W wydaniu

Sędziowską Kastę toczy gangrena

Trzeba bić na alarm, ponieważ weszliśmy w Polsce w taki czas,...

Wielki Reset – teoria spiskowa czy agenda globalistów?

Wszelkie głosy mówiące o Wielkim Resecie, a więc w...

Wezwani do tablicy

Nie wiem, czy Państwo zauważyli, ale w ostatnim czasie zdecydowanie...

Kultura amerykańska wyklucza chrześcijan?

Przedmiotem ataków stały się chrześcijańskie organizacje charytatywne, w tym agencje...

Czy potrafimy złamać hegemonię Niemiec

To jest ten moment, kiedy decyduje się przyszły, tym...

Wybory z czerwca 1989

Nie całkiem wolne wybory, które doprowadziły do nie całkiem...

Europejski fundusz odbudowy Niemiec

Przykład grecki należy potraktować jako poligon doświadczalny, a wyciągnięte z tego...

Lotnictwo Rosji – samolot Su-27

Obecnie podstawowym samolotem bojowym Rosji jest Su-27 oraz jego...

ULICA POHULANKA

Pohulanka – ta nazwa ma w sobie coś figlarnego i dynamicznego zarazem....

KAPLICA BARCZEWSKICH W REMONCIE

Nareszcie. Trwa remont kaplicy grobowej rodziny Barczewskich, zwanej również...
Strona głównaPolska NiepodległaCzy potrafimy złamać hegemonię Niemiec

Czy potrafimy złamać hegemonię Niemiec

To jest ten moment, kiedy decyduje się przyszły, tym razem europejski ład. Jeśli się podporządkujemy teraz, znacznie osłabimy swoją pozycję przetargową. To jest również moment politycznej decyzji Czech – mogą wycofać swój wniosek, a wtedy zabezpieczenia staną się bezprzedmiotowe. To jest również test intencji Niemiec – czy chcą partnerstwa, czy hegemonii gospodarczej, politycznej i kulturowej. Godzenie się na drugie, to godzenie się na zaszycie w worku z trupem, więc nieatrakcyjne. Ale jak zwykle, wybiorą Polacy.

Napisać, że sytuacja w Europie nie jest dynamiczna, to nie zauważyć kowidowej rewolucji, która zmieniła wszystko. Z punktu widzenia skuteczności dokonywania przemeblowania sytuacji geopolitycznej kowid jest równie skuteczny jak dwie wojny światowe. Po II wojnie premierem Wielkiej Brytanii, mocarstwa na papierze, został na sześciolatkę Clement Atlee, a dominującą globalną doktryną ekonomiczną został keynsizm. Keynsizm wynajdował kolejne upośledzone grupy, którym należały się prawa ekonomiczne, co w rezultacie doprowadziło do anarchii lat 60. i do kryzysu gospodarek wolnorynkowych w połowie lat 70. (odejście od systemu Bretton Woods, kryzys na rynku ropy, stagflacja). Świat Zachodu stanął nad przepaścią – reaganomika, thatcheryzm, szerzej: neoliberalizm, nie pomogły na długo, o czym wiemy dzisiaj, bo rzecz nie w tym, czy się obrabia bardziej czy mniej intensywnie, czy też się nie obrabia i czeka aż samo urośnie, ale w tym, co się obrabia albo co rośnie – marmur, kamień szlachetny czy to plastyczne, ale śmierdzące.


W kowidowych czasach prezydentem światowego mocarstwa, już tylko na papierze, został Joe Biden, a dominującą doktryną ekonomiczną ponownie keynsizm, tylko bardziej. Przybyło upośledzonych grup, które trzeba wspierać i pojawił się wróg, którego trzeba zniszczyć – chrześcijaństwo, w jego wymiarze instytucjonalnym, wspólnotowym, duchowym, intelektualnym. Zniszczenie chrześcijaństwa skutkuje restytucją pogaństwa, a w konkurencji między poganami liczy się jedno – siła. Pogański Zachód jest słaby, rozbity, zepsuty i głupi – na tym tle Azja jawi się jako wzór cnót społecznych, wartości, organizacji, hierarchii, skuteczności.
Moim zdaniem odwrotu nie ma, bo sprawy zaszły za daleko – karnym kolumnom Azji (na każdej płaszczyźnie życia) nie stawią czoła tabuny transwestytów i dewiantów (w sensie fizycznym, ale co gorsza – umysłowym). Intelektualny mainstream Europy nie mówi, ale bełkocze i pochrząkuje; stracił swoją najsilniejszą broń po duchowości – rozum i umiejętność wewnętrznej komunikacji.
Kilka lat temu wielu z nas, w tym również i ja, upatrywaliśmy nadziei w powrocie do przynajmniej pragmatyzmu w polityce. Nadzieją był antysystemowy prezydent Trump. Nadzieje okazały się płonne – Ameryka nie skorzystała z prawa do oporu, jakie daje jej konstytucja, w tym prawo do tworzenia zbrojnych milicji, stawiających opór władzy (poprawka druga), która łamie konstytucję, a ta łamie w całości pierwszą poprawkę do konstytucji USA, gwarantującą wolność wyznania, słowa, zrzeszania się.
Tyle, jeśli chodzi o skondensowane geopolityczne tło. Na tym tle należy oceniać wszystko, co dzieje się lub powinno dziać się w Polsce po to, abyśmy mogli myśleć o przetrwaniu. Strategicznie, przyjmując założenie końca cywilizacji Zachodu, należy opierać się dominującym w niej trendom duchowym i intelektualnym. To truizm. Tu przypomina mi się wspomnienie z niewoli sowieckiej po 17 września 1939 r. Otóż zanim doszło do decyzji o likwidacji uwięzionych, podejmowano próby ich indoktrynacji. Ta indoktrynacja była całkowicie nieskuteczna wobec słabo wykształconych – reagowali drwinami; wykształceni wdawali się w dyskusje. Państwowa, laicka (jeśli nie antyreligijna) i socjalistyczna (a więc klasowa, a nie narodowa) edukacja w II RP osłabiała odporność na fałsz, chociaż wpajała silne poczucie lojalności wobec państwa. Współczesna edukacja jest klasowa, ale i antypaństwowa, jeśli nie w jej curriculum, to ciągle w efektach nauczania. Na dodatek elity naukowe IV RP są w swoim najbardziej widocznym i krzykliwym nurcie antypaństwowe, antynarodowe i antyreligijne. A przede wszystkim są – znów odnoszę się do mainstreamu – potwornie słabe, daleko nie tylko poza globalnym podium, ale poza peletonem; ciągną się jak obozowe ciury w ogonie światowego wyścigu nauki.
Bez całkowitej zmiany systemu edukacji i szkolnictwa wyższego, system ten będzie znacząco utrudniał nam realizację celów strategicznych, czyli emancypację z Zachodu i stworzenie alternatywnego wzorca cywilizacyjnego, zdolnego oprzeć się procesom rozkładu. Tyle, że zmiany ewolucyjne trwają zbyt długo, a na kontrrewolucyjne jesteśmy ciągle jeszcze za słabi. Za słabi zewnętrznie, bo straciliśmy sojusznika w Ameryce. Owszem, USA są nieustająco zainteresowane geopolityczną współpracą, ale w narzucaniu światu czego? Wartości czy antywartości? Do narzucania antywartości nie powinniśmy przykładać ręki. Pierwsza gejowska w całości załoga obsługi wojskowego śmigłowca została w amerykańskiej armii właśnie utworzona, a amerykańska administracja wspiera aktywnie transpłciowość w armii, obiecując darmowe dawki hormonów i przywileje socjalne. Czy my też, pomiędzy Niemcami a Rosją, chcemy mieć taką armię? Jak postrzegać będą nas o wiele odporniejsze na trans-modernizację ludy wschodu? Potencjalni oponenci, a być może sojusznicy? Jesteśmy za słabi wewnętrznie, bo nie mamy państwowo- i narodowotwórczych elit naukowych, ale co gorsza, nie mamy klasy średniej. „Średniość” klasy średniej powinna polegać na konformizmie realizującym się w popieraniu siły własnego państwa i wewnętrznych więzi – międzypokoleniowych, bo dziedziczę; ponadklasowych, bo marksizm to rozkład, to śmierć.

Niemcy się uczą, a to, że powoli i że płacą potworną cenę, to ich problem. Nauczyły się na przykład tego, że Polski nie da się eksterminować ani biologicznie, ani cywilizacyjnie. Jeśli nie udało się w Poznańskiem, na Śląsku, podczas kolejnych okupacji, to znaczy, że się nie da. Paradoksalnie, szło nieźle tuż przed i tuż po wejściu do Unii, ale w sposób zawsze ich zadziwiający wajcha się przełożyła, a odrodzenie narodowe, nawet jeśli nie zakończone, z oporami, ale jednak trwa.


Polska rachityczna klasa średnia kształtowała się w postkomunistycznych latach 90. i okresu „wody w kranie”, a więc czasów politycznej i gospodarczej patologizacji życia. Ponownie – w swojej masie klasa średnia jest antynarodowa i antypaństwowa, a przede wszystkim niewyedukowana albo edukowana źle. Słychać zapiewajłów, powtarzających jak mantrę, że „klasa średnia motorem postępu”. Zależy jaka. Ta, która dzięki walorom charakterologicznym podnosi ogólny poziom jakości bytu narodowych mas, jest błogosławieństwem, ale ta, która mniej zaradnych w patologicznym otoczeniu uważa za plebs, a państwo polskie za żart, i marzy o tym, żeby się roztopić w jakiejś internacjonalistycznej magmie korzystających z życia, jest zawalidrogą – motorem społeczeństwa masowej emigracji, patologii, getta i slumsów.
To jest krajobraz wewnętrzny zakreślający możliwości działania i wyznaczający taktykę tego działania.
Prawdziwa polityka międzynarodowa polega na elastyczności taktycznej i umiejętności adaptacji do zmieniających się warunków. Strategicznie cele muszą być klarowne – odzyskanie całkowitej kontroli na wszystkimi dziedzinami życia, odbudowa życia religijnego (w Polsce wciąż jest to możliwe), intelektualnego, gospodarczego, państwowego – w tej kolejności.
Nasze warunki zmienił kowid. Nie mamy już oparcia w Ameryce, a nasz pogląd na jej kondycję powinien opierać się na liście 120 emerytowanych generałów armii i admirałów floty amerykańskiej. Ich Ameryka byłaby naszym sojusznikiem, ta obecna nim nie jest. NATO nie istnieje, bo poza wspólnotą duchowego i intelektualnego śmietnika, interesy Europy i Ameryki są strategicznie sprzeczne.
Dlatego musimy szukać innego taktycznego sojusznika na dziś. Odrzucając wszelkie mrzonki, przyzwyczajenia i osobiste niechęci – tym sojusznikiem mogłyby być Niemcy (przy spełnieniu warunków brzegowych), bo Niemcy mają z nami szereg interesów zbieżnych. Nie znaczy to – jeszcze raz podkreślę kapitalną różnicę – że współczesne Niemcy są naszym sojusznikiem strategicznym. Nie są.
Niemcy mają i to od zawsze, a więc od 1870 roku, potężny kłopot – dostęp do surowców i rynków zbytu; stąd dwie wojny. Tyle że pruskie myślenie bez polotu nie pozwoliło dostrzec, że w wojnach tych Niemcy wzięły udział w interesie nie swoim, ale Stanów Zjednoczonych. Na grzbiecie Niemiec USA zdetronizowały Wielką Brytanię w jej roli światowego hegemona. Ameryka w geście wdzięczności odbudowała Niemcy i zakreśliła ich rolę jako lidera powojennej Europy. Zezwoliła na odbudowę potencjału gospodarczego i na stworzenie wehikułu do zbudowania niemieckiej Europy, a więc Wspólnot Gospodarczych, potem Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej i w końcu Unii Europejskiej. Ameryka zezwoliła na zjednoczenie Niemiec i na gospodarcze zwasalizowanie Europy Środkowej, co więcej – Niemcy amerykańskimi rękami sięgnęły po schedę po nieboszczce Austrii w serii wojen bałkańskich w sekwencji: rozpad Jugosławii – wojna antyserbska. Jak haniebny był militarny udział w wojnie przeciw Serbii w ramach NATO, musiał Polakom ostatnio przypomnieć prezydent Czech Zeman podczas wizyty w Belgradzie.
Ale to na marginesie. W czasie ostatnich dwudziestu lat projekt niemiecki się zawalił. Euro, które miało ostatecznie pomóc ustalić, kto jest peryferiami, a kto centrum, doprowadziło do całkowitego bankructwa peryferiów. Polityka pozyskiwania nadmiaru siły roboczej w celu uzupełnienia niedoborów własnej, eufemistycznie nazywana multi-kulti („multi” w tym sensie, że jedni do szparagów, a drudzy do gabinetów), zakończyła się klęską, to znaczy: atomizacją społeczną. Pojawiła się rosnąca, coraz silniejsza roszczeniowa grupa antykulturowych rebeliantów, a w kontrze do niej niemiecka antysystemowa opozycja wewnętrzna. Rozpad więzi społecznych, patologizacja życia, ekstremizmy: marksistowski i nazistowski będą prowadziły Niemcy do chaosu. Wielka Brytania wycofała się ze wspólnych projektów, a Francja jest już pogrążona w głębokim chaosie. Niemcy nauczone doświadczeniami historycznymi na kolejną wojnę (zimną, gorącą), samotnie już się nie wybiorą. Stany Zjednoczone i Niemcy dzieli dziś głęboka nieufność, a słabnące Stany Zjednoczone, zajęte Pacyfikiem, nie są w stanie zagrozić powstawaniu lokalnych imperiów w Eurazji – Turcji, Iranu. Rosja staje sojusznikiem coraz bardzo problematycznym, odkąd, przynajmniej według mediów, nawet jej najbardziej sprawni zabójcy chrzanią wszystko, czego się dotkną (mieli zabić Skripala. Gebreva i Nawalnego, a dali się namierzyć i zidentyfikować).
Niemcy muszą szukać nowego sojusznika. Jeśli odpada zachód i południe, zostaje już tylko wschód. Niemcy się uczą, a to, że powoli i że płacą potworną cenę, to ich problem. Nauczyły się na przykład tego, że Polski nie da się eksterminować ani biologicznie, ani cywilizacyjnie. Jeśli nie udało się w Poznańskiem, na Śląsku, podczas kolejnych okupacji, to znaczy, że się nie da. Paradoksalnie, szło nieźle tuż przed i tuż po wejściu do Unii, ale w sposób zawsze ich zadziwiający wajcha się przełożyła, a odrodzenie narodowe, nawet jeśli nie zakończone, z oporami, ale jednak trwa.

Dla potrzeb odbudowy od podstaw trzeba mieć budżet, a więc najlepiej wziąć pożyczkę, którą ktoś inny spłaci, albo też nie trzeba będzie jej spłacać, bo nie będzie komu. Do wzięcia pożyczki, która zniknie, nadaje się euro, bo o drukowaniu euro decyduje Europejski Bank Centralny, czyli… Niemcy.


Co jest atutem Niemiec? Gospodarka i jej geostrategiczna siła, jej oddziaływanie, stworzony system łańcuchów dostaw, który efektywnie chroni Polskę i kraje bałtyckie, ale również większą część terytorium Ukrainy przed rosyjską ekspansją, a w pewnym sensie nawet polityczną infiltracją. Jaka jest perspektywa tej gospodarki? Nie jest to moja specjalność, ale wydaje się, że kulą u nogi całej gospodarki europejskiej jest problem innowacyjności. Wśród 100 największych globalnych firm software’owych nie ma ani jednej firmy niemieckiej, a jedynie 5 ma swoje siedziby w krajach Unii Europejskiej.
Co jest wartościowego w kulturze niemieckiej? Z tej wielkiej zostało niewiele; kto potrafi podać nazwisko współczesnego kompozytora niemieckiego na miarę Góreckiego czy Pendereckiego albo pisarza o światowej sławie? Niemiecka kultura popularna nie jest w stanie konkurować z anglosaską. Pozostaje solidność, sprawność organizacyjna, osiągnięcia naukowe.
Po polskiej stronie jest niezgoda na dominującą rolę Niemiec, ale partnerstwo taktyczne, jak sądzę, byłoby powszechnie akceptowane. Co najważniejsze – Polska to w opinii wielu przyszłe „drugie Niemcy”; stopniowe odsowietyzowanie umysłów odkrywa w Polakach ukryte talenty organizacyjne. „Drugie Niemcy” mogą być „Niemcami” komplementarnymi albo… konkurencyjnymi.
Założenie taktycznego sojuszu wymaga opisania ram ujętych w formie wzajemnych zobowiązań, wymaga również określenia taktycznego celu. Zacznijmy od celu – celem Niemiec jest uniknięcie gospodarczej i społecznej katastrofy kosztem innych, dotychczasowych unijnych przyjaciół, skoro stali się obciążeniem. Dla potrzeb odbudowy od podstaw trzeba mieć budżet, a więc najlepiej wziąć pożyczkę, którą ktoś inny spłaci, albo też nie trzeba będzie jej spłacać, bo nie będzie komu. Do wzięcia pożyczki, która zniknie, nadaje się euro, bo o drukowaniu euro decyduje Europejski Bank Centralny, czyli… Niemcy. Niemcy jednak mogą też opuścić euro i wrócić do narodowej waluty i pewnie zrobią to przed innymi. Niemcy mogą chcieć – i na to wskazuje podział funduszu pożyczek, żeby najwięcej środków wpompować we Wschód – słowem chcą mieć w drużynie najlepszego snajpera z Polski. Takie inwestycje, jak wiemy, się opłacają. Potem trzeba utrzymać innych w przekonaniu, że wszystko jest ok, a w odpowiednim momencie przestać być stroną zobowiązań. Zbankrutuje euro i EBC, a co to jest „euro” i EBC bez Niemiec? Dług staje się abstrakcyjny. W momentach przełomowych, a opętanie kowidowe to przełom, rewolucjoniści wietrzą swoją szansę na rebelię, a dłużnicy na odpuszczenie długów. Każdy chce w takiej sytuacji zostać na powierzchni, Niemcy też. Przypomnijmy sobie dramatyczną scenę z ekranizacji (sceny tej nie ma w powieści) „Ziemi obiecanej”: „Cała Łódź się pali, a pan się jeszcze nie palisz?”, pyta podekscytowany przedsiębiorca żydowski. Podekscytowany, a nie zrozpaczony, bo przezorny, więc ubezpieczony. Kiedy „fabryka”, a dziś cały świat się pali, jeden strzeli sobie w łeb, a inny odbierze odszkodowanie, a jeszcze inny będzie musiał ożenić się z brzydką Niemką. Kluczowe pytanie jest takie, czy jesteśmy ubezpieczeni, czy chcemy sobie jako naród palnąć w łeb, czy pozostaje Niemka brzydka, ale z posagiem?
Jaki powinny być warunki brzegowe takiej taktycznej współpracy?
Całkowita suwerenność ograniczona jedynie traktatem handlowym. Tylko to nam się opłaca. Dlaczego? Przy postępującej erozji Zachodu i przy założeniu cywilizacyjnego odrodzenia Polski staniemy się, wcześniej czy później, stroną silniejszą. Skąd założenie, że świat Zachodu będzie erodował? Bo najmądrzejsi ludzie widzieli to od dawna, a dzisiaj już tego tylko ślepi i głusi nie wiedzą, A skąd założenie, że Polska będzie się odradzać cywilizacyjnie? Stąd, że już dokonała olbrzymiego postępu od całkowitego nihilizmu lat 90., do społecznego konserwatyzmu obecnie. Trend będzie się umacniał w miarę, jak procesy cywilizacyjnej dekompozycji Zachodu będą się utrwalać i będą coraz bardziej spektakularne – widoczne gołym okiem. Pozostaje jeszcze demografia – i to jest problem, ale mamy szansę na ratunek w postaci wartościowej emigracji ze Wschodu oraz – już wkrótce – emigracji katolickich (a nawet ogólnie: chrześcijańskich) elit Zachodu, które będą prześladowane. Dekadę temu czynnikiem hamującym mógł być poziom życia, dekadę w przód już nie będzie. Turyści brytyjscy wracający z Polski jeszcze w roku 2019 pytali: „Po co Polacy wyjeżdżali? Z Rzeszowa do Luton?!”
I tu jest pierwszy problem. Elity niemieckie też to widzą i traktują jako zagrożenie – i słusznie: Niemcy nie chcą umierać, ale uwiąd jest nieodwracalny, czego dowodem ostatnia schizma niemieckich biskupów. Spełniła się przepowiednia Davili – Niemcy to uperfumowany trup, chociaż trup o tym nie wie. Jak mogą zapobiec wzrostowi znaczenia Polski? Niszcząc ją, nawet jeśli twierdzą, że nie niszczą, a „cywilizują”.
W piątek, 20 maja 2021 roku Niemcy zaatakowały. Atrapa ponadnarodowego sądu ‒ TSUE zdecydowała się na operację likwidowania polskiej energetyki. Po co? Żeby rozpocząć operację uzależniania jej od niemieckiej albo by niszczyć ją ekonomicznie, nakładając wielomilionowe kary. Nieprzypadkowo akcja likwidacji nastąpiła tuż po ogłoszeniu programu Nowego Ładu Zjednoczonej Prawicy.
To jest ten moment, kiedy decyduje się przyszły, tym razem europejski ład. Jeśli się podporządkujemy teraz, znacznie osłabimy swoją pozycję przetargową. To jest również moment politycznej decyzji Czech – mogą wycofać swój wniosek, a wtedy zabezpieczenia staną się bezprzedmiotowe. To jest również test intencji Niemiec – czy chcą partnerstwa, czy hegemonii gospodarczej, politycznej i kulturowej. Godzenie się na drugie, to godzenie się na zaszycie w worku z trupem, więc nieatrakcyjne. Ale jak zwykle, wybiorą Polacy.