W wydaniu

Zdrajców mamy dzisiaj podanych na tacy

Całkiem niedawno pisałem, że jedynym plusem wojny hybrydowej wydanej...

Zemsta Berlina

Premier Mateusz Morawiecki rozpoczął posiedzenie rządu, siedząc wygodnie w fotelu...

Wojna w Las Vegas

W tym tygodniu Polska była rozpolitykowana do granic możliwości,...

Czas do wariatkowa, profesorku Sadurski

Profesorek Wojciech Sadurski w swoim lewackim móżdżku ubzdurał sobie, że...

Kto chce wojny secesyjnej w USA?

Czyż nie jest głupotą krzyczenie, że muszą się zaszczepić,...

TO NIE JEST BAJKA…

Nie wszystkie nastolatki chcą się pogodzić z racjami rodziców....

Uwaga, dywersant!

Bartosz T. W. przedstawia się jako „wicenaczelny” brudnej gazety....

Wielki wstęp do tyranii

Nie ma już znaczenia, jaki pretekst zostanie wybrany do...

Koniec polityki ustępstw?

Do Brukseli powinien pójść sygnał: albo się cofniecie, albo...

Wielki Kabaret Październikowy

Niedziela jak niedziela, plac Zamkowy jak plac Zamkowy, bez...
Strona głównaWarszawska GazetaciekawostkiJAK SIĘ KŁAMIE, BY WYGLĄDAŁO TO NA PRAWDĘ

JAK SIĘ KŁAMIE, BY WYGLĄDAŁO TO NA PRAWDĘ

Tydzień temu pisałem o mało znanych faktach, dotyczących ukraińskiego ludobójstwa na Kresach. Mówiłem – przypominam – że początki tej przerażającej zbrodni zaczęły się na masową skalę wraz z agresją sowiecką 17 września 1939 r. na Polskę w woj. tarnopolskim. Wtedy Ukraińcy rzucili się Sowietom w ramiona. Wznosili im bramy triumfalne, a Ukrainki obdarowywały sołdatów bukietami kwiatów. Ukraińscy sąsiedzi wymordowali wtedy w ciągu kilku tygodni ok. 8-10 tys. Polaków, w tym wielu polskich żołnierzy, wracających z wojny. Dwa lata później bili już Niemcom brawa, a władyka greckokatolicki Andrzej Szeptycki witał Hitlera wiernopoddańczym listem. To są fakty. Przywoływanie ich na pamięć nie podoba się wielu politykom. A podwaliny pod skrajnie liberalne myślenie historyczne przygotował już w 1981 r. lewicowy publicysta i historyk literatury Jan Józef Lipski, który przestrzegał: „Strzeżmy się i podejrzliwie patrzmy na każdą nową ofensywę «patriotyzmu»”. Dalej pisze o megalomanii narodowej. Ten cudzysłów przy słowie „patriotyzm” wiele wyjaśnia. Socjaliści, a w praktyce komuniści i liberałowie nie kochają tego słowa. A „megalomania narodowa” to nic innego, tylko obrona interesów narodu. Ale jak się powie „megalomania”, to się zawstydza naród. Bo jak można być narodowym megalomanem? Samym megalomanem nie wypada być, a megalomanem narodowym to już katastrofa. Przecież ważniejszy jest internacjonalizm. W każdym razie pokazuję źródła zła. Bo za tymi pozornie niewinnymi pojęciami kryje się potężna machina obłudy oraz wielka manipulacja społeczna i polityczna. Przy pomocy odpowiedniego języka zamula się ludzkie umysły i fałszuje obraz świata.
Pamiętają zapewne Państwo moje walki w tym miejscu o używanie jedynego zasadnego pojęcia, które oddaje grozę i dramat ukraińskich mordów, pojęcia LUDOBÓJSTWO! Pamiętają Państwo, jakich się sztuczek językowych imali podli politycy i kłamliwi historycy, by tylko nie powiedzieć prawdy. Już pomijam łagodzenie obrazu zbrodni przez używanie takiej terminologii jak „wydarzenia wołyńskie”, „walki polsko-ukraińskie”, „symetryczne działania”, „konflikty etniczne” czy nieco ostrzejszej, ale wciąż nie do końca prawdziwej jak „mordy wołyńskie” albo „rzeź wołyńska”. Niby prawda, ale i nieprawda. Bo co innego znaczy „mord wołyński”, „rzeź wołyńska”, a co innego „ludobójstwo”. A już skrajnym przykładem hipokryzji był karkołomny potworek językowy w postaci „czystek etnicznych o znamionach ludobójstwa”. Tak bardzo bali się obłudni politycy i fałszywi historycy prawdy, równocześnie lękając się utraty zaufania hegemona, elektoratu, że kręcili, jak mogli, byle by tylko nie wyrazić prawdy. A poza tym, co by na to powiedział Kijów?! Tego też się bali. Tym bardziej, że Kijów nieustannie wtrącał się w sprawy polskie, a swoje robił, gloryfikując bandytów jako bohaterów narodowych i stawiał im pomniki. Polska na to nie reagowała. I to był i nadal jest jej duży błąd, karygodne zaniedbanie przez strach i poprawność polityczną. Kiedy środowiska kresowe postawiły sprawę na ostrzu noża, by zredagować ostateczny kształt uchwały, choć chciały ustawy o ludobójstwie, wtedy dopiero sejm (2016 r.) stanął na wysokości zadania i urzędowo użył po raz pierwszy w odniesieniu do Ukraińców w dokumencie państwowym pojęcia ludobójstwa. Wprawdzie uchwała to nie ustawa, ale poszliśmy i tak już o krok dalej. A o ustawę, która nie tylko potępi ukraińskie ludobójstwo, ale ścigać będzie morderców i karać za szerzenie morderczej ideologii i symboli ukraińskich zbrodni, Kresowianie dalej będą walczyć i nie ustaną, dopóki nie zostanie ona przez sejm uchwalona. Tym bardziej że Ukraińcy karzą za krytykę jednego z najokrutniejszych bandytów: Bandery i jego akolitów.