W wydaniu

Czy Maciej Stuhr podbije Hollywood?

Maciej Stuhr wyraźnie zwiększył swoją celebrycką aktywność, jak gdyby...

Wyjątkowy łajdak

Nie ma już żadnych wątpliwości, że Tusk ma Polaków...

Wendeta przeciwko Polsce

Patryk Jaki dla portalu wPolityce.pl o wniosku KE do...

Więźniowie nieszczepieni

Po wprowadzeniu stanu wojennego rząd przystąpił do brutalnej rozprawy...

Imperatorowa odchodzi, imperium zostaje

W Niemczech kończy się era kanclerz Angeli Merkel, a więc...

Dwadzieścia lat po 9/11

Mając na uwadze wspomnienia z 11 września i dowody z procesów terrorystów,...

Bycie autorytetem nakłada pewne obowiązki

ks. prof. Paweł Bortkiewicz, TChr, na antenie PCh24 TV:...

To oznacza likwidację państwa polskiego

Rafał Ziemkiewicz dla portalu RadioMaryja.pl: Mimo że mamy stosowne...

Wielka Brytania wyrywa się z kowidowego szaleństwa

Co prawda jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale jest...

Kasta nadzwyczajnych kretynów

Okazuje się, że satanista Adam Darski „Nergal” może spać...

Armaty i kapiszony

Na początku września miały miejsce dwa ważne wydarzenia dla opozycji. Z jednej strony był to Campus, organizowany przez Platformę Obywatelską i Rafała Trzaskowskiego, z drugiej strony kongres Polski 2050, dowodzonej przez Szymona Hołownię. Najzabawniejsze jest, że obie te kosztowne imprezy wygrało Prawo i Sprawiedliwość. Dlaczego i jak to się stało? O tym przeczytają Państwo poniżej.

Campus Trzaskowskiego – idea skierowana teoretycznie do młodych ludzi, zainteresowanych polityką, był zapowiadany i organizowany w zupełnie innej sytuacji politycznej niż dzisiejsza. Otóż wtedy na scenie nie było jeszcze Donalda Tuska, a Trzaskowski chciał na Campusie ogłosić powstanie nowego ruchu społecznego, który miałby jednoczyć całą opozycję i na czele którego stałby właśnie Trzaskowski (Platforma miała być tego ruchu częścią). Tak przynajmniej opowiadano w politycznych kuluarach, bo na wiosnę 2021 roku chyba nikt jeszcze nie miał precyzyjnego planu, co na Campusie ma zostać konkretnie przedstawione. Powrót Tuska, który bez jednego wystrzału przejął partię i zmarginalizował Trzaskowskiego, oczywiście nie tyle pokrzyżował te plany, ile całkowicie je zniweczył. Jedyną rolę, jaką Tusk pozwoli odgrywać Trzaskowskiemu, jest na arenie ogólnopolskiej rola prezydenta Warszawy, a na arenie partyjnej przywódcy platformerskiej młodzieży. Co, nawiasem mówiąc, jest zabawne, zważywszy że Trzaskowski ma 50 lat.

Campus Trzaskowskiego od początku pozostawał w skrajnie lewicowej sferze ideologicznej. Proponował uczestnictwo w warsztatach z „Empatycznego weganizmu”, organizował panele zatytułowane „Gotuję nie marnuję”, „Ekofeminizm” lub „Redukcja śladu węglowego”, doradzał „Jak zorganizować Paradę Równości”. Ale moim zdecydowanym faworytem był wykład: „Krew, która stygmatyzuje. O wykluczeniu menstruacyjnym”. Taka to była właśnie impreza, w dodatku nafaszerowana gośćmi znanymi z wyjątkowo skrajnych poglądów (a czasami również z wyjątkowej agresji ich wyrażania). Jednak Campus przeszedł do świadomości publicznej głównie za sprawą trzech wystąpień. Sławomira Nitrasa, mówiącego o tym, że katolicy powinni stać się mniejszością, która zostanie, jak się wyraził, „opiłowana z przywilejów”. Marszałka Senatu, Tomasza Grodzkiego, sugerującego, że należy zlikwidować 80 proc. szpitali w Polsce. Oraz dawnego wicepremiera Leszka Balcerowicza, który żądał, by upubliczniano dane sprzyjających rządowi dziennikarzy oraz by stawiać dla nich „internetowe pręgierze”. Nawet „Krytyka Polityczna” (fanatycznie wręcz nieznosząca obecnej władzy) nazwała te postulaty Balcerowicza wezwaniem do stosowania „mowy nienawiści”. Dodajmy do tego żądania, by Unia zablokowała Polsce wypłaty, dopóki Platforma nie wróci do władzy, a będziemy mieli z grubsza obraz, czym była ta impreza. Campusowi nie mogło już pomóc nawet to, że w ostatniej chwili odwołano spotkanie ze słynącą z agresji i wulgarności liderką Strajku Kobiet Martą Lempart, słusznie zresztą uważając, że polityczni marketingowcy Prawa i Sprawiedliwości mieliby po jej wykładzie fantastyczny materiał reklamowy.