W najnowszym wydaniu:

01
Warszawska Gazeta 20/2022

Z buta frant: Stan zagrożenia respiratorami

Herszt totalnej opozycji zadzwonił do swojego berlińskiego mocodawcy kanclerza Olafa Scholza.

– Guten Tag, Herr Kanzler! – zaczął Donald Tusk. – Przepraszam, że tyle dni nie dzwoniłem po wskazówki, ale ważne mecze grała Lechia Gdańsk.

– Ważne to są mecze Bayernu i Borussii – przerwał mu Olaf Scholz. – Ach, żeby znowu Niemcy wyszli z grupy na mundialu! To byłoby piękne, to byłaby poezja. Znasz Donald jakąś miłą uchu poezję wojenną?

– Znam – przytaknął Donald Tusk. – Mój dziadek uczył mnie takiego wierszyka: „Kiedy się wypełniły dni i przyszło latem zginąć, prosto do nieba czwórkami szli obrońcy Monte Cassino”.

– Piękny wierszyk – ucieszył się Olaf Scholz. – Ale to już przeszłość. A my, Niemcy, rozliczyliśmy się już wzorowo z przeszłością i żadnych kontrybucji nie będzie. Przeszłość oddzielamy grubą kreską. Albo, jak to się u was w Warszawie robi, przeszłość oblewamy czerwoną farbą. Porozmawiajmy o przyszłości. Mów Donald, co cię do mnie sprowadza?

– Sprowadza mnie to, że my w Platformie nie wiemy, jaką wersję prawdy serwować teraz naszym wyborcom – powiedział Tusk.

– Byle była zgodna z niemiecką wykładnią rzeczywistości – nakazał Olaf Scholz. – Poza tym możecie sobie mówić, co tam chcecie, bo kto wam broni?