W wydaniu

Krzesło

Każdy ma w domu. Krzesła są dziś robione we...

Niezwykła historia sześciu rozbitków z Ata

Powieść angielskiego pisarza, laureata nagrody Nobla Williama Goldinga „Władca...

Największa tajemnica Francji – człowiek w żelaznej masce

Natychmiast po jego śmierci, całe wyposażenie celi zostało spalone,...

Średniowieczne zombiaki. Kiedy ciała wstawały z grobu

Średniowieczne źródła podają różne sposoby radzenia sobie z niespokojnymi...

Jak komuniści walczyli ze świętością

Jedna z wersji głosi, że po wystosowanym przez polskich...

ORP „Burza” na wodach II wojny

ORP „Burza” nie tylko przetrwał wojnę, ale przepłynął naprawdę...

Pociąg pancerny „Śmiały” – niezdobyta forteca polska

Pierwsze pociski „Śmiałego” trafiły w cysterny, powodując wybuchy paliwa. Zapłonęły...

Powstanie na półwyspie Shimabara, czyli japońska walka o wiarę

Doprowadzeni do ostateczności mieszkańcy półwyspu Shimabara i archipelagu Amakusa...

700 mln euro nagrody za atak na Polskę

Komisja Europejska poinformowała, że przekaże Białorusi 700 mln euro na...

O, Mława!

Do kwatery głównej Totalnej Opozycji wszedł zdyszany poseł Michał...
Strona głównaWarszawska Gazetafelietony„Mamy wolność, więc warto”

„Mamy wolność, więc warto”

Ten numer „Warszawskiej Gazety” datowany jest na 26 listopada. Tak się składa, że tego dnia, w roku 1855, umierał w Stambule nasz wieszcz narodowy – Adam Mickiewicz.

Kiedy myślę o tej rocznicy w kontekście obecnych wydarzeń w kraju, nie mogę się uwolnić od słów wieszcza, które szczególnie zapadły mi w pamięć: „Walka o wolność, gdy się raz zaczyna, z ojca krwią spada dziedzictwem na syna. Sto razy wrogów zachwiana potęgą, skończy zwycięstwem”. To jest tłumaczenie fragmentu „Giaura” (1813) George’a Byrona, ale tłumaczenia miały wtedy charakter autorski i Mickiewicz nadał tym słowom polską pieczęć. „Giaur” był w warstwie fabularnej opowieścią o tragicznej miłości, ale jego myślą przewodnią było przede wszystkim dążenie zniewolonego narodu do wolności. W fabule tym narodem są Grecy. „Walkę o wolność” rozumiał Mickiewicz jako dążenie do odzyskania utraconej niepodległości narodu i państwa. Bez suwerenności nie ma bowiem wolności osobistej poszczególnych ludzi. Walka o wolność to wielkie dobro (największe po Bogu), jest imperatywem, nakazem, dziedzictwem, testamentem przodków. Ci przodkowie – dla pokolenia Mickiewicza i Słowackiego – to byli głównie konfederaci barscy, co „nigdy z królami nie byli w aliansach”.

Dziś, kiedy obserwuję rodzimych folksdojczów, prześcigających się o palmę pierwszeństwa w szkodzeniu Polsce z paputczikami, pożytecznymi idiotami, sierotami po sowieckich właścicielach Polski – myślę ze strachem, że może już nikt nie pamięta, o co chodziło Mickiewiczowi? Czy karykaturalny „mąż stanu”, który upomina Niemców, by wreszcie wzięli Polaków i całą Europę za pysk i zaczęli na dobre rządzić, jest jeszcze w stanie zrozumieć Mickiewicza? Czy „posłanka”, która szydzi z „Roty”, zrozumie cokolwiek z III cz. „Dziadów”? Czy dla takich jak ona Mickiewicz nie jest już tylko „faszystą” i „ksenofobem”?
Sanitariuszka Powstania Warszawskiego Ewa Matuszewska „Mewa” była córką pułkownika Ignacego Matuszewskiego i wiedziała dużo więcej niż inni o bezwzględnym stosunku do nas zbrodniarzy niemieckich. Znała też prawdziwe intencje sowieckich „wyzwolicieli”. Nie miała złudzeń. A mimo to szła do walki jak na ślub! Jej matka wspominała: „Wyżywa się w zdobytej nareszcie odpowiedzialności. Przy tym ani źdźbła soldateski lub brawury. Sama powaga, dojrzałość, spokój, rozum. Na punkcie rządzi wszystkimi! Słucha jej młody doktor «Herman», mniej od niej doświadczony, słuchają ranni, słuchają dziewczęta. Dowódca kompanii liczy się z nią i szanuje. Co dziwniejsze, Ewa, a raczej teraz już «Mewa», nie wierzy w powodzenie Powstania. Mówi: «Jesteśmy w otoczonej reducie». Ale pracuje z takim entuzjazmem, jakby wierzyła w zwycięstwo!”.
Skąd takie pozornie nieracjonalne zachowanie? W wysłanej pocztą polową wiadomości do krewnych na Sadybie Ewa pisała: „To co przeżywamy na Mokotowie jest piekłem, ale mamy wolność, więc warto”… Warto nawet za cenę piekła żyć choćby przez chwilę wolnością! Jej ojciec już po wojnie (1946), na wiadomość o śmierci córki, napisał: „Wiem na pewno tylko jedno: z tych grobów, w których jest grób i mego jedynego dziecka – powraca szept, który powraca zawsze, ale który teraz jest jeszcze wyraźniejszy i jeszcze bardziej nieodparty, że nie wolno się poddać nigdy, nigdy! Bo wtedy dopiero umrą oni naprawdę i na zawsze (…). Tamci, co zostali na straconej placówce, w straconym mieście, straconego kraju, rzucili światu swój niezłomny i wspaniały ludzki sens”.
Wróćmy do „Giaura” i do jego Mickiewiczowskiego tłumaczenia: „Długo by mówić, przechodzić okropnie wszystkie od chwały do niewoli stopnie. Dosyć jest wiedzieć, że nikt nie zagrzebie ducha swobody – chyba on sam siebie… Bo własne tylko upodlenie ducha ugina wolnych szyję do łańcucha”…
To właśnie obserwujemy w ostatnich dniach i tygodniach – w związku z prowokacjami Moskali na polskiej granicy. Upodlenie polskiego ducha. A najgorsze w polskim parlamencie, gdzie aż się roi od nędzników, upominających się nie o Polskę, lecz o „praworządność” wbrew Polsce. To bardzo boli. Ale Ewa mówi nam: „Mamy wolność, więc warto” przeżyć nawet i to.