W najnowszym wydaniu:

01
Warszawska Gazeta

Ofiara może więcej

Zaraz po wybuchu nowej wojny w ciągnącym się od ośmiu lat konflikcie między Ukrainą a Rosją rząd w Warszawie ogłosił embargo na rosyjski węgiel. Polska opracowała też najbardziej radykalny plan odejścia od rosyjskich węglowodorów (gaz, ropa naftowa), uznając, że handel z Rosją to finansowanie agresji na Ukrainę.

Władze warszawskie uznały również, że embargo wpłynie negatywnie na sytuację gospodarczą Moskwy. Po kilku miesiącach „polskich sankcji” żaden z dziennikarzy nie zadał pytania premierowi, w jaki sposób retorsje przełożyły się na perturbacje w gospodarce rosyjskiej. Sankcje działają, stwierdza uniżona wobec obozu „dobrej zmiany” prasa braci Klęczących oraz dziennikarzy „niezależnych” red. Sakiewicza. Sądząc po coraz wyższej inflacji i innych przejawach kryzysu społeczno-gospodarczego, działają na pewno w Polsce, ale pytanie, w jaki sposób działają w Rosji, nadal jest zasadne. Bo pozostające bez odpowiedzi.

Władze polskie nie chcą „krwawego” węgla, gazu i ropy. Nie wszyscy jednak wybrzydzają. I nie chodzi tu o Węgry, które spektakularnie odmówiły bojkotu rosyjskich węglowodorów, ale samą Ukrainę, przez którą cały czas płynie „krwawa ropa” z Rosji do krajów, które embarga nie wprowadziły. Ukraina nie brzydzi się krwi swoich obywateli. Tym bardziej nie brzydzi jej krew Ujgurów czy politycznych chińskich dysydentów, na rękach chińskich władz. Jak też łez tych obywateli Państwa Środka, którzy wypadli z obiegu systemu zaufania społecznego i stali się obywatelami drugiej kategorii.