział i państwową odrębność zdecydowały się dwa bliskie narody, które posiadały przedwojenną tradycję jednego organizmu państwowego – mowa oczywiście o naszych sąsiadach z południa, którzy w 1993 r. zlikwidowali Czechosłowację i rozpoczęli życie w dwóch samodzielnych krajach.