W najnowszym wydaniu:

01
Warszawska Gazeta

Pod-Grzybki

Do Polski zawitał prezydent Erdoğan, który w drodze na spotkanie z Wołodymyrem Zełenskim wylądował na chwilę w Rzeszowie. Na lotnisku powitał go turecki ambasador oraz… polski wicewojewoda. Podkreślmy to: na spotkanie z przywódcą jednego z kluczowych państw NATO, niezwykle istotnym również w kontekście wojny na Ukrainie, nie pofatygował się nikt ze szczebla rządowego, chociażby minister spraw zagranicznych. Nie było o czym rozmawiać? Teraz, gdy ważą się losy naszego regionu? Z jakichś powodów przecież Erdoğan wybrał na postój właśnie Polskę, a nie np. Bratysławę. A ja podejrzewam, że w rządzie najzwyczajniej w świecie przestraszono się potencjalnego wrzasku opozycji, że „PiS brata się z dyktatorem” – i na wszelki wypadek postanowiono nie dawać „totalnym” pretekstu. I tak to się turla: wystarczy, że opozycja i jej media rozprują się, że „kupujemy krwawy węgiel od Putina” – i cyk, rząd wyskakuje przed szereg i wprowadza na własną rękę embargo, nie czekając na resztę Unii i nie licząc się z konsekwencjami; wystarczy, że „totalsi” podniosą jazgot, że „Kaczyński wyprowadza Polskę z Europy” – i PiS śpieszy z zapewnieniami, że dla naszej obecność w UE „nie ma alternatywy”, nie bacząc na to, że taka deklaracja tylko utwierdzi Brukselę w przykręcaniu nam śruby. To ja się pytam: kto w takim razie tutaj rządzi? Rząd czy opozycja? Leon czy jego dzieci?