W najnowszym wydaniu:

Warszawska Gazeta

Przestroga dla edukatorów seksualnych dzieci

Pamiętaj, zdeprawowana hołoto opłacana przez różnych „filantropów” – gniew matek i ojców dosięgnie was. I to raczej prędzej niż później. Rozgniewani rodzice nie dadzą sobie odwrócić uwagi kolejnymi „pandemiami”, „wojnami”, „zmianami klimatu”.

Kiedy na przełomie lat 20. i 30 XX w. społeczeństwo amerykańskie miało dość golizny, wyuzdania i agresji w filmach hollywoodzkich, rozpoczęła się wielka akcja bojkotowania produkcji kinowych. Pod naciskiem społeczno-ekonomicznym reżyserzy spuścili z tonu. Rozpoczęła się Złota Era Hollywood, czas obrazów wybitnych, gromadzących w kinach tłumy widzów, mimo że na ekranie królowały filmy koncentrujące się na problemach powyżej, a nie poniżej pasa. Teraz dobro, prawda i piękno odnosiły sukces w narracjach kinowych, a droga do zwycięstwa tych wartości, często bardzo kręta, prowadząca przez kolczaste krzewy codzienności i złej woli złych ludzi, koncentrowała na sobie uwagę ówczesnego widza. Nie mniejszą niż pępek celebrytki współczesnego odbiorcy filmów „erotycznie zaangażowanych”.

Ameryka była miejscem jeszcze niejednego masowego ruchu wymuszającego na władzy – czy to państwowej, czy lokalnej bądź korporacyjnej – zmiany powziętych decyzji. Ostatnio takim zjawiskiem, budzącym „odmowę, niezgodę i upór”, jak pisał Poeta w „Potędze smaku”, jest deprawacja dzieci i młodzieży pod hasłem „edukacji seksualnej”. Prowadzą ją nie dość, że zaburzeni to jeszcze bardzo źli ludzie – szerzyciele zgorszenia wśród najmłodszych („Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza” – nieodmiennie w tym kontekście przychodzą na myśl słowa Ewangelii).