W najnowszym wydaniu:

01
Warszawska Gazeta

Moskwa i Berlin stawiają na Tuska

Silny rząd w Warszawie, mocna pozycja gospodarcza Polski jest nie do przyjęcia i dla Rosji, i dla Niemiec. W ich planie Polska ma być zapleczem taniej siły roboczej, i rzeczywiście za rządów Tuska tak było.

Niemcy postawili na Tuska zaraz po 1989 r. Kongres Liberalno-Demokratyczny, którego liderem był Donald Tusk, na początku lat 90. otrzymał od niemieckiej CDU pożyczkę w wysokości 1 miliona marek. Tak przynajmniej twierdził Paweł Piskorski, a że sam był zaangażowany w budowanie lokalnych struktur KLD, to można zakładać, że wie, co mówi. Zagadką pozostaje, dlaczego Niemcy wybrali mało znanego polityka, ale widać mieli już wtedy informacje pozwalające im na stwierdzenie, że będzie dla nich użyteczny i łatwiejszy do sterowania niż całe zastępy innych. Od tamtej pory wektory polityki Platformy Obywatelskiej i samego Tuska wyznaczał Berlin. Przede wszystkim w relacjach z Rosją. Zgodnie z polityką Niemiec Tusk natychmiast po zajęciu stołka premiera zapowiedział reset stosunków polsko-rosyjskich i polsko-niemieckich. Jego słów, że rządzona przez niego Polska chce dialogu z Rosją taką, jaką ona jest, i że razem z Putinem dopilnuje, by nikt im piachu w szprychy nie sypał, nie sposób zapomnieć.