W najnowszym wydaniu:

O CO POWINIEN MODLIĆ SIĘ CHIRURG?

Zaakceptowanie zasady, że powinno się prosić Boga tylko o to, czego samemu się nie potrafi osiągnąć, doskonale tłumaczy również, o co powinien modlić się chirurg, stojący nad pacjentem, leżącym na stole operacyjnym.

Jak wielokrotnie przy różnych okazjach podkreślałem, jestem człowiekiem bezwarunkowo wierzącym w Boga, praktykującym katolikiem, który również w sferze zawodowej, czyli w chirurgii, nie ukrywa swych przekonań i wiary. Jakkolwiek znam osobiście wielu bardzo dobrych, na pewno nie gorszych, a pewnie lepszych ode mnie chirurgów, którzy nie są praktykującymi katolikami, jednak jestem głęboko przekonany, że moja wiara pomaga mi w pracy, a nie przeszkadza. Jak pisałem w książce „Chirurdzy. Opowieści prawdziwe”, bardzo często, szczególnie przed trudniejszymi operacjami, modliłem się do Stwórcy, by pomógł nam – mnie i mojemu pacjentowi. Żeby pozwolił mi uniknąć błędów, a choremu pomógł przetrwać czas operacji i rekonwalescencję. Spotykały mnie za to liczne słowa krytyki ze strony wojujących ateistów, którzy próbowali wmówić mnie i innym wierzącym lekarzom, że nie powinienem mieszać jednego z drugim, sacrum z profanum, nauki z wiarą. Nieraz te zarzuty przybierały postać kpiących uwag typu: „no to klęknij, zamiast operować”. „Chyba się nie uczyłeś na studiach i teraz zamiast metod naukowych, chcesz stosować zabobony”, mówili inni. Oczywiście, wojujący ateizm zjada własny ogon i nie radzi sobie najlepiej z odpowiedziami na egzystencjalne pytania, ale sądzę, że przynajmniej to jedno pytanie, stanowiące tytuł tego tekstu, może zasługiwać na odpowiedź. Zacząć trzeba jednak od odpowiedzi na szersze pytanie.