W wydaniu

Zdrajców mamy dzisiaj podanych na tacy

Całkiem niedawno pisałem, że jedynym plusem wojny hybrydowej wydanej...

Zemsta Berlina

Premier Mateusz Morawiecki rozpoczął posiedzenie rządu, siedząc wygodnie w fotelu...

Wojna w Las Vegas

W tym tygodniu Polska była rozpolitykowana do granic możliwości,...

Czas do wariatkowa, profesorku Sadurski

Profesorek Wojciech Sadurski w swoim lewackim móżdżku ubzdurał sobie, że...

Kto chce wojny secesyjnej w USA?

Czyż nie jest głupotą krzyczenie, że muszą się zaszczepić,...

TO NIE JEST BAJKA…

Nie wszystkie nastolatki chcą się pogodzić z racjami rodziców....

Uwaga, dywersant!

Bartosz T. W. przedstawia się jako „wicenaczelny” brudnej gazety....

Wielki wstęp do tyranii

Nie ma już znaczenia, jaki pretekst zostanie wybrany do...

Koniec polityki ustępstw?

Do Brukseli powinien pójść sygnał: albo się cofniecie, albo...

Wielki Kabaret Październikowy

Niedziela jak niedziela, plac Zamkowy jak plac Zamkowy, bez...
Strona głównaWarszawska GazetaKrajopracowała: Anna Dąbrowska

opracowała: Anna Dąbrowska

Za nawrócenie Japonii trzeba zostać męczennikiem

20. lat temu, pewien polski misjonarz, posługujący wiele lat w Australii, powiedział, że australijskie dzieci, pytane, skąd się biorą księża, odpowiadają bez namysłu: „Z Polski!”. Nigdy nie brakowało i nie brakuje w świecie polskich misjonarzy. Wystarczy przypomnieć jezuitę bł. o. Jana Bezyma, ojca trędowatych na Madagaskarze, werbistę o. Mariana Żelazka, opiekuna trędowatych w Indiach (Puri), czy zamordowanych w 1991 r. przez terrorystów Komunistycznej Partii Peru bł. ojców Michała Tomaszka i Zbigniewa Strzałkowskiego franciszkanów konwentualnych. Jednym z najbardziej znanych w świecie jest św. o. Maksymilina Marię Kolbe, męczennik z Auschwitz, w latach 1931-35 misjonarz w Japonii.
Jednym z bliskich współpracowników św. Maksymiliana w Japonii był o. Mieczysław Maria Mirochna.

Śladami o. Maksymiliana
Urodzony w Bochni Roku Pańskiego 1908 w święto Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny, ochrzczony imionami Antoni Michał, wyniósł z domu rodzinnego wiarę oraz miłość do Pana Boga i bliźnich. Służyć Stwórcy i Jego Matce postanowił głównie pod wpływem „Rycerza Niepokalanej”. Wzorem swojego najstarszego brata Stefana wybrał Niższe Seminarium Duchowne Ojców Franciszkanów Konwentualnych we Lwowie. Wielkim pragnieniem młodego seminarzysty było poznać o. Maksymiliana Kolbe. Spotkał go jeszcze w niższym seminarium i odkrył w nim świętego ojca – rozmodlonego, miłującego Maryję. Ogromne wrażenie robiły na Michale dzieła, które tworzył o. Kolbe. Pod wpływem decyzji o. Maksymiliana o wyjeździe na misję do Japonii, będąc po II roku seminarium, już jako brat Mieczysław rozpoczął modlitwy o możliwość pójścia jego drogą. Powierzając swoje pragnienie Niepokalanej, wyznał je o. Kolbe, kiedy ten przybył do Polski, by uczestniczyć w kapitule prowincjalnej. Napisał też list do ojca prowincjała z prośbą o zgodę na wyjazd: „Wiedziony miłością ku najdroższej Matce i Królowej, Niepokalanej Dziewicy, pragnę bardzo złożyć Jej w ofierze me życie. Pragnę Jej służyć, głosić Jej chwałę po całym świecie i wszędzie zakładać królestwo Jej Syna Jezusa. Wielka ilość dusz ludzkich niestety nie zna jeszcze naszego Odkupiciela. (…) Dlatego to teraz udaję się do Ciebie, o. Prowincjale, i jak dziecko proszę Cię, mój Ojcze, pozwól mi z o. Maksymilianem jechać tam, do tych biednych dusz i oddać mą duszę za nie”. Przełożony uległ prośbie i wyraził zgodę.
Spełnione pragnienie
Marzenie br. Mieczysława spełniło się 24 sierpnia 1930 r. Wtedy właśnie dotarł do misyjnej placówki w Nagasaki. Przez kolejne sześć lat posługiwał u boku o. Maksymiliana. Słuchał go i obserwował, uczył się zdobywać świat dla Chrystusa przez Maryję. 29 września 1935 r. przyjął z drugim współbratem święcenia kapłańskie, a rok później pożegnał swojego opiekuna. Decyzją kapituły ojciec Kolbe wrócił do Polski. Robił to bez obaw, świadom, że zostawia na japońskiej placówce młodych, żarliwych kapłanów, znających język i kulturę tego kraju, gotowych kontynuować jego dzieło pod okiem nowego przełożonego o. Samuela Rosenbaigera. Z czasem przybywało o. Mieczysławowi funkcji. Najpierw został rektorem utworzonego Małego Seminarium Misyjnego, później kolejno: redaktorem japońskiego „Rycerza Niepokalanej”, magistrem nowicjatu, a w czasie II wojny światowej – delegatem komisarza generalnego misji franciszkańskiej w Japonii. W swojej posłudze kierował się przekonaniem, że głoszeniu Słowa Bożego winno towarzyszyć czynienie dobra, miłosierdzia. Wkrótce i w tej misji miał okazję się spełnić.

Siostry Franciszkanki Rycerstwa Niepokalanej
9 sierpnia 1945 r. o godz. 11.02 Amerykanie zrzucili bombę atomową na Nagasaki. Niedługo po tym do ocalonego cudem franciszkańskiego klasztoru mnisi buddyjscy przyprowadzili dwóch chłopców. Sieroty bez domu i bliskich. Prosili o pomoc dla nich. Ojciec Mieczysław, mając świadomość, że potrzeby pomocy są dużo większe, zdecydował wtedy o otwarciu sierocińca. Przybywało potrzebujących, a brakowało wolontariuszy do pomocy. W 1949 r. dla poprawy tej sytuacji o. Mieczysław założył na życzenie o. Maksymiliana Kolbe zgromadzenie żeńskie – Siostry Franciszkanki Rycerstwa Niepokalanej (CFSMI). Dziś jest w Japonii 18 klasztorów sióstr franciszkanek. Osiem z nich stanowią zakłady dla niepełnosprawnych, w większości ofiar wybuchu bomby atomowej. 17 września 1988 r. o. Mieczysław Mirochna odwiedził Polskę. Brał udział w uroczystym wmurowania kamienia węgielnego pod budowę pierwszego polskiego klasztoru Sióstr Franciszkanek Rycerstwa Niepokalanej w Strachocinie. Niespełna rok później, 15 lutego, po ponad 58 latach pracy misjonarza w Japonii i wieloletnim zmaganiu się z chorobą o. Mieczysław zmarł w japońskim szpitalu. Ostatnie słowa, które wyszeptał do czuwającej przy nim siostry, brzmiały: „Za nawrócenie Japonii trzeba zostać męczennikiem”.
Źródło: siostrymi.pl