W wydaniu

Zdrajców mamy dzisiaj podanych na tacy

Całkiem niedawno pisałem, że jedynym plusem wojny hybrydowej wydanej...

Zemsta Berlina

Premier Mateusz Morawiecki rozpoczął posiedzenie rządu, siedząc wygodnie w fotelu...

Wojna w Las Vegas

W tym tygodniu Polska była rozpolitykowana do granic możliwości,...

Czas do wariatkowa, profesorku Sadurski

Profesorek Wojciech Sadurski w swoim lewackim móżdżku ubzdurał sobie, że...

Kto chce wojny secesyjnej w USA?

Czyż nie jest głupotą krzyczenie, że muszą się zaszczepić,...

TO NIE JEST BAJKA…

Nie wszystkie nastolatki chcą się pogodzić z racjami rodziców....

Uwaga, dywersant!

Bartosz T. W. przedstawia się jako „wicenaczelny” brudnej gazety....

Wielki wstęp do tyranii

Nie ma już znaczenia, jaki pretekst zostanie wybrany do...

Koniec polityki ustępstw?

Do Brukseli powinien pójść sygnał: albo się cofniecie, albo...

Wielki Kabaret Październikowy

Niedziela jak niedziela, plac Zamkowy jak plac Zamkowy, bez...

TO NIE JEST BAJKA…

Nie wszystkie nastolatki chcą się pogodzić z racjami rodziców. Ogromna, rosnąca fala samobójstw wśród młodzieży nie wzięła się znikąd. Życzę Państwu i przede wszystkim Państwa dzieciom, żeby nakreślony przeze mnie tutaj bajko-terror, nie okazał się być jednak operacją typu bye-bye.

– Obserwujemy w ostatnim czasie coraz bardziej bezczelną nagonkę na podawanie preparatu, który może doprowadzić nie tylko do życia w ogromnym cierpieniu, ale też życie to bardziej lub mniej gwałtownie zakończyć. Rozumiem, że znajdują się ludzie, którzy poddają się temu eksperymentowi, z najróżniejszych powodów zresztą, niektórzy dlatego, że wierzą w działanie ochronne płynu wstrzykiwanego im w żyły, inni dla tak zwanego świętego spokoju. Rozumiem, choć nie popieram, ale to w ostateczności jest nadal kwestia wolnego wyboru ludzi dorosłych. U nas przynajmniej wolnego. Póki co, albowiem coraz częściej oglądamy nagrania z innych stron świata, gdzie jest już inaczej. Jednak to, czego zrozumieć i zaaprobować nie potrafię, to przyzwolenie na poddawanie tym praktykom dzieci. To, że atak na nie przypuszczono dużo wcześniej, starałem się wykazać w mojej książce „Covidowe jeże”, wydanej już blisko rok temu.

Nie mogę narzekać na jej sprzedaż (książka dostępna w Polskiej Księgarni Narodowej), ale jest to nadal, z powodów oczywistych, pozycja której bardzo wiele osób nie miało jeszcze okazji przeczytać. A jeden z jej rozdziałów staje się właśnie w kontekście tego, o czym wspomniałem wcześniej, przerażająco aktualny. Przede wszystkim muszę powiedzieć, dlaczego ta książka ma taki właśnie tytuł. Dlaczego covidowe, to zrozumiałe.

A dlaczego jeże? Od pierwszych chwil, w których dotarła do nas informacja o szerzącej się niczym pożar lasu pandemii niezwykle zjadliwego wirusa, wszystkie stacje telewizyjne na świecie pokazywały nam jego postać w formie kolorowej kulki z wieloma wypustkami.