W najnowszym wydaniu:

01
Warszawska Gazeta

Święty nieświęty

We współczesnych Indiach pamięć o Gandhim koegzystuje z pamięcią o innym wielbicielu rasy aryjskiej – Hitlerze. W kraju, w którym sprzedaż 5 tys. egzemplarzy wystarczy, aby zagwarantować umieszczenie tytułu na liście bestsellerów, „Mein Kampf” sprzedała się w ponad 100 tys. egzemplarzy w ciągu dziesięciu lat.

Strona HuffPost zauważa, że światowa opinia publiczna została nabrana na boskość Mahatmy Gandhiego. Deifikacja celowo przyćmiła przywódcę Hindusów jako człowieka. Został podniesiony go do rangi mesjasza XX w. przez europejskich i amerykańskich chrześcijańskich duchownych i misjonarzy, którzy chcieli przekuć mieszkańców Indii w chrześcijan, jak też wywyższony do rangi boga hinduskiego przez samych Hindusów. W ten sposób prawdziwe życie Gandhiego zostało przeoczone i zastąpione serią mitów religijnych, czytamy na HuffPost. Na przykład John H. Holmes, pastor unitariański z Nowego Jorku, chwalił Gandhiego w swoich pismach i kazaniach pod tytułami takimi jak „Gandhi: Współczesny Chrystus” i „Mahatma Gandhi: Największy człowiek od czasów Jezusa Chrystusa” (pamiętajmy, że unitarianie odrzucają boskość Pana Jezusa, traktując go jako człowieka). Krishnalal Shridharni ogłosił, że Gandhi jest „siódmą reinkarnacją Wisznu”. Sam twórca ruchu non-violence też nie pozostaje bez winy, bowiem znana jest jego zdolność do autokreacji i autopromocji. A podnoszenie oczywistości, że jest tylko człowiekiem, a nie bogiem, nie stanowiło jego mocnej strony.