W wydaniu

Zdrajców mamy dzisiaj podanych na tacy

Całkiem niedawno pisałem, że jedynym plusem wojny hybrydowej wydanej...

Zemsta Berlina

Premier Mateusz Morawiecki rozpoczął posiedzenie rządu, siedząc wygodnie w fotelu...

Wojna w Las Vegas

W tym tygodniu Polska była rozpolitykowana do granic możliwości,...

Czas do wariatkowa, profesorku Sadurski

Profesorek Wojciech Sadurski w swoim lewackim móżdżku ubzdurał sobie, że...

Kto chce wojny secesyjnej w USA?

Czyż nie jest głupotą krzyczenie, że muszą się zaszczepić,...

TO NIE JEST BAJKA…

Nie wszystkie nastolatki chcą się pogodzić z racjami rodziców....

Uwaga, dywersant!

Bartosz T. W. przedstawia się jako „wicenaczelny” brudnej gazety....

Wielki wstęp do tyranii

Nie ma już znaczenia, jaki pretekst zostanie wybrany do...

Koniec polityki ustępstw?

Do Brukseli powinien pójść sygnał: albo się cofniecie, albo...

Wielki Kabaret Październikowy

Niedziela jak niedziela, plac Zamkowy jak plac Zamkowy, bez...

Kroniki tygodniowe: ziarna i plewy

W łaśnie okazało się, że są dwa rodzaje „gejów”, czyli homoseksualistów. Jedni to ci „dobrzy”, których nie wolno dyskryminować – członkowie agresywnego, roszczeniowego lobby LGBT. Drudzy to tacy, którzy normalnie żyją i pracują, nie chodzą półnago w wulgarnych „paradach równości”, nie obrażają uczuć religijnych. Tych drugich należy napiętnować.

„Powinni trafić za kratki” – tak mówi o Jarosławie Kaczyńskim oraz politykach Prawa i Sprawiedliwości Leszek Miller – kiedyś prominent partii o nazwie, którą Leszek Moczulski z trybuny sejmowej rozszyfrował jako Płatni Zdrajcy, Pachołki Moskwy. W takiej sytuacji Millerowi można jedynie zacytować słowa wielkiego poety i niezłomnego antykomunisty Mariana Hemara: „Znasz bajkę ty o Leszku? Leż ku…”.

J aka redakcja, tacy rozmówcy. Rok temu „Gazeta Wyborcza” opublikowała rozmowę z „Goebbelsem stanu wojennego”, czyli Jerzym Urbanem, opatrując ją prowokacyjnym tytułem „Jestem jak Edith Piaf minus głos. Niczego nie żałuję”. Teraz przyszedł czas na rozmowę z Leszkiem Millerem, byłym sekretarzem KC PZPR. Obszerny wywiad nosi tytuł: „Dzisiaj nieprzekraczalną granicą jest kolaboracja z PiS”. I znowu przypomina się stara opowieść o kieszonkowcu, który zagrożony zdemaskowaniem w zatłoczonym autobusie krzyczy na całe gardło: „Łapać złodzieja”, tylko po to, aby odwrócić uwagę od siebie. Tak więc, jeżeli już o kolaboracji mowa, to trzeba pamiętać, że to Leszek Miller jako członek partii komunistycznej był przez 30 lat był kolaborantem Związku Sowieckiego, kolaborantem morderców z Katynia, z Charkowa i Miednoje, kolaborantem systemu, który niszczył Polskę i mordował Polaków.

A dzisiaj ubrał się diabeł w ornat i ogonem na mszę dzwoni. Czyli przefarbował się Miller na „nowoczesnego, europejskiego socjaldemokratę” i pluje na „złe, prawicowe PiS”. Jednak sedno w tej przebierance zostało to samo – z jednej strony stoi spadkobierca komunistycznych zbrodniarzy, wieloletni członek komunistycznej PZPR, z drugiej strony stoją spadkobiercy tradycji niepodległej Polski i Armii Krajowej. Tego żadnym strojeniem się w piórka nowoczesnego Europejczyka Miller nie zmieni, ani nie zatrze.

N a łamach „Wyborczej” Miller występuje jako pozytywny bohater, który jako premier „wprowadził Polskę do Unii Europejskiej”, natomiast Jarosław Kaczyński jako ten, który rzekomo chce Polskę z Unii wyprowadzić. Niektóre fragmenty rozmowy są naprawdę kuriozalne. A może nie tylko „niektóre fragmenty”, ale cały ten cyrk.

N a początku pojawia się paradny wątek. Miller opowiada: – Za pierwszych rządów PiS, kiedy premierem był jeden Kaczyński, a prezydentem drugi, spotkałem się w Brukseli z Günterem Verheugenem, wtedy wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej, a wcześniej pomagającym Polsce w negocjacjach. I on mówi przy koniaku: „Leszek, ty i Kwaśniewski nas oszukaliście, przekonywaliście do Polski, której nie ma. Gdybyśmy wiedzieli, że możecie mieć takie rządy, to nigdy byśmy was nie przyjęli”. Oczywiście, można założyć, że Leszek Miller coś zmyślił albo podkoloryzował. Ale nie sądzę, żeby musiał fantazjować. Po prostu zupełnie niechcący dał świadectwo o stanie ducha obecnych elit Unii Europejskiej. Dla polityków takich jak Verheugen i jego następcy byli komuniści przefarbowani na socjaldemokratów są wiarygodnymi partnerami. Natomiast byli antykomuniści, którzy pozostali wierni swoim ideałom, stanowią zagrożenie. Unia Europejska staje się lewacka, jej oficjalna ideologia to nowy marksizm kulturowy, więc politycy reprezentujący etos prawdziwej prawicy uznawani są za „faszystów”.