W najnowszym wydaniu:

01
Warszawska Gazeta

Po co Putinowi zniszczone gazociągi?

Dlaczego Kreml zdecydował się na desperacki krok, niwecząc dwie dekady swoich dokonań? Dlaczego Putin uderzył w rosyjski budżet, podcinając gałąź, na której sam siedzi? Od początku wojny Europa zapłaciła Kremlowi za surowce 351 mld dol., a ceny gazu osiągnęły kosmiczny pułap.

Nie ma wątpliwości, że za wysadzenie w powietrze gazociągów Nord Stream 1 i 2 odpowiada Rosja. Dlaczego Kreml niszczy własną inwestycję wartą miliardy dolarów? Dlaczego uderza w eksport przynoszący gigantyczne dochody i jest fundamentem reżimu? Przyczyn jest kilka, na czele z rosnącą desperacją.

Rosja energetycznym hegemonem

Na początku lat 90. XX w. przyszły dyktator Rosji popełnił naukową dysertację. Ogłosił, że Rosja winna budować swoją pomyślność w roli globalnego, a przede wszystkim europejskiego, monopolisty energetycznego. Nie popisał się oryginalnością, powtarzając założenia sowieckiej doktryny Falina-Kwicińskiego. À propos, obaj uchodzili za polakożerców i germanofilów, a sama doktryna uznawała Niemcy za strategicznego partnera.

Z chwilą dojścia do władzy Putin rozpoczął wcielanie teorii w czyn. Zaczął od rabunku aktywów gazowo-naftowych jelcynowskim oligarchom, czego przykładem była grabież Jukosu Michaiła Chodorkowskiego. W ten sposób Kreml stał się jedynym właścicielem strategicznych bogactw oraz kluczowych rurociągów Rosji. Choć nie tylko, ponieważ następnym krokiem było zmonopolizowanie dostaw z państw posowieckich oraz przekierowanie dróg ich tranzytu do Europy przez własne terytorium. Ważną rolę w tym procesie odegrał Berlin, który sparaliżował unijne projekty alternatywnych tras przesyłowych z Kazachstanu, Azerbejdżanu i Turkmenistanu. Niemcy stanęły na czele opozycji wobec polskiej koncepcji Trójmorza.