W wydaniu

Sędziowską Kastę toczy gangrena

Trzeba bić na alarm, ponieważ weszliśmy w Polsce w taki czas,...

Wielki Reset – teoria spiskowa czy agenda globalistów?

Wszelkie głosy mówiące o Wielkim Resecie, a więc w...

Wezwani do tablicy

Nie wiem, czy Państwo zauważyli, ale w ostatnim czasie zdecydowanie...

Kultura amerykańska wyklucza chrześcijan?

Przedmiotem ataków stały się chrześcijańskie organizacje charytatywne, w tym agencje...

Czy potrafimy złamać hegemonię Niemiec

To jest ten moment, kiedy decyduje się przyszły, tym...

Wybory z czerwca 1989

Nie całkiem wolne wybory, które doprowadziły do nie całkiem...

Europejski fundusz odbudowy Niemiec

Przykład grecki należy potraktować jako poligon doświadczalny, a wyciągnięte z tego...

Lotnictwo Rosji – samolot Su-27

Obecnie podstawowym samolotem bojowym Rosji jest Su-27 oraz jego...

ULICA POHULANKA

Pohulanka – ta nazwa ma w sobie coś figlarnego i dynamicznego zarazem....

KAPLICA BARCZEWSKICH W REMONCIE

Nareszcie. Trwa remont kaplicy grobowej rodziny Barczewskich, zwanej również...
Strona głównaPolska NiepodległaPodhorce – pałac nad pałacami

Podhorce – pałac nad pałacami

Żeby zobaczyć dwa najpiękniejsze polskie zamki, trzeba opuścić granice współczesnej Polski i udać się na teren obecnej Ukrainy. Bo za najpiękniejsze wzniesione przez Polaków zamki uznać należy twierdzę w Kamieńcu Podolskim oraz pałac forteczny w Podhorcach. Zatem – naprzód, kierunek: Podhorce!

Ukraińcy używają nazwy „Złota Podkowa Lwowa”, określając nią trzy zamki położone w pobliżu tego miasta: w Olesku, Złoczowie i Podhorcach właśnie. Wszystkie trzy kojarzą się z Janem III Sobieskim, który urodził się w Olesku, a w Złoczowie miał swoją ulubioną letnią, „wypoczynkową” rezydencję. Zamek w Podhorcach wybudowali Koniecpolscy, najdłużej władali nim Rzewuscy, jednak był on również własnością Sobieskich – w darze otrzymał go syn zwycięzcy spod Wiednia, królewicz Jakub.
Podhorce leżą około 90 kilometrów od Lwowa – w bezpośrednim sąsiedztwie Oleska, więc obie fortece warto zwiedzić za jednym zamachem. Jeżeli jesteśmy uczestnikami zorganizowanej wycieczki, nie ma problemów, na miejsce zawiezie nas autokar. Jeśli do Lwowa wybraliśmy się indywidualnie, to chcąc dostać się do Podhorców, musimy dysponować własnym samochodem. Jedziemy trasą na Kijów. Ta droga jak na ukraińskie warunki jest wyśmienita, bez dziur, na niektórych odcinkach czteropasmowa. Najpierw po prawej stronie ujrzymy zamek w Olesku, widoczny już z daleka, stojący na wzgórzu. Potem widać też zamek w Podhorcach – nazwa tej wsi wywodzi się najprawdopodobniej od słowa „pod horą”, czyli pod górą. Kiedy wjeżdżamy do samego zamku, czujemy się na moment jak na górskiej serpentynie. Piszącemu niniejsze słowa droga ta skojarzyła się z wjazdem na Kubalonkę od strony Wisły.
Dzieje zamku w Podhorcach to – niestety – przede wszystkim historia jego kilkukrotnego dewastowania, plądrowania i niszczenia. Ale o tym za chwilę. Kiedy ujrzymy podhorecką rezydencję,– pomyślimy o niej: pałac. No właśnie, pytanie najważniejsze: zamek to czy pałac? I jedno i drugie, obu pojęć można używać wymiennie i równoprawnie, bo jest to pałac o charakterze obronnym, zwany po włosku „pallazo in fortezza”. Jego historię opisano w książce Władysława Kryczyńskiego „Zamek w Podhorcach” (1894). Gdyby ktoś chciał poszukać dostępnego w internecie kompendium wiedzy na temat tej rezydencji, polecam zamieszczone na blogu-portalu kawiarniany.pl opracowanie pt. „Zamek w Podhorcach. Tak niszczeje Wersal Wschodu – historia, zwiedzanie”. Z tego źródła korzystał także autor niniejszego tekstu.


Założona jeszcze w XIV w. wieś Podhorce leży – podobnie jak słynny kościół św. Elżbiety we Lwowie – dokładnie na linii wododziału, zlewiska dwóch Mórz: Bałtyckiego i Czarnego. Jak pisał wspomniany Kryczyński, wieś podzielona była między Górzan (rzymskokatolickich rzemieślników mówiących po polsku), mieszkających w pobliżu zamku oraz tzw. Sielan, mówiących po rusku rolników. Rezydencję wiązać należy z czterema polskim rodami magnackimi: Koniecpolskich, Sobieskich, Rzewuskich i Sanguszków. Pałac zamkowy zbudowano w zaledwie 7 lat (1633-40) na polecenie hetmana Stanisława Koniecpolskiego. „Po ukończeniu budowy ojciec Króla Jana III – Jakub Sobieski, posiadający swój zamek w Złoczowie (15 km w linii prostej) oraz od 1637 r. zamek w Olesku, odległy od Zamku w Podhorcach o 7 km w linii prostej, napisał wiersz Pieśń o Podhorcach, w której zachwycił się nową rezydencją sąsiada, nie wiedząc jeszcze, że zamek należeć będzie do jego wnuka” – czytamy na portalu kawiarniany.pl

Odpoczynek wojownika
Hetman wielki koronny Stanisław Koniecpolski, budowniczy zamku w Podhorcach, uznawany jest za jednego z najlepszych dowódców w historii Polski, chociaż jego postać nie została otoczona takim nimbem jak nazwiska Chodkiewicza albo Sobieskiego. Bo Koniecpolski dowodził w bitwach mniej spektakularnych (m.in. pod Martynowem, Czarnem, Trzcianem i Paniowcami), niemniej w każdej okazywał wojskowy geniusz. Był panem 170 miast i właścicielem prawie 800 wsi, jednym z największych magnatów Rzeczypospolitej, a pałac forteczny w Podhorcach zbudował jako miejsce wypoczynku, jak sam pisał: „dla uciech i smacznego odpoczynku po wojskowych trudach i Rzeczypospolitej zabawach”. Stąd umieszczona nad jego (pałacu) bramą maksyma: „Owocem walki jest zwycięstwo, zwycięstwo prowadzi do chwały, chwała to zasłużony odpoczynek”.
42 lata po wzniesieniu rezydencji, bezpotomny wnuk hetmana, noszący to samo imię i nazwisko podarował zamek w Podhorcach królewiczowi Jakubowi Sobieskiemu, jednak faktycznie miał nim zarządzać król Jan III. Wtedy „zamek w Podhorcach przechodzi swój największy rozwój. Marmurowe i kamienne wnętrza posiadłości wypełniają się nowymi ekskluzywnymi dziełami sztuki czy meblami”.
„Wszystko jest miernych rozmiarów i małej wysokości tak, że nie wydaje się rezydencją pańską, chyba tylko pięknością struktury i ozdobną ornamentyką. Położony jest na krawędzi wysokiej góry, a cztery bastioniki ceglane i kurtyna z fosą i kontrskarpą kamienną opasają całe zabudowanie, które jest raczej miniaturką fortecy niż istotną fortecą. Wszystko tam jest wspaniałe: posadzki, kominki, odrzwia marmurowe, stropy malowane i złocone. Rozkład przedstawia podwójną amfiladę na sposób włoski, zakończoną obszernym salonem” – wspominał niechętny Sobieskiemu Francois-Paulin Dalerac w swoim „Les anecdotes de Pologne”.

Perła w polskiej koronie
Syn króla – Konstanty Sobieski w 1718 roku sprzedał Podhorce Stanisławowi Rzewuskiemu. To Rzewuscy władali tu najdłużej: w 1728 roku właścicielem zamku został Wacław Piotr Rzewuski, hetman wielki koronny i poeta, który mieszkał w nim przez ponad 30 lat. To Wacław Rzewuski obok Jana III Sobieskiego uczynił Podhorce prawdziwą perłą w jasnej koronie Rzeczypospolitej. Dobudował drugą kondygnację oraz ufundował i wzniósł kościół zamkowy, położony dokładnie naprzeciw głównych wrót, tak aby można było dojść do niego szeroką aleją, jednak w takim oddaleniu (około 300 metrów), aby bezpośrednie sąsiedztwo świątyni nie było przeszkodą w pałacowych zabawach.
Kościół to niezwykły. Konsekrowany w 1766 roku pod wezwaniem św. Józefa i Podwyższenia Krzyża Świętego miał być kopią Basilica di Superga w Turynie, chociaż niektórzy, patrząc na kopułę oraz korynckie kolumny, widzą w nim również podobieństwo do Bazyliki św. Piotra w Rzymie. Główna część świątyni to nawa w kształcie rotundy nakryta kopułą na wysokim tamburze. Kiedy jesteśmy w środku i patrzymy w górę, świątynia wydaje się znacznie wyższa niż jest w rzeczywistości, to złudzenie optyczne znane także z kaplicy Boimów we Lwowie.
W 1865 roku bezpotomny dziedzic posiadłości Leon Rzewuski sprzedał ją księciu. Eustachemu Sanguszcze. To jego syn, kolejny w rodzie Eustachy Sanguszko udostępni po raz pierwszy zamek zwiedzającym i będzie go ratował po zniszczeniach.

Najazdy barbarzyńców
Najbogatsza, mająca najwięcej epizodów jest historia… niszczenia, dewastacji i rabowania Podhorzec. Zupełnie jak w „Raporcie z oblężonego miasta” Zbigniewa Herberta: „oblężenie trwa długo wrogowie muszą się zmieniać / nic ich nie łączy poza pragnieniem naszej zagłady”. Podhorce niszczyli kolejno: Rosjanie, Austriacy, znów Rosjanie, Ukraińcy, bolszewicy z 1920 roku i Sowieci po 1939. To, że zamek wciąż stoi, musi być albo cudem, albo świadectwem niezwykłej twardości i żywotności tego, co uczyniła polska ręka.
Wacław Rzewuski wyjeżdża w 1767 roku na sejm do Warszawy. Tam porwany zostaje przez rosyjskiego księcia-generała Repnina do Smoleńska i zesłany na 5 lat do Kaługi. Do Podhorzec już nigdy nie wrócił. A posiadłość plądrują Rosjanie. Potem, kiedy ziemie te przypadną w pierwszym rozbiorze Austriakom, ci także rabują rezydencję.
Zamek wraca do Rzewuskich, ale ci powierzają go kolejnym zarządcom, których działalność sprowadza się do wyprzedawania wyposażenia żydowskim kupcom. „Jak straszną ruiną wówczas był zamek, dość powiedzieć, że na zamku nie było prawie dachu ani w oknach szyb. Sale pierwszego piętra stały otworem, a chłopcy wiejscy w komnatach królewskich schadzki sobie urządzali. Dwa tylko pokoje jako tako były utrzymywane, bo tam mieszkał uzurpator majątku, pan Długoborski” – czytamy u Władysława Kryczyńskiego. W takim stanie zamek kupują Sanguszkowie, którzy będą go podnosili z upadku w pracy przypominającej wysiłek Syzyfa, bo oto nadchodzić będą kolejne fale barbarzyńców.
Podczas I wojny światowej zamek okupują kolejno żołnierze rosyjscy, austriaccy, wreszcie ukraińscy. Wszyscy rabują, przez pewien okres trwa ostrzał budowli, Ukraińcy oprócz rabunku demolują wnętrze. W 1920 roku przychodzą na 6 tygodni bolszewicy. Z zamku zostają gołe ściany i zamienione ‒ dosłownie ‒ w kloakę sale. Pomyśleć, że kiedyś były tutaj urządzone z wielkopańskim przepychem, wypełnione dziełami sztuki i drogimi meblami sale: Złota, Karmazynowa, Rycerska, Zwierciadlana, Bilardowa.
Na szczęście w 1919 roku zdołano część zbiorów ewakuować do Krakowa. W dwudziestoleciu międzywojennym (dla Polski było to zaledwie 18 międzywojennych lat) Sanguszkowie podejmują trud odbudowy pałacu. 17 września 1939 roku nadejdzie jednak apokalipsa, która mielić będzie te ziemie równe 50 lat.

Pod sowieckim butem
Autor tekstu na portalu kawiarniany.pl podsumowuje: „Najgorzej jest od chwili zajęcia ziem przez Armię Czerwoną. Zamek w Podhorcach zostaje oficjalnie ukradziony. Wnętrza są niszczone i rozkradane przez swołocz z karabinami. Najmniej zniszczone zostają najtrudniej dostępne sufity i malowidła sufitowe. Obrywa się wykładzinom ścian, piecom, portalom i kominkom. Z zawiasów wyrywane są drzwi i okna. W kazamatach zamku urządzony zostaje skład amunicji, który później wybucha. Podczas budowy kanalizacji zniszczona zostaje brama wjazdowa do Zamku. Zniszczony i przedziurawiony zostaje dach”.
Na szczęście w 1949 r. władze sowieckie podejmują decyzję o lokalizacji w pałacu szpitala gruźliczego. To powstrzymuje dalszą dewastację i wymusza niezbędne prace naprawcze. Mimo to w 1956 r. wybucha w zamku pożar, który trwa… trzy dni. Ponoć ogień wzniecono umyślnie, aby ukryć kolejne kradzieże. W 1962 r. kończy się kolejny remont. Dziś kiedy wejdziemy do środka, na podłodze widzimy kafelki, z których ułożone zostały cyfry: 1961.
W 1974 r. na zamku kręcone są sceny do filmu „Potop” Jerzego Hoffmana – Podhorce „udają” Kiejdany, a pobliskie Olesko – Taurogi. U schyłku Związku Sowieckiego zlikwidowano szpital gruźliczy. Potem przyszła samostijna Ukraina. W 1996 roku zamki w Podhorcach i Olesku zostają przekazane Lwowskiej Galerii Obrazów. „W 2008 roku na alarm bije międzynarodowa fundacja World Monuments Fund, która umieszcza zamek w Podhorcach na liście World Monuments Watch, obejmującej 100 cennych światowych zabytków zagrożonych bezpowrotnym zniszczeniem”. Ukraińcy przeprowadzają kosmetyczno-ratunkowe prace i udostępniają zabytek do zwiedzania. Na ścianach w miejscu dawnych zbiorów wiszą ich fotokopie.

Podróż do historii
Odwiedzam Podhorce w maju 2021 roku. Mimo braku turystów z Polski (pandemiczne ograniczenia w podróżowaniu) – sporo zwiedzających. Zamek prezentuje się monumentalnie i pięknie. To ogląd z daleka. Z bliska można ujrzeć skalę zniszczeń i dewastacji. Wystarczy popatrzeć na stan schodów, na pęknięcia w ścianach… Widok na okolicę z zamkowych murów robi kolosalne wrażenie. Podobnie jak sam kompleks – dawnej wielkości nie udało się zatrzeć.
W złym stanie jest także kościół św. Józefa, dziś przekształcony w cerkiew grekokatolicką. Jakby tego było mało, na murze przy wejściu w obręb świątyni powieszono dwie ukraińskie flagi narodowe. Jest to jakaś koncepcja – zamiast remontować, oflagować. Kościół flankują dwie figury świętych – w tle jednej z nich widać jakieś koszmarne poprzemysłowe konstrukcje z czasów sowieckich: zderzenie ponadczasowego sacrum z komunistycznym profanum.
W internecie pojawiło się ostatnio zdjęcie krowy przed bramą kościoła św. Józefa w Podhorcach. Fotografia może trochę mylić – zwierzę stoi nie przed samymi drzwiami świątyni, lecz na drodze, przed ogrodzeniem kościoła. W małych wsiach to sytuacja normalna, kiedy krowy pędzone są drogami. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że w 1939 r. dumna magnacka rezydencja w Podhorcach została rzucona jak perła do stratowania nawet nie tyle pod racice bydła, co przed czerwone wieprze.
Fot. Marcin Hałaś